I kto to będzie liczył?
Coraz więcej członków komisji wyborczych z obawą oczekuje chwili, gdy nadejdzie czas obliczania wyników głosowania. Nie jest tajemnicą, że wprowadzona już 70 poprawka w cyfrowej platformie wyborczej, czyli programie wspomagającym liczenie, przesyłanie i drukowanie dokumentów podczas wyborów nie działa prawidłowo lub mówiąc brutalnie nie działa poprawnie. Jak zatem posiłkować się „kalkulatorem”, który nie wiadomo, czy jest sprawny?
Z dużym prawdopodobieństwem trzeba będzie liczyć „na piechotę”, a przynajmniej ręcznie sprawdzać wątpliwe wydruki. Czarny scenariusz jest taki, że wszystko trzeba będzie liczyć i zapisywać ręcznie. Ponieważ wyniki wyborów oficjalnie wolno policzyć dopiero po skończeniu pracy przez ostatnią komisję, można się w tym roku liczyć się z kilkudniowym opóźnieniem, pesymiści mówią o tygodniu. Dla przykładu Miejska Komisja w dużym mieście będzie miała do sprawdzenia i zatwierdzenia ponad 900 protokołów, w tym na radnych do miasta i do sejmiku wojewódzkiego.
Wszystko zależy od składu komisji. W tym roku do prac w Komisjach Obwodowych zgłosiło się wielu ludzi w podeszłym wieku zwabionych wynagrodzeniem w wysokości 300 zł. Podczas pierwszego szkolenia bardziej byli zainteresowani sposobem uzyskania wypłaty niż zgłębieniem metodyki pracy komisji. Wiele osób dowiedziawszy się o konieczności spędzenia całej nocy na obliczeniach zrezygnowało (jedna noc to wariant optymistyczny), zatem wiele komisji pracować będzie w niepełnych składach, problemem będzie zatem zmęczenie i brak doświadczenia.
Pamiętajmy, że pozostał już tylko tydzień do ważnych wyborów, które ukształtują lokalną politykę na następne 4 lata.
Andrzej Ploch
