Władysław Chycki odznaczony pośmiertnie
1 marca mieszkaniec Lubania Henryk Chycki odebrał z rąk Prezydenta RP Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski. Odznaczenie Prezydent RP Andrzej Duda nadał pośmiertnie Ojcu Henryka, Żołnierzowi Niezłomnemu Władysławowi Chyckiemu. Poprosiliśmy pana Henryka Chyckiego, aby opowiedział nam o swoim Ojcu.
Władysław Chycki syn Konstantego i Marianny z domu Leszczyńskiej urodził się 19 października 1913 roku w Piwakach gm. Łęki Szlacheckie, powiat Piotrków Trybunalski.
1 kwietnia 1941 roku wstąpił do Ruchu Oporu Armii Krajowej. Brał udział w organizowaniu grup mających na celu walkę z Niemcami w rejonie gminy Łęki Szlacheckie pod dowództwem Stanisława Karlińskiego pseudonim Burza. Ponadto zajmował się ochronami zrzutów broni, amunicji i zaopatrzenia w rejonach Bąkowej Góry, Ręczna, Lubienia i Rozprzy. Brał też udział w działaniach sabotażowych i dywersyjnych wobec okupanta. Dwa miesiące po wojnie 8 lipca 1945 roku brał udział w bitwie pod Majkowicami przeciwko sowietom pod dowództwem Burzy. W Armii Krajowej działał do 1946 roku. Następnie działał w Konspiracyjnym Wojsku Polskim od kwietnia 1946 roku do ujawnienia się w kwietniu 1947 roku pod dowództwem kpt. Stanisława Sojczyńskiego pseudonim Warszyc pełniąc funkcję strzelca. . W KWP przydzielony został do oddziału Nura. W tamtym czasie rozprowadzał i rozwieszał ulotki wolnościowe. 14 kwietnia 1947 roku po ujawnieniu się przed Urzędem Bezpieczeństwa zdał broń typu KB Mauser nr 7781, która była w jego posiadaniu i użyciu. W aktach UB znajduje się wpis, że w kwietniu podczas zdania broni wydano mu bilet blankietowy do Bolkowa. Na ziemiach zachodnich przebywał już od października 1946 roku ukrywając się przed bezpieką do czasu ujawnienia. Po ujawnieniu się podjął pracę w Bolkowie. Z relacji i wspomnień matki wiem, że nie mógł żyć spokojnie. Nie wiem w którym roku, ale na pewno bezpieka po wtargnięciu do mieszkania zagarnęła majątek rodziców, a ojca aresztowała. Przetrzymywany był w zameczku w Jaworze. Dokumenty z tego okresu zostały zniszczone przez UB, ponieważ jak zostałem poinformowany przez pracownika IPN akta te mocno obciążały Urząd Bezpieczeństwa. Po przyjeździe na ziemie zachodnie nie zaprzestał działalności konspiracyjnej. Rozprowadzał materiały i organizował potajemne spotkania wyjazdowe i na miejscu pobytu. Za swoją działalność był wykluczany społecznie i stale inwigilowany. W pracy został zdegradowany z funkcji majstra. W licznych notatek wynika, że ówczesna władza traktowała go jako wroga. Często pojawia się w nich wpis „w obecnym ustroju w Polsce jak również w ZSRR ustosunkowany był wrogo”- np. notatka UB „ściśle tajna” z dnia 08 marca 1951 rok. Z akt IPN wynika, że rozpracowywany był od 1948 do 1951 roku. Polecenia UB brzmiały: „mieć go pod ścisłą obserwacją, z kim się kontaktuje”, „dowiedzieć się kto do w/w przyjeżdża, z kim się kontaktuje na terenach zachodnich”, „sprawę proszę traktować jako bardzo pilną”, „przesłać kompromitujące materiały”. Wielokrotnie był przesłuchiwany. Podczas przesłuchania słyszał, że ma szczęście, że nie wpadł wcześniej, bo na pewno dostałby kulę w łeb, albo, że rozwaliliby mu głowę o piec kaflowy.
Ojciec mój niechętnie opowiadał mi o tamtych czasach. Więcej żalu przekazywała mi mama. W Ojcu było za dużo żalu i goryczy za szykany, cierpienie i wykluczenie tylko dlatego, że walczył o wolną Polskę. Był człowiekiem wierzącym i dobrym, jednak nie mógł pozbyć się uczucia odrazy i nienawiści wobec komunistów. Uzewnętrzniał to jedynie wtedy kiedy wypił. Mówił wtedy „ nic mnie nie cieszy, zarabiam, ale napiłem się, bo nie mogę patrzeć na dzisiejszy ustrój”. Taka szczerość była jednak rzadka. Tato był raczej człowiekiem zrezygnowanym. Nawet w latach 80-tych nie mógł się dostać do ZBOWiD-u, ponieważ jak mu mówiono „mało, żeście z Ruskimi narozrabiali?”. Do ZBOWiD-u został przyjęty w latach 90-tych. Jego koledzy zostali tam przyjęci dużo wcześniej. Zmarł w wieku 85 lat w 1997 roku. Przed śmiercią starannie się ogolił i odszedł jakby zasnął. Nigdy nie doczekał się prawdziwego podziękowania od władz. Dopiero Prezydent RP Andrzej Duda odznaczył Go i uhonorował. Odebranie z rąk Prezydenta Krzyża Kawalerskiego Odrodzenia Polski było dla mnie tak ważnym, szczególnym i wzruszającym momentem, że trudno opisać to słowami. Powiedziałem do Prezydenta, że jest wielki, a on mi odpowiedział, że to Tato był wielki i jemu należą się podziękowania.
Kiedy słyszę, że nadal połowa społeczeństwa nie zna historii Niezłomnych to jest mi przykro, bo tyle lat minęło od czasu kiedy można o tym mówić, że nieznajomość tej historii jest dla mnie dramatem. Dlatego zdecydowałem się o tym opowiedzieć Przeglądowi Lubańskiemu. Bardzo za to dziękuję.
Pseudonimy używane podczas walk o Polskę przez Władysława Chyckiego: Zorza, Lena i Szczupak.
Red.


