Polacy w ligach angielskich
Anglia.To nie jest kraj dla polskich piłkarzy. Polacy w ligach angielskich nie stanowią wielkiej siły. Według portalu Transfermarkt w klubach z Anglii gra zaledwie 61 Polaków. Z czego aż kilkunastu gra w barwach Victoria Londyn – klubu, który został założony przez Polaków i gra w lidze regionalnej. Nie oni jedyni grają w Anglii po pracy – dla przyjemności. 
Do tego dochodzi kilkudziesięcioosobowa grupa mniej lub bardziej utalentowanych anonimowych jeszcze juniorów.
Tak naprawdę możemy mówić o dziesięciu piłkarzach, który w Anglii mają wypracowane nazwisko i w pełni profesjonalnie grają tam w piłkę. Łukasz Fabiański, Jan Bednarek, Artur Boruc, Kamil Grosicki, Mateusz Klich, Paweł Wszołek, Paweł Olkowski, Bartosz Białkowski, Tomasz Kuszczak, Krystian Bielik. Do tego jeszcze dodajmy dwóch bardzo utalentowanych bramkarzy Kamila Grabarę (wypożyczonego z Liverpoolu do Danii) oraz Marcina Bułkę (Chelsea Londyn). Jak widać lista nie jest imponująca, a na połowę z tych nazwisk składają się bramkarze.
To Polska była odległą „wyspą”
Dlaczego Anglia nie jest ziemią obiecaną dla polskich piłkarzy?
Od początków istnienia Premier League, a więc od sezonu 1992/1993 w najwyższej klasie rozgrywkowej było ich ledwie kilkunastu. Kolejna grupka grała na zapleczu tej ligi. Czy było to spowodowane tylko niezbyt wysokim poziomem sportowym pokolenia grającego w Polsce na przełomie wieków?
Na pewno jest to najprostsza odpowiedź i pewnie też najbliższa prawdy. Ale też bez przesady. Styl gry w Anglii szczególnie na początku lat 90. przynajmniej teoretycznie mógł pasować Polakom. Siła, agresja, taktyka w myśl zasady kopnij-biegnij to nie było coś nie do przeskoczenia dla polskich zawodników. Jednak nie cieszyli się oni w Anglii zbyt wielkim poważaniem. Tłumaczył to w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Robert Warzecha. Pierwszy polski piłkarz w Premier League. Mówił on, że Anglicy pamiętali upokorzenie przez drużynę Górskiego w 1973 roku, ale potem na Wyspach słuch o polakach zaginął. Nasze rozgrywki piłkarskie z punktu widzenia Brytyjczyków nie istniały.
Ważne były też regulacje prawne. Trzeba pamiętać, że zanim Polska weszła do Unii Europejskiej, żeby grać w Anglii nie tylko trzeba było wpaść w oko managerom klubów, ale tez spełniać bardzo ostre wymogi prawa pracy. Zezwolenie na grę w Anglii dostawali tylko ci, którzy regularnie występowali w reprezentacji Polski. A Polscy reprezentanci w latach 90. wybierali najczęściej grę u naszych zachodnich sąsiadów. W Niemczech przez lata mieliśmy swoją kolonię.
Włodarze angielskich klubów jeśli potrzebowali zawodników niezbyt drogich, idealnie wpisujących się w specyfikę brytyjskiego futbolu zdecydowanie częściej patrzyli w kierunku krajów Skandynawskich. Stąd na Wyspach wielu Norwegów czy Duńczyków, którzy przynajmniej teoretycznie nie byli zdecydowanie lepsi od polskich piłkarzy.
Reprezentacja na wiele lat zniknęła z wielkich turniejów, polskie klubu szybko odpadały w pucharach, a nieliczni zawodnicy, którzy trafiali do Anglii mimo wszystko nie wyrobili pozostałym zawodnikom aż takiej reklamy. Epizody Grzegorza Rasiaka (choć bardzo cenionego na zapleczu ligi angielskiej), Euzebiusza Smolarka, czy nic nieznaczące kilka występów Emanuela Olisadebe, Piotra Świerczewskiego i Jarosława Fojuta nie mogły zaowocować wielkim boomem na polskich zawodników. Nawet ogromny charakter Marcina Wasilewskiego nie mógł tego zmienić, a Kamil Grosicki choć zbierał pozytywne recenzję na najwyższym szczeblu spędził zaledwie pół roku.
Bramkarze ambasadorami
W Anglii pojawili się jednak polscy ambasadorzy, którzy wyrobili pozostałym zawodnikom sporą markę. Mowa oczywiście o bramkarzach. Pierwszy był Artur Boruc, który co prawda grał w Celticu, ale liga szkocka jest obserwowana bardzo skrupulatnie. Skauci przyjrzeli się szkoleniu bramkarzy w Legii Warszawa stąd w niedługim czasie transfery do Arsenalu Łukasza Fabiańskiego i Wojciecha Szczęsnego. Mimo wzlotów i upadków swoją pracą doszli niemal na szczyty w angielskim futbolu. Łukasz Fabiański mimo że nie gra w klubach liczących się w walce o mistrzostwo jest bardzo cenionym specjalistą. O Szczęsnym wielu mówi, że to był jeden z ostatnich dużych błędów Arsene Wengera. Francuz nie potrafił się dogadać z nieco krnąbrnym Polakiem, który teraz we Włoszech udowadnia swoją wielką klasę. Arsenal mimo sprowadzenia Petra Cecha w bramce nie miał na tej pozycji potrzebnej stabilizacji.
W międzyczasie swoją pozycję budował też Tomasz Kuszczak, któremu nikt nie zabierze lat spędzonych w Manchesterze United.
Dlatego kompletnie nie może dziwić, że angielscy skauci nadal tak ochoczo penetrują polski rynek bramkarski. Sprowadzenie Kamila Grabary i Marcina Bułki do klubów z angielskiej TOP6 tylko to potwierdza. Obaj są jeszcze młodzi, ale już w grach przedsezonowych w lecie 2018 roku pokazali błysk talentu. Natomiast Radosław Majecki może być kolejnym bramkarzem związanym z Legią Warszawa, który ruszy do Anglii. Spore zainteresowanie tym bramkarzem jest po stronie tradycyjnie Arsenalu.
Przeszkodzi… pogoda?
W ciągu kilkunastu lat liga angielska zmieniła się w sposób niemal nie do poznania. Doprowadzili do tego trenerzy sprowadzani z Kontynentu, którzy archaiczną taktykę kopnij-biegnij zmieniali na coraz bardziej nowoczesne sposoby gry. Wielkie pieniądze z praw transmisyjnych doprowadziły do tego, że w Anglii grają niemal wszyscy najlepsi zawodnicy. Nawet kluby z dołu tabeli stać na wydatki rzędu 40 milionów euro. Dlatego nadziei dla polskich kibiców Premier League na to, że będą mogli oklaskiwać zawodników z naszego kraju są niewielkie.
Kto mógłby w Anglii zabłysnąć? Wiele się mówi o przenosinach na wyspy Piotra Zielińskiego. Arek Milik też na pewno sposobem gry pasuje do tej ligi. Grzegorz Krychowiak swoje pięć minut już miał i niezbyt dobrze je wykorzystał. Krzysztof Piątek, jeśli potwierdzi swoją klasę, również znajdzie się w orbicie zainteresowań angielskich klubów. Blisko spełnienia marzeń jest tez Mateusz Klich, który świetnymi występami w Leeds United jest bliski awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej.
Na usta ciśnie się jeszcze jedno nazwisko. Robert Lewandowski. Łączony już w przeszłości z Manchesterem United czy Chelsea Londyn. Czy transfer Roberta do Anglii jest możliwy? Według byłego menegera Lewego nie było to możliwe (przynajmniej przed sezonem 2018/19), bo Robert za wszelką cenę chciał zmienić dom na słoneczną Hiszpanię.
Czy względy pogodowe sprawią, że Lewandowski nie zdecyduje się na przejście do najbogatszej ligi świata? Tak naprawdę ciężko znaleźć lepszy dla niego kierunek jeśli zdecyduje się na odejście z Bayernu Monachium. Pogoda może i nie najlepsza, ale na pewno jest to liga, która pasuje do sposobu gry Polaka. Jest silny, dobrze przygotowany fizycznie. Do tego przez lata Robert zrobił kolosalny postęp w grze technicznej, na małej przestrzeni.
Na Wyspach są w stanie spełnić zarówno jego żądania finansowe jak i zapłacić godnie Bayernowi. W Anglii też nikt za bardzo nie będzie mu zaglądał w metryczkę. Tam napastnicy po 30. roku życia są bardzo szanowani. Do tego należy dodać też wspaniałą otoczkę ligi, jej medialne opakowanie czy specyfikę trybun. Angielskie kluby na pewno jeszcze tego lata będą dość mocno kusić Lewandowskiego.
Tekst partnerski
