I wojna światowa, polska niepodległość i Lubań – cz. 3
Swojego czasu Piotr Kucznir, lokalny badacz historii, na łamach Przeglądu Tygodniowego opublikował tekst poświęcony armatom stojącym na górnym dziedzińcu Zamku Czocha. Jedną z bohaterek publikacji była niemiecka armata polowa 7,7 cm Fk. 96 n.A. jedna z podstawowych jednostek lekkiej artylerii polowej armii niemieckiej w konflikcie 1914-1918 r. Autorowi nie udało się ustalić w jaki sposób działo znalazło się na zamku. Należy przypuszczać, że po zakończeniu I wojny światowej model jako przestarzały po powszechnym wprowadzeniu oporopowrotników został wycofany z pułków liniowych i trafił do oddziałów rezerwowych bądź szkoleniowych.
Spora część zapewne po zdekowaniu, czyli pozbawieniu użytkowych cech bojowych (obcięciu iglicy, zaspawaniu zamka itd.) zasiliła prywatne kolekcje, wszak stare zamczysko z murami obronnymi nie może pozostać bez tak świetnego dodatku jak działa forteczne. Piotr Kucznir dokładnie opisuje losy i zastosowanie tych armat na frontach I Wojny Światowej więc nie będziemy się powtarzać. Może przypomnijmy tylko, że po jej zakończeniu wśród 700 szt. jednostek artylerii i ich 22 różnych typów nowo tworzona armia polska uzyskała w spadku również 64 szt. armat Fk.96 n.A. Niedługo potem broń wykorzystano podczas Powstania Wielkopolskiego i Wojny polsko-bolszewickiej 1919-1921 ale w Wojnie Obronnej Polski 1939 r. udziału już nie brała.
Wydaje się, że przełom lutego i marca 1945 r. to czas, gdy o armatach polowych nietypowego kalibru 7,7 cm na dokładkę bez oporopowrotników można będzie mówić już tylko w kontekście reliktu przeszłości czy muzealnego zabytku. Życie pokazało jednak, że nic bardziej mylnego. Kilka lat temu leśne wędrówki po okolicach Lubania zaprowadziły mnie w jedno, jedyne oddalone o kilka km od miasta miejsce, teren walk z wiosny 1945 r. gdzie natrafiłem na liczne ślady wykorzystania tej armaty. Gdy zacząłem zbierać po okolicy ołowiane kulki, fragmenty korpusów pocisków i wypalone zapalniki określonego typu doszedłem do wniosku że mam do czynienia z rzadko już spotykaną w tym okresie walk amunicją szrapnelową. Pomiar kalibru i identyfikacja szczątków w materiałach źródłowych nie pozostawiły cienia wątpliwości – w grę wchodziła amunicja do 7,7 cm Fk. 96 n.A.

Szczątki szrapneli kal. 7,7cm z rejonu Lubania – szklanki, zapalniki, rurki prochowe, diafragma, kulki ołowian
Dla niewtajemniczonych dwa słowa wyjaśnienia. Pociski szrapnelowe stosowane powszechnie do końca I Wojny Światowej były przeznaczone do rażenia siły żywej wroga. Skorupa pocisku, w żargonie nazywana szklanką wypełniona była z reguły ołowianymi kulkami, które po detonacji zgromadzonego na dnie prochu wyrzucane na zewnątrz raziły przeciwnika. Po I WŚ amunicję szrapnelową zastąpiono znacznie tańszą w produkcji i bardziej efektywną amunicją odłamkową, stosowaną powszechnie w artylerii. Liczba odnalezionych w okolicy Lubania elementów i stosunkowo nieduży obszar świadczą co prawda o bardzo znikomym, incydentalnym wręcz użyciu armaty, ale jednak użyciu. Być może po oddaniu kilku wystrzałów działo po prostu się zepsuło, albo zabrakło do niego amunicji.
Nieco wcześniej w moje ręce trafiła również cała skorupa – szklanka pocisku szrapnelowego od tej armaty. Skorupę poddano dziwnej modyfikacji polegającej na skróceniu pocisku o kilka centymetrów i wyposażeniu go w dodatkowe elementy co świadczyło o wykorzystaniu go do jakichś celów na pewno nie związanych z militarnym przeznaczeniem. Najważniejsze, że zmodyfikowany cudak pochodził również z rejonu miasta i potwierdzał wykorzystanie dział w trakcie II wojennego konfliktu.
Kolejna pamiątka z okresu I WŚ związek z artylerią ma tylko taki, że została znaleziona na stanowisku armaty przeciwpancernej, być może haubicy. Dowodzi jednak, że w działaniach zbrojnych 1945 r. pod Lubaniem walczyli również i weterani poprzedniej wojny. Być może byli to już kombatanci, którzy spontanicznie bądź z przymusu w ramach Volkssturmu chwycili za broń w warunkach sowieckiego zagrożenia. Znalezisko to mały, zapewne zagubiony w ferworze walki sygnet pamiątkowy niemieckiego weterana z emblematem Krzyża Żelaznego i wygrawerowanymi datami 1914-1918.

Sygnet kombatanta wojny 1914-1918 oraz niemiecki nóż szturmowy z okolic Lubania – poniżej wygląd oryginalny
Dla osób poszukujących pamiątek ostatniej wojny na terenach gdzie ścierały się armie niemiecka i sowiecka nie budzi zdziwienia kolejne, wcale nie rzadkie znalezisko. Jest to mosiężna klamra od niemieckiego pasa głównego wojskowego wz. 1895r. Od standardowych niemieckich klamer wojskowych z czasów II WŚ oprócz materiału z jakiego została wykonana różni ją jeszcze to, że zamiast wytłoczonego orła ze swastyką miała przylutowaną nakładkę z symbolem cesarskiej korony i napisem wokół „Gott mit uns”.
Na terenie walk często natrafia się na takie właśnie mosiężne klamry jednak bez owej nakładki z wizerunkiem korony. Taki stan klamerki świadczy o tym, iż niechybnie weszła ona w posiadanie sowieckiego żołnierza i została pozyskana zapewne na niemieckim volkssturmiście. W całkiem zrozumiałym geście nienawiści do wszystkiego co niemieckie i zapewne boskie (napis), czerwonoarmista zrywał cesarki emblemat po czym z zadowoleniem uzupełniał niedobory swojego sortu mundurowego nazistowskim oporządzeniem. Z takim działaniem żołnierzy sowieckich w odniesieniu do symboliki niemieckiej, a szczególnie hitlerowskiej spotykałem się wielokrotnie podczas swoich poszukiwań.
O wykorzystaniu ekwipunku i uzbrojenia I-wojennego w 1945 r. pod Lubaniem świadczą również odnalezione szczątki dwóch regulaminowych noży szturmowych piechoty niemieckiej. Czas niestety ich nie oszczędził i nie pomogło nawet to, że jeden z nich włożony był do pochwy. Zachowały się jednak oznaczenia producenta.
Podsumowując ten krótki cykl publikacji odnoszących się do pamiątek z I Wojny Światowej spod Lubania nasuwa się krótka refleksja. Każda wojna oprócz wyniszczenia, cierpienia i upodlenia człowieka prowadzi zawsze do katastrofy gospodarczej i ogólnej nędzy. Gdy brakuje już pieniędzy na zawsze bardzo drogie militarne błyskotki i nowinki techniczne człowiek sięga do magazynów staroci i muzeów, a na front wysyła się dzieci i starców.
„Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej,
ale czwarta będzie na kije i kamienie”.
Albert Einstein
Źródło:
-
Wojsko Polskie w latach 1918 – 1921”, Lech Wyszczelski
-
redakcja.dobroni.pl

mgr.inż Jarosław Ludowski jest lubańskim regionalistą i badaczem historii współczesnej Dolnego Śląska. Zawodowo pracuje na stanowisku Kierownika Działu Obsługi Odbiorców i Eksploatacji Sieci w PEC Lubań.
Autor: Jarosław Ludowski




