HomeKultura„Testament Eleonory” w lubańskim MDK – wieczór autorski

Komentarze

„Testament Eleonory” w lubańskim MDK – wieczór autorski — 11 komentarzy

  1. Kolejne spotkanie poza Lubaniem. Były okolice Poznania teraz Gryfów Śl. a co z lubańskimi czytelnikami? Czy Pan redaktor znajdzie czas dla swoich czytelników w Lubaniu tak jak oni znaleźli czas aby przeczytać „Testament Eleonory”?

  2. Nie wiem czy trzeba zapraszać pracownika Miejskiego Domu Kultury do zorganizowania spotkania np. w Miejskim Domu Kultury?

    • W tym wypadku jak najbardziej aby nie być posądzonym o autopromocję za publiczne pieniądze.

  3. Nie zgodzę się z Panem spotkanie autorskie jest praktycznie imprezą bez kosztową. A autor najwyraźniej nie liczy się z lubańskimi czytelnikami i tyle. Pomimo tego gratuluję udanej książki.

    • To może inaczej, po prostu jest niezręcznie pracownikowi jakiejś instytucji samemu organizować sobie prywatne spotkanie w tej instytucji. Może to tylko, ale może i aż – niezręczność.

  4. Proszę sobie nie kpić z pracy Pana Artura w MDK. Praca to jedno, zaś działalność literacka, którą rozpoczął to drugie. Nie do końca jestem przekonany, że akurat jego lubańskie spotkanie miałoby się (musiało?) odbywać w MDK. Doceńmy, że jest zapraszany gdzie indziej – wszak to debiut!
    Inna sprawa, że powołana do tego placówka, jaką jest MBP takich spotkań, niestety, nie organizuje! Sam wiem po sobie, bo gościłem tamże (jako autor) w… 2001 roku przy okazji wydania „Łużyc nieznanych. Tajemnic Lubania”. A ile się przez ten czas wydarzyło! Tylko w ciągu minionego roku mogłem pojawić się w Warszawie, Jaworze, Książu, Czosze, Zgorzelcu… wymieniać dalej? Tak, najtrudniej być prorokiem we własnym kraju!
    Nie, nie chodzi o moją osobę, bo ja na ilość spotkań autorskich nie narzekam. Chodzi mi zjawisko. Bo w Lubaniu brakuje miejskiego wsparcia dla młodych autorów, zwłaszcza debiutantów prozaików. Oni albo jadą gdzie indziej albo świat o nich zapomina. Szkoda! Bo to przecież nasi! Nie docenia się tego, że będąc stąd, mogą być marką rozpoznawalną szerzej!
    Pożyteczną rolę spełnia lubańska księgarnia w Rynku, gdzie Państwo Czarnieccy udostępniają swój lokal na „Przystanki Literackie”. Robią to całkowicie społecznie i oddolnie. Może nawet nieświadomi, że wyręczają w tym placówkę powołaną do tego typu działań. Widać, czują potrzebę obcowania z książką.

    Głośne czytanie „pod publiczkę” – choćby Fredry w szkole – przez lubańskie VIP-y tematu nie załatwi ani czytelnictwa nie przysporzy.

    A tak swoją drogą – jak było na spotkaniu z P. Grabowskim w Gryfowie?

  5. Ktoś z Gryfowa obiecał przesłać relację ze spotkania.

  6. To jak w powiedzeniu „swego nie znacie cudze chwalicie”