Byłem na basenie
Tego dnia było niewyobrażalnie gorąco. Tak, wysoka temperatura dodaje mi energii i błogie lenistwo ustąpiło. Postanowiłem wybrać się na basen. Do wyboru miałem ich wiele, wybrałem jednak ten otwarty osadzony wprost w przyrodzie. Wnet stałem u jego wejścia. Niski, krepy opalony mężczyzna skasował mi bilet i wpuścił na ogrodzony teren. Tak, dzień był piękny i nie tylko ja wpadłem na ten pomysł by się tu pojawić. Szybka wizyta w przebieralni i byłem gotowy do kąpieli. Pomimo wczesnej godziny co lepsze miejsca do opalania były już zajęte.
Chłopcy, dziewczęta, rodziny z maluchami na kocykach zajęli miejsca wokół basenu. Ci z małymi dziećmi zgromadzili się wokół półkolistego brodzika. Dochodził z niego niewyobrażalny wrzask małych dzieci taplających się w ciepłej płytkiej wodzie. Niektóre, niby stali bywalcy chlapali się na wzajem wrzeszcząc z radości co sił, ciesząc się chłodna wodą. Były też takie dla których basen był nowością. Mamy wprowadzały je do wody, a dzieci z przestrachem zanurzały się coraz głębiej w wodę, po kolana, po pas i w końcu po szyję.
To był basen dla dzieci, ale obok sprawa wyglądała całkiem poważniej. Tutaj był basen dla śmiałków i wyczynowców. Na jednym z końców zgromadzili się chętni do skoków „na główkę” i zabawę w berka. Sprawnie „dawali nura” z podwyższenia i po chwili wychodzili na brzeg. Przeciwległy koniec basenu to było „coś”. Stała tu prawdziwa dwupoziomowa wieża do skoków z wysokości na głowę, albo na „co innego”.
To było miejsce dla śmiałków których z resztą nie brakowało. Wyczynowcy skakali głową w dół z rękami wyciągniętymi do przodu, by po chwili przecinać nimi taflę sfalowanej wody. Pozostała reszta skakała na nogi z prawą ręką zaciśniętą na nosie. Pozostałą przestrzeń basenu zajmowali pływacy, bardziej lub mniej stylowo próbując utrzymać się na wodzie. Bawili się, rozmawiali, plaskali wodą i krzyczeli coś do siebie na wzajem. Panowała wspaniała rajska atmosfera letniej kanikuły.
W narożu od strony szatni były szerokie schody które pozwalały na powolne, majestatyczne wejście do wody. Na schodach stali też niezdecydowani, choć głównie niezdecydowane. Wchodziły powoli zanurzając się coraz, coraz głębiej. Od czasu do czasu do przechadzających się wokół basenu takich jak ja podbiegała wrzaskliwa grupka młodych ludzi i niby przypadkiem wpychali ich, ku ogólnej radości do wody. Dziwnym zbiegiem okoliczności byli to zazwyczaj chłopcy, a wpadającą do wody osobą była zazwyczaj celowo „nieostrożna” zgrabna dziewczyna.
Mało co, też by mnie to spotkało, ale się nie dałem i uciekłem na porcję lodów do kawiarni górującej nad basenem. Rozpościerał się z niej piękny widok na okolicę. Tak, dzień był piękny i nic, naprawdę nic nie odbierze nam tych wspomnień. Jeśli ktoś tu jeszcze nie był, to zachęcam – odwiedźcie to miejsce. Z odrobiną wyobraźni zobaczycie to samo, a może jeszcze więcej.
Andrzej Ploch
Lubań, 19 lipca 2014 roku.









