Umarł samotnie
Leszka – bezdomnego z powodu złamanego serca, którego żona wyrzuciła z domu, poznaliśmy w listopadzie ubiegłego roku. O Leszku, który koczował wówczas w śmietnikach pisaliśmy TUTAJ . Przed zbliżającymi się mrozami zdecydował się skorzystać z pomocy Schroniska im. Brata Alberta w Leśnej. Nie zagrzał tam jednak długo miejsca. Zniknął.
Wykluczeni, bezdomni bez adresu i właściwie bez tożsamości żyją swoim życiem i tylko pracownicy socjalni i służby porządkowe znają ich imiona. Ich schronieniem są piwnice, pustostany, altanki działkowe i śmietniki. Umierają niepostrzeżenie, bez nadziei i zbyt młodo. Pan Leszek już jesienią nie czuł się zbyt dobrze. Jak mówił, codziennie modlił się, aby jakoś dać radę.
W Lubaniu pojawił się kilka lat temu i został. Nie lubił, kiedy pracownicy socjalni próbowali mu pomóc. Uważał to za nękanie. Korzystał jednak z darmowych posiłków i – jak mówił jesienią – swojej opiekunce z MOPS był wdzięczny za troskę. W schronisku Brata Alberta wytrzymał miesiąc. Nikt nie wiedział, dlaczego je opuścił i gdzie się podział.
Na próżno szukano go w miejscach, gdzie przebywał wcześniej. Sprawdzano je systematycznie, ale żadnych śladów jego obecności nie było. Zapadł się jak kamień w wodę. I nagle w niedzielny poranek 9 kwietnia dwóch nowo przybyłych bezdomnych, szukających dla siebie schronienia, odkryło ciało Leszka w jednym z pustostanów znajdujących się na terenie miasta.
Leszek umarł samotnie, po cichu. Pochówkiem zajął się Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Lubaniu. Kto po Leszku zapłacze, kto odmówi modlitwę, kto zapali świeczkę?
Autor: Teresa Kraska (ZL)


