Z walk 15. Armii Powietrznej USA na Łużycach. „Skrzydło w ogniu. Idę do rosyjskich linii!” – cz.1
Z walk 15. Armii Powietrznej USA na Łużycach „Skrzydło w ogniu. Idę do rosyjskich linii!” – cz.1
Dzień 15 marca 1945r. w bazach lotniczych Lucera, Sterparone, Tortorella, Celone i Amendola skupionych wokół Fogii na południu Włoch, miejsc stacjonowania ciężkich bombowców Boeing B-17 „Flaing Fortress” – „Latająca Forteca” z 5. Skrzydła Bombowego 15. Armii Powietrznej Stanów Zjednoczonych rozpoczął się jak zwykle. O godz. 5.00 pobudka, następnie śniadanie i odprawa przed startem. W tym czasie obsługa naziemna lotniska uwijała się jak w ukropie. Kończono załadunek bomb i amunicji, butli z tlenem, tankowano maszyny do pełna, ponad 10.000 litrów. Zwłaszcza ostatnia przedłużająca się czynność oznaczała tylko jedno – załogi czekał długi lot.
Na odprawie, w wydzielonym miejscu bazy, do którego dostęp miały tylko załogi bombowców oficer prowadzący powiadomił o
szczegółach wyprawy. Cel – Ruhland, Niemcy, 40km na Pn-W od Drezna, zakłady wytwórcze benzyny syntetycznej, po utracie przez Niemcy zagłębia naftowego w rumuńskim Ploesti czołowy producent paliwa do chylącej się ku upadkowi machiny wojennej III Rzeszy. Nikomu nie było do śmiechu, to ponad 1100 km na północ od baz, dalej był tylko Berlin. Wszystkich czekał długi co najmniej 8 godzinny lot, a po drodze Jugosławia, Austria, Czechy i wszędzie czyhająca, jeszcze nie dobita Luftwaffe. Oficerowie wywiadu przedstawili załogom dane o rozmieszczeniu baterii dział przeciwlotniczych Flak (od niem. Fliegerabwehrkanone – armata przeciwlotnicza) wokół silnie bronionego celu. Załogi powiadomiono również o celach zastępczych na wypadek niemożności zrzucenia bomb nad głównym obiektem ataku. Pierwszy z nich to zakłady rafineryjne w czeskim Kolin k/Pragi, most kolejowy w austriackim Klagenfurcie i stacja rozrządowa w Amstetten w południowych Niemczech. Ponadto piloci usłyszeli jeszcze jedną, bardzo ważną informację o możliwości skierowania maszyn na wschód, do rosyjskich baz na terytorium Polski, gdy wskutek ciężkich uszkodzeń nad celem bądź awarii nie dane im będzie wrócić do domu.
Na odprawie w Amendola, gdzie stacjonowała. foto (2). Grupa Bombowa pojawiła się również załoga bombowca No 44-6671 o nazwie „HOMESICK” – „Stęskniony za krajem” pod dowództwem por. Johna Straversa. Ten doświadczony pilot miał już długi staż wojenny, w tym kampanię z Japonią na Dalekim Wschodzie. Co zaskakujące, wśród 10 osobowej załogi znalazło się dwóch zamerykanizowanych Polaków, najpewniej urodzonych już w Stanach Zjednoczonych, mechanik pokładowy sierż. Edward Janoski, syn Johna, pochodzący z Pensylwanii oraz strzelec pokładowy John Skalny, syn Antoniego zamieszkały w stanie Michigan.
Po odprawie szybko do samolotu. Każdy zajmował swoje miejsce, pilot, drugi pilot, nawigator, radiooperator, strzelcy pokładowi, aż
sześciu. Nieprzypadkowo B-17 nazwano latającą fortecą. Samolot dosłownie z każdej strony był najeżony lufami 13 ciężkich karabinów maszynowych kal. 0,5″ Browning, a po utworzeniu szyku, tzw. Boxa – skrzynki, wzajemnie ubezpieczającej się formacji obronnej teoretycznie nie do zdobycia. Ale tylko teoretycznie, do momentu rozbicia szyku … Rozruch 4 potężnych 1.200 konnym silników i
samoloty kolejno kołując na pas startowy wzbijały się w powietrze foto (3). Łącznie 128 maszyn z 5 lotnisk 2., 97., 99., 463. i 483. Grup Bombowych 5. Skrzydła. Następnie formowanie szyku foto (4), nabranie wysokości do pułapu ok. 8.000 m, prędkość 250 km/h i kierunek na północ, dokładnie wzdłuż 15 południka,
prościutko na Goerlitz, miasto nad Nysą leżące na Górnych Łużycach. W międzyczasie dołączyła eskorta, 145 samolotów myśliwskich P-51 „Mustang” z 52., 325., i 332. Grup Myśliwskich, z baz położonych nad Adriatykiem na północ od Foggi.
Długi lot nie należał do przyjemnych, jak wspominał Jim Ayers, pilot z 465. BG stacjonującej bardziej na północy, koło Perugii:
„Przeciętny czas lotu bojowego wahał się w przedziale 6-8 godzin, czasem krócej, czasem dłużej. Zawsze na dużych wysokościach pomiędzy 7,5-8,5 km. Przez cały czas zmuszeni byliśmy korzystać z masek tlenowych. Wracając na lotnisko z nocnego lotu byliśmy szczęśliwi, gdy mogliśmy opuścić maszynę bez pomocy z zewnątrz. Siedząc przez długi czas w tej samej pozycji, wielu z nas musiało otrzymać taką pomoc. Po takim „występie” wszystko robiłem jak robot – bez myślenia – mając przez cały dzień powyżej uszu tego latania bez odpoczynku i możliwości uwolnienia pełnego pęcherza.” [1] foto(1)
Lot przebiegał bez zakłóceń i o dziwu bez kontaktów z lotnictwem wroga. Jedynie nad Adriatykiem wydarzył się nieprzyjemny incydent, gdy pilot jednej z maszyn omyłkowo otworzył luk bombowy i uwolnił „ładunek”. Automatycznie w ślad za nim poszło 5 innych fortec i wobec bezzasadności dalszego lotu skład formacji pomniejszył się o 6 bombowców. Ok. godziny 13.30 samoloty dotarły nad Bogatynię w tzw. Worku Turoszowskim gdzie nawigatorzy obrali nowy kurs o 30° w lewo, na Ruhland. Po kolejnych 20 min przelecieli nad Lobau mijając po prawej stronie Goerlitz. Zbliżali się do rafinerii, gdzie przed celem mieli wykonać ostry zwrot na południowy zachód, potem zrzut ładunku bomb, następnie kolejny ostry zwrot na lewe skrzydło i kierunek z powrotem na Goerlitz, potem azymut południowy i do domu. Gdy od północnego wschodu pierwsza fala dotarła nad cel okazało się, że jest on w znacznej części zakryty chmurami. Stopień zachmurzenia wynosił 6 w 10 stopniowej skali, a dolna warstwa obłoków wznosiła się na wysokości 4.500 m. Niewidoczny gołym okiem cel, a ponadto jak się okazało na miejscu niesprawny w części samolotów system radarowy (PFF) umożliwiający bombardowanie znad chmur spowodował, że 82 załogi wybrały cel zastępczy – rafinerię w czeskim Kolin i pozostałe przewidziane atakiem obiekty. Około 40 bombowców ze sprawnym radarem zdecydowało się pomimo zachmurzenia na bombardowanie Ruhland foto (5).
Gdy pierwsza fala rozpoczęła nalot, niebo zakwitło obłoczkami eksplodujących pocisków artylerii przeciwlotniczej. Po raz kolejne najlepsze działa II Wojny Światowej, sławne z wojny w Afryce armaty przeciwlotnicze 8,8cm Flak 37-41 popularnie zwane ‘acht koma acht’ wykazały swą skuteczność zbierając krwawe żniwo. Zwarty szyk bombowców atakujących z lotu horyzontalnego zaczyna się łamać, kolejne trafione samoloty meldując przez radio do liderów swoich „boxów” uszkodzenia odchodzą w lewo, na wschód. B-17 por. Thorntona po trafieniu opuszcza szyk, skręca w kierunku Goerlitz i eksploduje w okolicach Niesky, maszyna por. Gooda tracąc jeden, a potem drugi silnik przelatując nad Bolesławcem cudem dociąga aż do Kielc gdzie zdoła szczęśliwie wylądować. Kolejna B-17 por. Collensa nawet nie zdąży zrzucić bomb. Po przebiciu zbiornika paliwa niewybuchem pocisku i awarii dwóch silników gubiąc po drodze benzynę kieruje się na Wrocław po drodze zmieniając kurs i ostatecznie docierając do Łodzi. Ostatnia znana pozycja kierującego się również na wschód bombowca por. Griffetha to 5 mil na północ od Goerlitz.
„HOMESICK” por. Straversa z dwoma Polakami na pokładzie nadlatuje nad cel o godz. 14.08. Zaraz po zrzuceniu bomb samolot otrzymuje dwa celne trafienia z Flaka. Po wykonaniu zwrotu na południowy-wschód maszynę dosięgają 4 kolejne ciosy. Praktycznie od razu „wypada” silnik nr 1, przestaje działać instalacja tlenowa, pilot traci kontrolę nad lotkami. Z każdą sekundą sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna i dowódca nie zwlekając podejmuje decyzję. O godz. 14.10 ciężki bombowiec wykonuje gwałtowny skręt w lewo i opuszcza formację. Niedługo potem, zapewne wskutek nieszczelności instalacji paliowej, na lewym skrzydle za silnikiem nr 1 pojawiają się języki ognia. Maszyna leci dokładnie na wschód wlokąc za sobą warkocz dymu i ognia szybko tracąc wysokość.
Kpt. Jimmy R. White, pilot B-17 No #461 lecący w pierwszej fali, pierwszej eskadry, pierwszego elementu na pozycji nr 2 wspominał później:
„Widziałem B-17 No #671 ostatni raz o godz. 14.10 z wysokości 8.300 m na pozycji 51.30N / 14.03 E. Na kanale „B” VHF odebrałem wołanie z B-17 No #671: „Jedno skrzydło w ogniu! Idę do rosyjskich linii !” [2] foto (6)
c.d.n.
Fotografie:
foto (1). Formacja Boeing B-17 „Flying Fortress” (http://ibiblio.org)
foto (2). Baza lotnicza 2.BG i 97.BG w Amendola (http://blog.quartoknows.com)
foto (3). Samoloty 2.BG po starcie z Amendola (http://2ndbombgroup.org)
foto (4). Klasyczny szyk bombowców „Box” (http://ancientlights.org, http://463rd.org)
foto (5). Nad celem w Ruhland (http://463rd.org)
foto (6). Skrzydło w ogniu. Idę do rosyjskich linii (http://463rd.org)

mgr.inż.Jarosław Ludowski jest lubańskim regionalistą i badaczem historii współczesnej Dolnego Śląska. Zawodowo pracuje na stanowisku Kierownika Działu Obsługi Odbiorców i Eksploatacji Sieci w PEC Lubań.
Autor: Jarosław Ludowski






