„Zapomniany lot” – cz. 4
Z walk 15. Armii Powietrznej USA w Łużycach – cz. 4
„Zapomniany lot”
„Droga Pani Thomas
Pragnę poinformować, iż zgodnie z raportem Generalnego Adjutanta, Pani syn, ppor. John W. Thomas, zaginął podczas misji nad Niemcami w dniu 15 marca 1945 r.
Ponadto informuję, iż ppor. John W. Thomas jako bombardier samolotu B-17 „Latająca Forteca” wyleciał z Włoch z misją bombową nad Niemcy w dniu 15 marca 1945 r. Raport podaje, iż podczas tej misji ok. godz. 15.00, 5 mil na północ od Goerlitz (Niemcy) nasz samolot dostał się pod ostrzał art. przeciwlotniczej wroga i został trafiony. Pilot przez radio informował dowódcę grupy, iż jednostka podejmie próbę dotarcia do rosyjskich linii. Załogi towarzyszących „Latających Fortec” nie były w stanie podać innych detali w relacji dotyczącej utraty samolotu syna. To wszystko co możemy napisać w tej sprawie.
(…) Pragniemy zapewnić, że będziemy kontynuować poszukiwania na lądzie, w wodzie i w powietrzu aż do odnalezienia zaginionego personelu …” [1]
Dokładnie taką samą treść nosiło pozostałych 10 pism urzędowych dowództwa sił powietrznych 15. Armii Powietrznej Stanów Zjednoczonych skierowanych do rodzin zaginionego nad Ruhland w Niemczech bombowca B-17 por. Griffitha. Załoga leciała w składzie:
Pilot Por. Walter Griffith No 01 296 851
2 Pilot Ppor. Isles O’Malley No 02 058 871
Nawigator Ppor. John Fyfe No 02 063 400
Bombardier Ppor. John Thomas No 02 001 270
Strzelec T/sierż. Darrin Barton No 36 678 517
Radiooperator T/sierż. Gerald Koty No 20 251 634
Strzelec S/sierż. Irvin Lang No 16 156 247
Strzelec S/sierż. Jack Mitchel No 36 669 451
Strzelec S/sierż. Charly Bichard No 35 297 486
Strzelec S/sierż. Donald Baker No 35 293 274
Obserwator S/sierż. Kail Meersand No 32 349 773
Opowiedzmy pokrótce dość tajemnicze, ale zakończone szczęśliwie losy załogi samolotu, który ostrzelany nad celem ratował się ucieczką nieomal w kierunku Lubania.
Bombardowanie fabryki benzyny syntetycznej w Ruhland, na północ od Drezna, w dniu 15 marca 1945 r. przez siły 5. Skrzydła Bombowego 15. Armii Powietrznej USA zakończyło się mniej lub bardziej tragicznie dla 5 bombowców B-17 z 2., 301. i 463. Grup Bombowych. Oprócz opisywanego wcześniej B-17 „HOMESICK” por. Straversa zniszczonego gdzieś pomiędzy Trzebieniem, a Osłą, B-17 por. Thorntona rozbił się kilka km na północny-zachód od Goerlitz (1 ofiara śmiertelna) [2], B-17 por. Gooda wylądował szczęśliwie niedaleko Kielc [3], a latająca forteca por. Collensa początkowo obierając kurs na Wrocław ostatecznie w miarę bezpiecznie wylądowała koło Łodzi [3]. Samolot Boeing B-17 „Flying Fortress” No 44-6555 z 772. Eskadry Bombowej 463. Grupy Bombowej z 11 osobową załogą pod dowództwem por. Waltera Griffitha po zbombardowaniu celu, ok. godz.15.00 zgłosił przez radio problemy z silnikami. Dowódca szyku „B” por. Venanzio tak później w protokole opisywał te chwile:
„Po rajdzie Beker 5 (kryptonim B-17 Griffitha – wtr. aut.), samolot Nr 44-6555 zgłosił przez radio utratę jednego silnika i kłopoty z turbiną od drugiego w związku z czym nie utrzyma tempa formacji. Able 1 (kryptonim d-cy formacji – wtr. aut.), Beker 1 (samolot Venanzio – wtr. aut.) i Beker 5 zaczęli wzywać eskortę myśliwców. Po chwili eskorta odpowiedziała, że widzi grupę i marudera z tyłu i że mogą do niego wrócić. Następnie Beker 5 zgłosił Able 1, że zamierza skierować się do rosyjskich linii na co Able 1 odpowiedział, że prosi o informację zwrotną, czy eskorta myśliwców już dotarła. Po kolejnej chwili Beker 5 znowu wywołał Beker 1 informując, że wysiadły już dwa silniki, a kolejne dwa również nie pracują dobrze. Nie mogliśmy podejść bliżej aby upewnić się, że mają już osłonę myśliwców. Potem już nie widzieliśmy Beker 5 ani nie mieliśmy z nim żadnego kontaktu.”[1]
Pozostałe zeznania świadków rozmowy w eterze, w tym pilota samolotu Beker 2 Polaka, por. Tadeusza Kobylańskiego w zasadzie potwierdzają powyższą wersję. Raport MACR podaje jeszcze kilka szczegółów, z których najważniejsze są dwa: przy każdym z nazwisk załogi widnieje dopisany co najmniej po roku skrót złożony z trzech liter – „RTD” od „returned – powrócił” oraz ostatnia zgłoszona przez radio pozycja samolotu – „Ship last contacted 5 mils due N Goerlitz” – „ostatni kontakt z samolotem DOKŁADNIE 5 mil na północ od Goerlitz”[1].
Wyjaśnijmy co oznaczają obydwie informacje. Pierwsza z nich świadczy o tym, że po czasie załoga szczęśliwie powróciła do bazy bądź do miejsca zamieszkania. Druga podaje bardzo dokładną ostatnią pozycję samolotu i najwyraźniej nie przypadkowo użyto tutaj zwrotu „due” raczej rzadko stosowanego w takich sytuacjach. I jeśli chodzi o raport to niestety wszystko. W odtajnionych w 1973 r. dokumentach przede wszystkim brak zeznań załogi, występujących w wielu podobnych dokumentach podobnych katastrof. A więc kompletnie nie wiemy nic na temat lokalizacji upadku maszyny, okoliczności jej opuszczania przez załogę, kontaktu z wrogiem i dalszych losów lotników. Dlaczego kontaktu z wrogiem? To akurat wiemy na pewno ponieważ w międzynarodowym wykazie jeńców wojennych (Prisoners of War) większość z nich figuruje jako zatrzymani na terenie Niemiec, ale (i tu ciąg dalszy tajemnic) w miejscu nazwy obozu jenieckiego mamy pustą kratkę.
Lokalizację katastrofy samolotu utrudnia jeszcze jeden fakt. Ostatnia zgłoszona pozycja – 8 km na północ od Goerlitz to niemal obecna zachodnia granica Polski i w dniu 15.03.1945 r. punkt załamania linii frontu, która po odbiciu Lubania przez Niemców biegnie ze wschodu na zachód na północ od Godzieszowa aż do miejscowości Pieńsk, a następnie na linii rzeki Nysy Łużyckiej skręca na północ. Zatem skoro załoga po przyziemieniu dostała się w ręce niemieckie mogło się to stać jedynie po wschodniej stronie rzeki na południe od linii frontu. Pamiętajmy, że załoga w chwili nadawania meldunku o pozycji w większości musiała być jeszcze na pokładzie, a więc wysokość maszyny musiała umożliwiać bezpieczny skok ze spadochronem. Lecący z prędkością ok. 200 km/h (być może mniej z uwagi na sprawne jedynie dwa silniki) samolot w ciągu każdej minuty pokonywał ok. 3 kilometry lecąc kursem lekko na północ od Lubania i zapewne w ciągu 2 może 3 kolejnych minut przekroczył z pewnością linię rzeki i uderzył w ziemię po „polskiej” stronie. Udane awaryjne lądowanie w szczerym polu bez strat wśród załogi i bez kolejnego meldunku radiowego raczej nie wchodzi w rachubę.
Zdaję sobie sprawę, że więcej pytań i domniemań w opisie ostatnich chwil „Latającej Fortecy” por. Griffitha niż faktów. W żadnej z powojennych publikacji na temat działań 463. Grupy Bombowej włączając w to „czynną” stronę internetową łącznie z forum (cudzysłów nieprzypadkowy) nie dotarłem do opisu losów załogi. Próby kontaktu za pośrednictwem poczty elektronicznej z wieloma osobami kompetentnymi w temacie włączając w to najbliższą rodzinę spełzły na niczym bądź kończyły się grzecznościowymi zwrotami o braku wiedzy w temacie. A więc pozostaje nam przyjąć założoną wersję wydarzeń, która mówi, że samolot Boeing B-17 „Flying Fortress” No 44-6555 pod dowództwem por. Waltera Griffitha uległ katastrofie w odległości ok. 15 km na północny zachód od Lubania. Załoga przeżyła i w większości po ok. pół roku powróciła do domu. W większości, ponieważ w wykazie jeńców wojennych brak daty opuszczenia obozu przez dowódcę bombowca. Dlaczego? Jeszcze jedno pytanie na które dziś nie znam odpowiedzi.
PS. O dziwo, w sytuacji gdy nie możemy poznać losów załogi feralnego lotu, jakby na przekór szczęśliwie zachowały się dwa wyjątkowe zdjęcia. Pierwsze z nich przedstawia ujęcie bombowca B-17 No 44-6555 podczas nalotu na Ruhland na kilka godzin przed katastrofą, a drugie grupowe zdjęcie załogi por. Waltera Griffitha. Zdjęcia pobrano ze strony internetowej 463. Grupy Bombowej (http://www.463rd.org)
Jarosław Ludowski
Bibliografia:
[1] Missing Air Crew Report No 12999
[2] Missing Air Crew Report No 12824
[3] Praca zbiorowa – Defenders of Liberty 2nd Bombardment Group/Wing 1918-1993; Turner Publishing Company, 1996





