Węgliniec ma nowy pomnik
Z bocznicy kolejowej – na miejski skwer. Węgliniec ma nowy pomnik.
Gdy dziś rano zawitałem w swoje rodzinne strony do Węglińca spotkała mnie niezwykła i oryginalna niespodzianka. Otóż w centrum miasteczka, u zbiegu ulic Partyzantów i Sikorskiego stanął bardzo oryginalny pomnik, mający zapewne pełnić rolę swoistej wizytówki tego kolejowego miasteczka. Ten pomnik to niewielka lokomotywka manewrowa, parowóz, typu Tkh Nr 2942 oraz podczepiony do niej wagonik z żurawikiem, służącym zapewne do załadunku węgla na tender parowozu. Całość posadowiono na krótkim torowisku na skwerze przy wlocie do centrum miasteczka, a więc każdy wjeżdżający do Węglińca nie może owego oryginalnego pomnika nie dostrzec.
Jak się okazuje parowóz z serii T3A (Ferrum 47) o numerze fabrycznym 2942 został wyprodukowany w Fabryce Lokomotyw im. Feliksa Dzierżyńskiego w Chrzanowie w 1952 r. Był eksploatowany do maja 1978 r. przez Kopalnię Węgla Brunatnego Turów pod Bogatynią. W 1990 r. został wycofany z eksploatacji i przewieziony do Węglińca. Poddany gruntownej renowacji w 1993 r. został ustawiony w miejscowej lokomotywowni jako pomnik techniki. [1] Zapewne po latach władze miasta wspólnie z zarządem PKP doszły do porozumienia (i słusznie zresztą), że dużo rozsądniej a przede wszystkim pożyteczniej i atrakcyjniej będzie, jeśli z niedostępnej dla szerszego ogółu bocznicy owo kolejowe „cacko” trafi do centrum miasteczka.
Tak więc ogromnie cieszy, że coraz więcej zabytków techniki zamiast na przysłowiowe żyletki do huty, trafia albo w ręce rekonstruktorów albo w ostateczności na postumenty. Jeszcze niedawno w Lubaniu mogliśmy naocznie przekonać się jak ogromny ładunek emocji, wspomnień i romantyzmu niesie ze sobą widok pędzącego pociągu ciągnionego przez lokomotywę parową, za którą z komina i spod kół buchają kłęby czarnego dymu i obłoki pary. W dzieciństwie, jako mieszkaniec Węglińca, miałem z takim obrazem do czynienia na co dzień. Bo to nie tylko przejeżdżający od czasu do czasu pociąg osobowy czy towarowy i sporadyczny gwizd lokomotywy, to nieustanne manewry na stacji, to górki rozrządowe, to ciągłe formowanie składów, to pisk hamulców i stalowych kół buksujących po szynach gdy na darmo buchający potem i parą kolos próbuje szarpnąć żelazną masę podczepionych wagonów.
Pamiętam tętniący życiem dworzec kolejowy i restaurację dworcową, ciągle zatłoczoną gdzie oczekujący na pociąg pasażerowie mogli zjeść ciepły posiłek i wypić doskonałe, ciemne piwko z nalewaka. Choć jak to się mówi, były to czasy „głębokiej komuny” to jednak wizja tych ożywionych przez całą dobę dworców i stacyjek przyciąga o niebo bardziej niż dzisiejsze puste zabudowania dworcowe, w których zagościły meble z „second handu”. Pamiętam jeszcze jeden obraz z końca lat 80-tych. Wracając co weekend z uczelni z Wrocławia, gdy pociąg przez kilka minut wtaczał się na stację, witał mnie rząd kilkudziesięciu starych parowozów stojących na bocznicy. Wyeksploatowane, sterane, zmęczone i popsute, nikomu już do niczego nie potrzebne czekały na swój ostatni kurs – transport do huty. I w większości się doczekały. Tak to już jest.
A jak było w czasie wojny?
Tego dnia wreszcie pogoda znacząco się poprawiła. Zmieniła się cyrkulacja powietrza z zachodniej na wschodnią, a wraz z nią nad rejon dotarł układ wysokiego ciśnienia. Od razu spadło zachmurzenie, podstawa chmur wzrosła do wysokości 600 – 2.500 m, a widoczność do 6 – 10 km. Temperatura w nocy spadała do -5°C, a w ciągu dnia rosła do +4°C, wiał słaby wschodni wiatr. Dzięki sprzyjającym warunkom pogodowym wojska atakujące Lubań wreszcie dostały wsparcie z powietrza. Po przebazowaniu do Legnicy i Lubina 1 korpusu szturmowego i wydatnemu skróceniu czasu dolotu do linii frontu wykonano 119 samolotowylotów, z czego 40 s/w na szturmowcach Ił-2, a 79 s/w na myśliwcach Jak.
Iliuszyny 9 dlsz gw przy wsparciu 12 dlm gw oraz 7 dlm gw z 2 korpusu myśliwskiego dokonały nalotów szturmowych na pozycje wroga. Zaatakowano z powietrza linie kolejowe i stacje węzłowe w Węglińcu, Gierałtowie, Czerwonej Wodzie, Czernej, Zarębie, Trójcy i Białogórzu. Oprócz tego osłaniano nacierające wojska w rejonie Węglińca, Lasowa, Goerlitz i Lubania. Średnie zużycie bomb na samolot szturmowy wyniosło 355 kg. Efektem nalotów było zniszczenie m. in. 2 czołgów i 19 samochodów wroga. Na stacji w Węglińcu rozpoznanie lotnicze 156 pułku myśliwskiego ujawniło do dwunastu pociągów pod parą czekających na możliwość odjazdu na zachód. Wysłane trzy grupy szturmowców zaatakowały węzeł kolejowy wzniecając pożary dwóch transportów, a także duży magazyn paliw. Na wschód od stacji jedna z bomb przypuszczalnie trafiła w skład amunicji. [2]
Jarosław Ludowski

mgr.inż Jarosław Ludowski jest lubańskim regionalistą i badaczem historii współczesnej Dolnego Śląska. Zawodowo pracuje na stanowisku Kierownika Działu Obsługi Odbiorców i Eksploatacji Sieci w PEC Lubań.
[1] [http://tomi.holdys.pl/index2.php?desc=on&par=tkh2942]
Fot. 1-6 – ze zbiorów autora
Fot. 7 – https://topwar.ru/15242-ne-chislom-a-umeniem-ili-otpoved-voronyu.html







