Historia Lubańskiego Szpitala – cz. VIII
8. Przekształcenie Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej Łużyckie Centrum Medyczne sp. z o.o.
Z początkiem 2003 roku wskutek wniosku złożonego na sesji Rady Powiatu przez większą cześć związków zawodowych działających przy szpitalu odwołano dotychczasowego dyrektora jednostki- Iwonę Basińską, a w jej miejsce powołano Janinę Hulacką. Rolą następczyni miała być restrukturyzacja długu i wyprowadzenie zakładu z zapaści finansowej.
Szpital lubański z każdym dniem odnotowywał straty, które w konsekwencji spowodowały zajęcie kont bankowych przez komornika. Braki odczuwano wszędzie. W lekach, sprzęcie, braku inwestycji, ale najbardziej dotkliwie odczuł je sam personel. Wynagrodzenie płacone było często z opóźnieniem. W każdej komórce szpitalnej słychać było niezadowolenie i monotematyczne pytania: kiedy wypłata?
Ustawa tzw. 203 miała swoje odzwierciedlenie w wyrokach sądowych, jakie posiadało większość pracowników. Sejm wprowadzając regulację wzrostu wynagrodzenia o 203 zł miesięcznie nie wskazał źródła, z jakiego miałyby pochodzić podwyżki, a to z kolei obciążało bezpośrednio pracodawców. Problem pokrycia zobowiązania nałożonego przez ustawodawcę spadł bezpośrednio na wszystkich dyrektorów szpitali i stanowił olbrzymi problem w całym kraju.
W Lubaniu pierwszym punktem zapalnym pomiędzy ówczesnym dyrektorem Janiną Hulacką, a personelem było postawienie nią warunku dotyczącego wypłaty wynagrodzenia w całości, w chwili wycofania roszczeń „203” od komornika. Pracownicy, którzy nie przystali na to w pewnym momencie otrzymywali 15% należnej pensji. Obie strony broniły swoich interesów coraz zacieklej, co pogłębiało ich frustrację i prowadziło do konfliktów. Większość załogi zły stan finansowy upatrywała w nadmiernie rozbudowanej ortopedii, która zajęła 35 łóżek szpitalnych na dwóch piętrach obiektu przy wpływach z zakontraktowania 10 z Narodowym Funduszem Zdrowia oraz w kominowych wypłatach niemieszczących się w obowiązującej siatce płac dla nielicznej grupy. Zarzuty te w formie krążących najpierw plotek zostały potwierdzone przez Najwyższa Izbę Kontroli.
Praktycznie całość wpływów na konta szpitala była pod „zarządem” komornika, aby zwolnić środki na wynagrodzenia każdego miesiąca składano wniosek do sądu podpisany imiennie przez każdego pracownika w celu zwolnienia spod egzekucji części wpływów na pokrycie płac.
W szpitalu coraz częściej słowo restrukturyzacja zastępowano przekształceniem w spółkę. Nikt do końca nie wiedział, na czym miało to polegać. Potęgowało to niepewność i strach o pracę. Ludzie wiedzieli, że nie wszyscy pracownicy są przewidziani do zatrudnienia w spółce. Mówiono o tzw. „czarnej liście” na której kreślono kolejne nazwiska osób niewygodnych. Ewa Gutek o tym, że jest na niej ujęta za działalność związkową dowiedziała się na korytarzu szpitalnym. Jej ówczesny szef ordynator Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii- Krzysztof Wronecki zapytał ją tuż pod gabinetem dyrektora, czy chce pracować. Odpowiedziała twierdząco. Wronecki wszedł wtedy z nią do gabinetu zastępcy dyrektora Jarosława Mączyńskiego i nie opuścił pomieszczenia dopóki nie otrzymał zapewnienia, że pozostanie na stanowisku. Mączyński nie miał zastrzeżeń do pracy Ewy Gutek, ale wyraźnie dał jej do zrozumienia, że ma skończyć z działalnością związkowa. Na to nie mogła się zgodzić, bo nieznana jej była, ani lista, ani los osób, których w roli przewodniczącej związku była reprezentantem.
Rada Powiatu Lubańskiego Uchwałą z dnia podjęła decyzję o likwidacji SPZOZ- u i powołanie w jego miejsce spółki Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Łużyckie Centrum Medyczne w Lubaniu. Decyzja zapadła, ale wraz z nią zabrakło rozmów, czytelnych informacji i nikt nie powstrzymał machiny strachu wśród ludzi przed utratą pracy. Odnoszono wrażenie, że w cyfrach i pośpiechu zabrakło czynnika ludzkiego. Warunkiem zatrudnienia w spółce było złożenie wypowiedzenia z SPZOZ- u i napisanie prośby o pracę u nowego pracodawcy. Nikt przy tym nie otrzymywał gwarancji, że zatrudnienie nastąpi. Tuż przed przekształceniem zwolniono większą część personelu pomocniczego w tym salowe. Do pielęgniarek dotarła informacja, że to one przejmą ich obowiązki. Hasło pielęgniarko-salowe przyjęto z sarkastycznym buntem.
W tym czasie mało kto miał zaufanie do dyrekcji i żadne zapewnienia ustne nie były w stanie tego zmienić. Wszystkiego domagano się na piśmie i niczego na piśmie, co gwarantowałoby pracę nie otrzymano. Fakt powołania na Prezesów spółki dotychczasowych dyrektorów spotęgował jedynie konflikt i całkowitą utratę zaufania. Początkowo blisko 140 osób podjęło decyzję o wejściu w spór sądowy z nowym pracodawcą. Zgodnie, bowiem art. 23′ Kodeksu Pracy doszło do prawnego przejęcia pracowników z dniem 1 stycznia 2004 roku przez spółkę. Po tym okresie naciski na złożenie wypowiedzeń przybrały na sile. Każdego dnia w szpitalu pojawiał się sekretarz powiatu Ryszard Pietras i tłumaczył w poszczególnych oddziałach zawiłości prawne, które miały nakłonić pracowników do zwolnienia się z SPZOZ- u. Na terenie szpitala porozrzucano umowy o pracę w nowej jednostce. Nie wiadomo tylko, czemu miały służyć, gdyż nie było na nich pieczątki zatrudniającego.
Zapewne gdyby nie dezinformacja, układanie list zatrudnionych w spółce za plecami załogi i niejasne, nagłe zmiany na stanowiskach kierowniczych co dodatkowo destabilizowało poczucie bezpieczeństwa nie doszłoby do jednego z najgłośniejszych i najdłuższych protestów w Polsce.
Ewa Gutek

