To był szok! Widok przyprawiał o wymioty
Coraz częściej zdarzają się eksmisje bez orzekania o prawie do otrzymania lokalu socjalnego. Krótko mówiąc – lokatorzy są wysiedlani albo do lokalu tymczasowego albo do schroniska. Oczywiście, muszą ku temu zaistnieć poważne przyczyny, z których dwie – duże zaległości w opłatach i dewastacja lokalu – są najważniejsze.
Po orzeczeniu wyroku eksmisji sąd występuje do gminy o wskazanie pomieszczenia tymczasowego lub noclegowni. Potem to już sprawa komornika, którego zadaniem jest wyegzekwowanie wyroku.
– W ubiegłym roku, z różnych powodów m.in. zadłużenia, dewastacji, podnajmu innym
osobom, ruchu ludności czy wreszcie śmierci odzyskaliśmy 27 lokali – mówi Agnieszka Granisz, naczelnik Wydziału Gospodarki Gruntami, Nieruchomości i Rolnictwa UM Lubań. – Część z nich została wytypowana do sprzedaży, część została zasiedlona a te, które nie nadawały się do zasiedlenia ze względu na niespełnienie wymogów samodzielnego lokalu, została dosprzedana na polepszenie warunków lokali przyległych. Skupiając się na lokalach zdewastowanych przez najemców, to chcę powiedzieć, że było ich w ubiegłym roku kilka i to w stanie wywołującym szok. Taki widok na długo zostaje w pamięci. I nie chodzi tylko o powyrywane urządzenia, kable i wszystko, co nadaje się do sprzedaży, ale także o tony śmieci zalegające w tych lokalach.
Widok rzeczywiście może przyprawiać nawet o wymioty, co potwierdzają urzędnicy. W wielu przypadkach zachodzi podejrzenie o patologiczne zbieractwo. Jak na przykład w wypadku starszej kobiety przeniesionej przez MOPS w Lubaniu do Domu Pomocy Społecznej, u której śmieci było po sam sufit.
Co to jest za choroba i jakie są jej przyczyny? Syllogomania, jak definiują naukowcy zjawisko patologicznego zbieractwa, zaczyna się właśnie od z pozoru niegroźnego bałaganu. Chory nie może powstrzymać się przed kupowaniem czy przynoszeniem nowych rzeczy, a starych nie potrafi się pozbyć. Nie ma znaczenia, że są one już niepotrzebne albo popsute. Sprzętów przybywa. Z czasem chory nie może już sobie poradzić z nadmiarem przedmiotów. Zagracają mu mieszkanie, dezorganizują życie, przeszkadzają w pracy, w relacjach sąsiedzkich i rodzinnych. Jednak obsesja ich gromadzenia jest silniejsza niż presja otoczenia, które namawia do pozbycia się gratów. Ludzie dotknięci chorobą mają też trudności z podejmowaniem
decyzji i realizacją planów w codziennym życiu. Co ciekawe, bywają też perfekcjonistami. Medycyna definiuje syllogomanię jako schorzenie obsesyjne, a posiadanie różnych nawet bezwartościowych przedmiotów stwarza pozory poczucia bezpieczeństwa. Patologiczne zbieractwo często określane jest również jako głęboka depresja. Szacuje się, że większość osób chorych na syllogomanię to osoby wkraczające już jesień swego życia. Naukowcy znaleźli u nich wspólny mianownik. Wielu ze zdiagnozowanych pacjentów zaczęło gromadzić przedmioty po jakimś traumatycznym dla siebie wydarzeniu – śmierci partnera, chorobie, przejściu na rentę lub emeryturę, a także po doświadczonej w przeszłości przemocy, również tej na tle seksualnym. Może więc warto by było, kiedy docierają takie sygnały od rodziny czy sąsiadów, przyjrzeć się tym osobom i pomóc im. Bo przecież w nowym miejscu będą robić to samo, degradując siebie i zajmowane lokale. Oczywiście, zapewne są to wyjątki w całej tej grupie eksmitowanych bo w dużej mierze są to osoby po prostu nieodpowiedzialne.

Takie mieszkanie otrzymuje od miasta lokator. Niejednokrotnie doprowadza lokal do stanu jak na zdjęciach wyżej.
– Ostatnio lokator jednego z lokali socjalnych na środku pokoju rozpalił ognisko (o tym zdarzeniu pisaliśmy w art. pt. „O mało nie spalił sąsiadów” przyp. red.) – mówi Joanna Jasiorowska, podinspektor Wydziału Gospodarki Gruntami, Nieruchomości i Rolnictwa UM Lubań. – Wcześniej inny nazbierał trzy tony śmieci, które na koszt miasta musiały zostać wywiezione. I można sobie tylko wyobrazić jak wygląda po tym mieszkanie. Bardzo dużo mamy takich wyroków eksmisyjnych.
W ubiegłym roku wykonano osiem eksmisji. Przeliczając na złotówki, za doprowadzenie takiego zdewastowanego lokalu, miasto – czyli my, podatnicy – musi zapłacić w każdym przypadku około piętnastu tysięcy. Na koszt ten składa się opróżnienie lokalu i wyremontowanie go przed przydzieleniem komuś innemu. A ten, co zdarza się dość często, rytuał dewastacji powtarza. Oczywiście, za zajmowany lokal nie płacąc. Koszty pokrywamy my, mieszkańcy Lubania.
Autor: Teresa Kraska (ZL)



