Odszedł Andrzej Kuźniar (1939-2019)

W niedzielne popołudnie, 13 października odszedł od nas po ciężkiej chorobie Andrzej Kuźniar. Historyk, emerytowany nauczyciel a w przeszłości dyrektor siekierczyńskiej szkoły, regionalista, autor wielu artykułów i kilku książek. A przede wszystkim samorządowiec, w latach 1990 – 2018 radny Rady Gminy Siekierczyn i przewodniczący tej Rady, współtwórca i do ostatnich chwil redaktor naczelny „Gazetki Siekierczyńskiej”, gminnego biuletynu informacyjnego.
To bolesna strata dla nas wszystkich. Andrzej Kuźniar miał wiele pasji, z których chyba dwie były najważniejsze – historia i samorząd lokalny. Potrafił łączyć je obie i czynił to znakomicie. Całe swoje życie obcował z historią, i to dosłownie od chwili urodzin w Chełmie, 16 listopada 1939 roku, zaledwie kilka tygodni po rozpoczęciu II wojny światowej. Badaniu przeszłości poświęcił się bez reszty. Kiedy ukończył historię na Uniwersytecie Wrocławskim, trafił na Dolny Śląsk do Siekierczyna. Tu i w okolicy podjął najpierw pracę nauczyciela, potem był dyrektorem Zbiorczej Szkoły Gminnej w Siekierczynie. Pochłonęła go fala przemian po 1989 roku i powstanie samorządu lokalnego w 1990 roku. W Siekierczynie Andrzej wygrał wybory, został radnym i przewodniczącym Rady Gminy I kadencji. Ciesząc się bardzo dużym autorytetem i zaufaniem społecznym, dokonał rzeczy niezwykłej w historii samorządu lokalnego w Polsce. Siedmiokrotnie był wybierany do Rady Gminy, przez 28 lat pełniąc funkcję Przewodniczącego Rady Gminy Siekierczyn. Imponujący wynik!
Jakby było mało, był współzałożycielem i redaktorem naczelnym „Gazetki Siekierczyńskiej”, co pozwoliło mieć – poza dyżurami radnego – ze swoimi wyborcami doskonały kontakt, pisząc i wyjaśniając, tłumacząc i składając sprawozdania z prac rady. Dodatkowo, wzbogacił ten skromny biuletyn o niezwykły walor – edukację historyczną. Andrzej z godnym pozazdroszczenia uporem odkrywał , badał, wyjaśniał i opisywał dzieje swojej małej ojczyzny, której poświęcił się bez reszty. Dzięki Jego kwerendom i badaniom na siekierczyńskim herbie znalazła się święta Katarzyna Aleksandryjska, którą czczono tu od wieków. Z pasją i benedyktyńskim wręcz zaangażowaniem docierał do ludzi i spraw przemilczanych przez lata. To On odszukał żołnierzy wyklętych z tak silnie zakonspirowanej tu po wojnie Placówki „Las”, o której milczą archiwa Instytutu Pamięci Narodowej a i rodziny wyklętych niewiele o tym wiedziały. Z równą ciekawością interesował się losami Sybiraków, których losy rzuciły do Jeziornej jak i Niemców wysiedlonych z Geibsdorfu.
Zgłębiał dosłownie każdą dziurę w siekierczyńskiej ziemi, odkrywając i prezentując historię górnictwa węgla brunatnego na tej części Górnych Łużyc. Towarzyszyłem mu niekiedy w tych wędrówkach, odkrywając piękno tej ziemi, o której wydawać by się mogło, że już wiem wszystko. A tak nie było. Andrzej swoje terenowe badania i odkrycia „podpierał” naukowymi kwerendami, jak na historyka przystało, nawet w górniczych archiwach zagranicznych, choćby we Freibergu, wykorzystując wcześniej swoje bardzo dobre relacje z byłymi górnikami ze Stowarzyszenia Oberlausitzer Bergleute z Hagenwerder. Swoje osiągnięcia prezentował na corocznych zarębiańskich „Pałacowych spotkaniach z historią” najpierw w skromnym namiocie, by później przenieść wystawę do siekierczyńskiego domu kultury.
Kiedy na łamach „Odkrywcy” popełnialiśmy z Andrzejem kilkuodcinkowy cykl popularno-naukowy o tymże węglu brunatnym, Andrzej poprosił, aby w stopce redakcyjnej o sobie podać, że „aktualnie pracuje nad historią głębinowego górnictwa węgla brunatnego na polskich Łużycach (Siekierczyn – Zaręba – Wesołówka i Zielonka)”. Nie wiem, jak daleko zaszedł z tą pracą ale byłoby szkodą, gdyby nie ujrzała światła dziennego.
Wydał za to kilka innych poważnych publikacji książkowych. Jeszcze w jeleniogórskim ODN-ie napisał „Wykorzystanie regionalnych źródeł historycznych w nauczaniu historii”. Jako współautor – z Januszem Niekraszem – popełnił monograficzny album „Gmina Siekierczyn – przeszłość i teraźniejszość” a później samodzielną pracę „Pionierskie lata gminy Siekierczyn 1945-1956” z jakże ważnym podtytułem, że jest to „rzecz o naszych korzeniach”. Pracę bogatą w zdjęcia, dokumenty a nawet rejestry, których może mu pozazdrościć niejeden naukowiec. Zadedykował ją pamięci Elżbiety, swojej przedwcześnie zmarłej żony. A pisał z myślą o młodym pokoleniu Polaków, zawiedziony, że ze względu na ograniczenie programowe lekcji historii w szkołach, tak mało wiedzą o swoich korzeniach. Książkę sprezentował mieszkańcom gminy na Dzień Niepodległości 2013 roku, nie biorąc za jej napisanie ani złotówki!
(szerzej pisaliśmy o tym http://www.lubanski.eu/w-prezencie-na-dzien-niepodleglosci/)
Gromadził, by ocalić od zapomnienia pozornie tematy drobne, acz dla niego ważne. Jak choćby dzieje ochotniczej straży pożarnej czy twórczość lokalnych twórców – poety Stanisława Daszkiewicza z Siekierczyna czy prozaika Pawła Rudkowskiego z Nowej Karczmy. Marzył aby ich twórczość była znana wszystkim jego współmieszkańcom.
Kiedy pracowałem w Zgorzelcu, moje powroty z pracy często wydłużały się. Z prostego powodu – prowadziły okrężną nieco drogą, bo przez Siekierczyn i dom Andrzeja. Tam zawsze, wśród znakomitej biblioteki gospodarza, dochodziło do naszych długich rozmów o historii, o małych ojczyznach, o tylu rzeczach już wyjaśnionych i tylu do wyjaśnienia jeszcze i opisania. Andrzej miał zawsze coś nowego do powiedzenia, bo zawsze coś odkrywał. Umiał także słuchać i – jako przewodniczący samorządu – szybko wyciągać wnioski. Zareagował niemal natychmiast, kiedy powróciwszy z Gdańska popełniłem tekst „Zapomniany Westerplatczyk”. Niedługo potem, na domu Bolesława Horbacza z Zaręby, za sprawą między innymi Andrzeja, zawisła stosowna pamiątkowa tablica i bohaterski żołnierz przestał być bezimienny.
Lista zasług i dokonań Andrzeja Kuźniara jest naprawdę długa i będzie jeszcze wielokrotnie przypominana. I choć od nas odszedł, warto o tym pamiętać, że był na ziemi lubańskiej pionierem w odkrywaniu i uczeniu miłości do swojej małej ojczyzny.
Janusz Skowroński
Od redakcji:
O czasie i miejscu pogrzebu śp. Andrzeja Kuźniara poinformujemy.

