Żołnierze Wyklęci – czy nadal w Lubaniu?

2 marca opublikowaliśmy relację z uroczystości odsłonięcia tablicy pamiątkowej ku czci mieszkańca Lubania, płk. Anatola Sawickiego. Tekst pod tytułem „Lubań obchodził Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych” wywołał sporo kontrowersji. Wyniki ankiety zamieszczonej przy wpisie wykazały daleko idącą rozbieżność w ocenie tego wydarzenia. Poziom agresji pewnych komentarzy był dla nas zaskoczeniem. Poniżej publikujemy ważny list naszego czytelnika. Ważny dlatego, że jest świadectwem historii napisany przez mieszkańca miasta które jest „dumne” z posiadania ulicy imieniem gen. Żymierskiego.
Redakcja
Witam, opowiem wam historię.
W lutym 1944 r. w małym przysiółku Zagóra koło Hanaczowa miały miejsce bardzo tragiczne wydarzenia. W nocy na wioski nastąpił pierwszy tragiczny napad banderowców w sile ok. 750-1000 osób. O okolicznościach tego napadu można przeczytać w archiwalnych wydaniach Ziemi Lubańskiej, już nie pamiętam jakie to były numery gazety. Było tam bardzo dokładnie w oparciu o wspomnienia mieszkańców tych wiosek opisane okoliczności bandyckiego napadu oraz heroicznej obronie mieszkańców. I właśnie w tę noc gdy zaczęło się to bestialskie mordowanie bezbronnych mieszkańców Zagóry. Młoda kobieta o imieniu Zofia z małą dziewczynką na rękach szukając schronienia, bo w koło już płonęły zabudowania mieszkalne i gospodarcze. Widząc to wszystko za wszelką cenę chciała uratować życie swoje i córki. Więc pobiegła w samej koszuli z dziewczynką owiniętą chustą w stronę rzeki i tam pod mostem się schroniła. Stojąc tak w lodowatej wodzie czekała na łaskę i nie łaskę losu. Przez cały czas obie słyszały huk wystrzałów i krzyki mordowanych mieszkańców. Bała się strasznie bo mała dziewczynka o imieniu Marysia miała skończone zaledwie dwa latka. Modliła się by dziewczynka nie płakała, było bardzo zimno. Płacz dziecka mogliby usłyszeć banderowcy i obie uciekinierki podzieliłyby los innych mieszkańców, którzy zostali bestialsko zamordowani. Tak doczekały ranka. Kobieta wraz z córką wyszła z wody jak już było widno. Były uratowane.
Na tym właśnie terenie działała mocno Armia Krajowa, która pod dowództwem pułkownika Anatola Sawickiego opracowała plany obrony skupiające się w okolicy Hanaczowa. Heroiczna walka żołnierzy i mieszkańców skupionych w „Samoobronie” nie pozwoliły bandom UPA zdobyć tych wiosek i to ocaliło mieszkańców od zagłady.
To jest historia, którą opowiadała mi moja babcia Zofia Jaworska a dziewczynka Marysia to moja Mama, Maria Jaworska.
I jeszcze jedno w 1987r. pojechałem razem z moim Tatą do Lwowa a następnie w okolice Hanaczowa. Z przysiółka Zagóra nie zostało nic. Pomodliliśmy się nad zbiorową mogiłą obrońców i pomordowanych w owym czasie. Jak pamiętam był to kopiec usypany na 10m wszystko było bardzo zarośnięte i trzeba było się przedzierać przez gęste zarośla. Teraz pomordowanym przez banderowców nikt nie postawi pomnika i tylko od nas zależy byśmy tu o nich pamiętali i oddawali im honor.
I słowo do „Klarneta” (osoba komentująca wcześniejszy wpis), dzięki tym Żołnierzom Wyklętym, którzy ginęli w obronie naszej polskości ja mogę dzisiaj mieć swoje zdanie.
Biedny jest ten kto nie zna historii swoich bliskich. Lecz ułomnym ten kto historii innych nie szanuje.
Krzysztof Jaworski
Tutaj odnośnik do wpisu którego dotyczy list
[poll id=”10″]
