Czas porozumień
Obserwując sondaże z różnych źródeł widać, że wybory na najwyższy urząd w mieście nie będą rozstrzygnięte w pierwszej turze. Do drugiej tury przejdzie dwóch kandydatów, którzy uzyskają najwięcej głosów. Co zatem z pozostałymi kandydatami, którzy nie zdobędą wymaganej liczby głosów, a raczej co mieszkańcami, którzy na nich głosowali? Czy zostaną w domu podczas drugiej tury, czy raczej pójdą głosować? Jakiego dokonają wyboru i czy będą wierni do końca swemu kandydatowi?
W zwyczaju jest, że osoby, które nie przeszły do drugiej tury, apelują do swoich niedawnych wyborców, aby w kolejnym głosowaniu wsparli wskazanego przez nich kandydata. Kto nim będzie i czy w ogóle z takim apelem wystąpią? Z jednej strony szkoda będzie zmarnować głosy zaufania uzyskane w pierwszej turze, z drugiej strony, czy wskazanie kandydata, który tak niedawno był konkurentem i „złym człowiekiem”, nie podważy tego zaufania?
Od kwestii, kogo poprzeć w drugiej turze, nie da się uciec. Nastał czas nieoficjalnych porozumień lub wręcz koalicji. Rozmowy są w toku, o czym świadczy mało agresywna kampania.
Można by zadać pytanie, po co te rozmowy? Otóż dla przegrywającego w pierwszej turze nie wszystko jest stracone. Jeśli w pierwszej turze uzyska znaczne poparcie i skutecznie „przekieruje” swoje głosy na uczestnika drugiej tury, dotychczasowego swego konkurenta, to może liczyć na jego wdzięczność. Objawić się ona może włączeniem swoich polityków do nowej ekipy tworzącej się w urzędzie po wyborach lub, co ważniejsze, modyfikacji programu konkurencyjnego komitetu, tak by choć w ułamku spełnić swoje deklaracje wyborcze. I tym to sposobem, pomimo przegranej, może też doprowadzić na przykład do realizacji choć jednego ze swoich punktów programu.
Czas kampanii to trudny czas dla myślących perspektywicznie. Z jednej strony, aby wygrać wybory, trzeba ostro i jednoznacznie się samookreślić, z drugiej strony ,ważne by nie „spalić mostów” tak potrzebnych w pracy polityka przez całą następną kadencję.
Andrzej Ploch
