Śladami Bitwy Lubańskiej – pamiętnik poszukiwacza (WIDEO) część I
Syn ustawia ojca, czyli początek pewnego szaleństwa
Wszystko się zaczęło jakieś 10 lat temu. Od pewnego czasu obserwowałem u swojego syna zamiłowanie do wojskowości. A to czasopisma związane z militarystyką, a to strony internetowe i portale poświęcone grupom rekonstrukcji historycznych. A to muzea wojskowe i różne okazjonalne imprezy połączone z odtwarzaniem wydarzeń z przeszłości i prezentacją sprzętu wojskowego. Oczywiście w tle była wciąż Bitwa Lubańska. Starcie armii pancernych nad Kwisą sprzed kilkudziesięciu lat rozbudzało wyobraźnię i dawało impuls do pogłębienia wiedzy w temacie.
Zapewne jakiś wpływ miała genetyka, wszak pradziadek syna, a mój dziadek ze strony ojca był zawodowym wojskowym. Najpierw Korpus Ochrony Pogranicza i stanica Sarny na Wołyniu, krótki kilkudniowy epizod w Wojnie Obronnej Polski 1939 roku i niemiecka niewola, potem ucieczka i powrót do domu. Kolejny etap to zsyłka całej rodziny na Sybir i powrót z Armią Świerczewskiego po czym udział w kampanii łużyckiej w składzie 9 Brygady Artylerii Przeciwpancernej. To ta brygada wraz z 9 Dywizją Piechoty wykrwawiła się pod Panschiwtz i Kuckau w tzw. Dolinie Śmierci w dniach 26-27 kwietnia 1945 r.
Obserwowałem ze spokojem ciągotki syna sądząc (bez entuzjazmu zresztą), że pewnie czeka go kariera wojskowego. Jednak, o ojcowska naiwności, życie podyktowało nieco inny scenariusz. A zaczęło się od rozmowy podczas posiłku:
-
Tata?
-
Słucham synu
-
Kup mi wykrywacz metalu.
O mało nie spadłem z krzesła.
-
A po cholerę ci wykrywacz metalu?
-
No wiesz, tu tyle się działo, może bym znalazł jakiś hełm, bagnet.
-
Wybij to sobie z głowy. Absolutnie, nie ma mowy. Żebyś czasem nie znalazł kalectwa albo gorzej. Nigdy w życiu. Wiesz ile tu różnego świństwa może jeszcze leżeć? Nie pamiętasz – zwróciłem się do żony – jak ojciec Mariusza opowiadał o tych chłopcach co zginęli tu niedaleko zaraz po wojnie gdy „zabawili” się niewypałem?
Obok stała żona przysłuchując się bez słowa. Wiedziałem, że od pewnego czasu syn ją nagabywał, coś tam dyskutowali, ale nie znałem szczegółów. A nawet jak się domyślałem o co chodzi, nie dopuszczałem takiej myśli. Spojrzałem na żonę, na chłopaka. I co zobaczyłem? – łzy w jego oczach. Który ojciec w takiej chwili nie zwątpi? Syn w tym wieku już nie płakał, więc sprawa musiała być naprawdę poważna. Najwyraźniej bardzo mu zależało.
Żeby nie zanudzać stanęło na tym, że owszem, kupimy wykrywacz metalu. Parę razy przejdziemy się w teren wspólnie. Oczywiście – zakładałem – syn trochę pomacha, tata będzie kopał i po dwóch, trzech wycieczkach kilkaset metrów za dom, np. na Harcerską Górę i natrafieniu na kilogramy złomu w postaci zardzewiałych gwoździ, puszek, lemieszy od pługów, kapsli itp. sprawa umrze śmiercią naturalną. Złośliwy (a może jednak nie) los okazał się jednak przewrotny. Co prawda założenie, iż syn zniechęcony brakiem odkrytych skarbów szybko się znudzi, spełniło się w 100 procentach, ale w odniesieniu do ojca stało się inaczej. Od prawie 10 lat błąka się po bezdrożach, coraz dalej i dalej od Lubania i choć czasami coraz mniej się chce, to jednak przygoda ciągle wzywa.
Ten może nudnawy nieco wstęp był konieczny. Z dwóch powodów. Po pierwsze jakoś trzeba było zacząć, a po drugie chciałbym uniknąć w przyszłości pytań w stylu jak to właściwie się zaczęło? Mogą się pojawić, ponieważ wraz z Przeglądem Lubańskim chciałbym Państwa zaprosić na jeszcze jedną, wieloetapową wycieczkę śladem wydarzeń z wojennej przeszłości Lubania i okolic. W cyklicznych, co miesięcznych, weekendowych odcinkach chciałbym Państwu opowiedzieć o tym, co spotkało mnie podczas moich poszukiwań pamiątek Bitwy Lubańskiej, co odnalazłem przemierzając pola, lasy i strumienie Doliny Kwisy. Wszystko po to, żeby poszerzyć ciągle jeszcze nie do końca rozpoznaną wiedzę o wydarzeniach z końca wojny pod Lubaniem, zaprezentować nieco odnalezionych i uratowanych od unicestwienia nieubłaganym biegiem czasu pamiątek. Może zarazić co niektórych nie tyle bakcylem biegania z wykrywaczem po bezdrożach, ile chęcią poszukiwania i odkrywania nowego, badania historii, poznawania ludzi, okolic. A zatem pora na pierwszą odsłonę.
(nowa wersja wideo)
Część 1. Strategiczna Hof-Berg
W wolnym, a więc moim własnym, tłumaczeniu Hof-Berg to zapewne Dworska Góra. Zapewne, bo dzisiejsza polska nazwa jest inna. Jest to okazały, bazaltowy masyw we wschodniej części Bertelsdorf, czyli dzisiejszej Uniegoszczy, wysokości 290 m n.p.m., po wojnie nazwany Ostróżkiem. Dzisiaj właściwie góry już nie ma, a sam masyw przypomina krater wygasłego wulkanu. Jakby czas cofnął się o kilka milionów lat. To skutek eksploatacji i drążenia wzgórza w działającej tu po wojnie kopalni bazaltu. Dziś nieczynne wyrobisko, wypełnione wodą, po części opadową, po części gruntową, stanowi jakby zespół malowniczych jeziorek, których lustro potrafi mienić się odcieniami zieleni, błękitu i szmaragdu. Obecnie, wedle mojej wiedzy, teren Ostróżka stanowi własność leżącej nieopodal fabryki i przynajmniej teoretycznie (ogrodzenia nie ma i dostęp jest nieograniczony) wstęp jest zabroniony, ale 10 lat temu było zupełnie inaczej … A już 70 lat temu!
Jak pamiętamy, wojska sowieckie 7 Korpusu Pancernego Gwardii i 9 Korpusu Zmechanizowanego Gwardii z 3 Armii Pancernej Gwardii gen. Pawła Rybałki dotarły pod Lubań od strony Radostowa już 16 lutego 1945 r. Czołgi sowieckie na podejściu do Uniegoszczy napotkały zaporę i obrońców, z którą uporały się dość szybko po czym wjechały do wioski, a w podwórzu kościelnym oraz po drugiej stronie ulicy obok gospody ulokowano baterie dział, z których rozpoczęto ostrzał miasta. Wilhelm Menzel w książce Heimatbuch des Kreises Lauban in Schlesien pisał (przepraszam czytelników za możliwe błędy wynikłe z mojego niefachowego tłumaczenia) :
W dniu 16 lutego po południu zameldowano z posterunku Hitlerjugend z Radostowa:
Kolumna pięciu czołgów typu T 34 i pięciu ciężarówek holujących armaty przeciwpancerne w osłonie plutonu sowieckiej piechoty przemieszcza się w kierunku Radostowa. Najwyraźniej jest to szpica kierująca się na Lubań.
Wyjaśnienie sprawy sowieckiej kolumny marszowej powierzono porucznikowi Petersowi, który miał do dyspozycji czołg typu Panthera z niewielkim uszkodzeniem układu kierowniczego. Na prośbę porucznika czołg zablokował drogę i o godz. 18.00 jego dowódca zameldował Petersowi:
Sowieckie czołgi i grupa bojowa zostały zniszczone.
Pierwsze starcie zakończyło się sukcesem.
17 lutego o godz. 1.00 w nocy pierwsze granaty rosyjskiego ostrzału spadły na miasto. O godz. 6.00 na ostrzeżenie jak za dawnych czasów, zabiły dzwony z wieży ratusza. To była ich ostatnia służba. Kilka dni później ich szczątki leżały na rynku. Na razie jeszcze uderzały spokojnie. Przez rzadkie chmury nad Krzyżową Górą przebiło się wschodzące czerwone słońce. Widok zapierał dech w piersiach. Starosta zarządził z rana ewakuację wszystkich urzędów do Zawidowa. Wcześniej o 6 rano na drogę w kierunku Zawidowa wyprowadzono grupę Hitlerjugend, z wyjątkiem specjalnej grupy złożonej z 40 mężczyzn. Następnie od strony Uniegoszczy usłyszano odgłosy walki. 12 rosyjskich czołgów zatrzymało się przed kamienną zaporą na szosie Lubań – Radostów. Jej osłona broniła się dzielnie pomimo nierównych sił, nikt nie przeżył. Po pięciu godzinach walki blokada została przełamana. 1
Ale szosa prowadząca z Radostowa do Lubania nie była jedyną drogą, którą poruszali się Rosjanie. Gdy spojrzymy na załączoną mapkę sytuacyjną dostrzeżemy szereg polnych dróg prowadzących do wsi Uniegoszcz, z których na pewno przynajmniej dwie, leżące na północ (zaorana już nie istnieje) i południe od wzgórza, były doskonale przejezdne dla jednostek pancernych i zmechanizowanych. Kontrolę nad tymi podejściami do Lubania zapewniało utrzymanie Hof-Berg. I o to postarali się obrońcy miasta.

Fot. 6. Kolumna czołgów i pojazdów zaopatrzenia 7 Korpusu Pancernego Gwardii, wiosna 1945 r. (źr. https://topwar.ru)
Obok Ostróżka, na jego północnej krawędzi usytuowane jest samotne wyniesienie, majestatyczny szpic. Nazywam je Kaniową Górą, ponieważ u jego podnóża wielokrotnie udawało mi się znaleźć piękne i smaczne grzyby – Kanie. To tutaj zawitałem wspólnie z synem podczas pierwszej wyprawy w teren dzierżąc w dłoni świeżo zakupiony wykrywacz metali dla początkujących marki Pulsar. I to u podnóża tegoż wzgórza uchwyciliśmy pierwszy, poważny sygnał. Zagłębienie saperki w grunt i po chwili wyjmowałem z ziemi całe stosy łusek kal. 7,62 mm, standardowej radzieckiej amunicji karabinowej. Duża ilość łusek nie pozostawiała wątpliwości, mieliśmy do czynienia ze stanowiskiem karabinu maszynowego DP 28 (Diegtiariow Piechotnyj). Doskonała lokalizacja stanowiska zapewniała skuteczną penetrację całego obszaru pól aż do linii lasu położonego pomiędzy Radostowem i Lubaniem. Niestety łuski wykonane były z miedziowanej stali i ich stan był opłakany. Moja dziecięca naiwność zakładająca, iż uda mi się odzyskać choć kilka sztuk na pamiątkę, nakazała pozbieranie wszystkiego. W domu okazało się jednak, iż całość rozsypała się w rękach.
Ale oczywiście nie o to chodzi. Najistotniejsze było to, iż po raz pierwszy w sposób namacalny i realny dotknąłem historii. Pojawiło się pierwsze pytanie. Stanowisko skierowane było na wschód, czyżby zatem obsługę stanowili Niemcy? Bardzo możliwe, radziecka zdobyczna broń to nic dziwnego na wyposażeniu Wehrmachtu, zwłaszcza w końcowym etapie wojny. A może jednak nie. Jak pamiętamy, w dniu 18 lutego z rejonu Olszyny, Radostowa ruszyło na północ natarcie niemieckiej 8 Dywizji Pancernej, która przez kilka dni skutecznie zamieszała w sowieckim ataku na Lubań. A więc Ostróżek po opanowaniu przez Rosjan Uniegoszczy mógł stanowić ubezpieczenie od wschodu.

Fot. 11. Radziecki żołnierz w okopie z DP 28 (źr. https://topwar.ru/14415-degtyarev-pehotnyy-pulemetu-dp-85-let.html)
Na pewno wzgórze bronione przez Niemców zostało zdobyte w nocy z 16 na 17 lutego 1945 r. przez siły 56 Brygady Pancernej Gwardii we współpracy z 23 Brygadą Piechoty Zmotoryzowanej. Dziennik bojowy 56 BPGw podaje:
16.02.
Zgodnie z rozkazem ze sztabu korpusu nr 023 z 15.02.45r. atakować w kierunku Lubań z zadaniem do godz. 10.00 16.02. opanowania miasta.
Do godz. 9.00 podeszły oddziały korpusu. Brygada wypełniając postawione zadanie uderzyła w kierunku Mściszów, Lubań wyprzedzając 54 BPGw na rubieży Gościszowa (…)
O godz. 10.00 na rubieży Gościszów – wzgórze 263,2 spotkała się z twardym oporem nieprzyjaciela. Nieprzyjaciel siłami do batalionu piechoty przy wsparciu 5 czołgów przypuścił kontratak, który został odparty. Do godz. 15.00 brygada całkowicie opanowała Mściszów.
Lotnictwo przeciwnika nieustannie atakowało nasze wojska starając się powstrzymać nasze natarcie. Szczególnie intensywnie działało lotnictwo szturmowe.
Do rana 17.02 brygada w całości opanowała Uniegoszcz, a do godz. 9.00 opanowano wschodnie przedmieścia Lubania. 2
Następnie obsadzone przez czerwonoarmistów zostało odbite najpewniej dopiero w dniach 5-6 marca podczas Operacji „Kozica”.
Tak więc, choć wydawałoby się dość łatwe do obrony, wzgórze Hof-Berg utracono dość szybko. Noc i przypuszczalnie słaba obsada Ostróżka przez jednostki Volkssturmu, na dodatek kiepsko uzbrojone, sprzyjały nacierającym. Dlaczego Volkssturmu? Myślę, że świadczą o tym odnalezione na wzgórzu liczne łuski pochodzące z amunicji do duńskich XIX wiecznych karabinów Krag-Jorgensen wz. 1889. Tego rodzaju broni nie używały regularne jednostki ani sowieckie ani niemieckie. Mogła pochodzić wyłącznie ze starych arsenałów wojskowych i trafiła do tworzonych pospiesznie z cywilów oddziałów samoobrony. Pięknie zachowane łuski, z których najstarsze przekroczyły już wiek 100 lat, pochodzą z wytwórni Haerens Krudt Patroneret i Laboratorievaerks z Kopenhagi.
Ostróżek z racji swojego położenia odgrywał dla obydwu walczących stron duże znaczenie, więc również Niemcy ulokowali tu stanowiska karabinów maszynowych. Bezspornie świadczą o tym szczątki tzw. Doppeltrommela, magazynka dwubębnowego do niemieckich karabinów maszynowych typu MG, odnalezione również na wschodnim stoku wzniesienia. Co ciekawe, jeżeli w miejscu odnalezienia magazynka użyty był karabin maszynowy MG 15 (MG 42 raczej nie wchodzi w rachubę), standardowa małokalibrowa broń przeciwlotnicza, mamy do czynienia z punktem obrony p-lot na Ostróżku. Doskonały widok na pola i obszar nad lasem w kierunku Radostowa umożliwiał skuteczny ostrzał sowieckich samolotów bojowych nadlatujących ze wschodu.
Jak zwykle na polach bitew, również na Ostróżku odnaleźć można było elementy wojskowego wyposażenia, ekwipunku lub rzeczy osobiste wojaków. Przykładem łyżkowidelec czy pędzel do golenia. Oczywiście strategiczne wzgórze, z którego widać Lubań jak na dłoni, poddane było silnemu ostrzałowi artyleryjskiemu. Świadczą o tym odnalezione tak na wierzchołku, jak i wokół na polach szczątki amunicji artyleryjskiej i moździerzowej.

Fot. 14. Widok z Ostróżka na Lubań, z prawej Harcerska Góra (daw. Kreuz-Berg – Krzyżowa Góra)(źr. autor)
Opisując atak Sowietów od strony wschodniej na Lubań Wilhelm Menzel pisał :
Jednostki sowieckie, wsparte czołgami, atakowały na całej linii przez Hennig (dzisiejsza ul. Dymińsko Górna – w.a.), żwirownię Lachmanna i Hofeberg. Atak był zaplanowany, wróg mniej skupił się na mieście, bardziej natomiast atakował rejon kolei, wiadukty drogowe i kolejowe, dworzec i kolejowe zakłady remontowe. Następnie pociski uderzyły w pobliskie Księginki powodując poważne uszkodzenia. Tam wysłano Volkssturm – bez jednostek wojskowych! Tam poniesiono duże straty, także wśród ludności cywilnej. O godz. 11.00 z Goerlitz nadleciały niemieckie Stukasy (Sturzkampffluger). To był pułk pułkownika Rudla, jedynego odznaczonego w Wehrmachcie Krzyżem Rycerskim z Liśćmi Dębu, Mieczami i Brylantami. Rudel był kiedyś uczniem lubańskiego Gimnazjum i obraz z jego wizerunkiem wisiał w przedsionku szkoły. Jego bomby uciszyły wrogą artylerię. Ale po południu wróg ogień artylerii kieruje z płonącego miasta na płonącą Uniegoszcz i zaczyna ponownie. 3
Jak więc widać podczas ataku wojsk sowieckich Rybałki na Lubań, wzgórze Hof-Berg znajdowało się w centrum uwagi i niewątpliwie o ten strategiczny punkt ulokowany po wschodniej stronie miasta nad Kwisą stoczono co prawda krótkie, jednak intensywne walki. Walki, w których uczestniczyły również jednostki pancerne, a przede wszystkim czołgi 56 Brygady Pancernej Gwardii. Los jednego z nich, czołgu średniego T-34/85 został przypieczętowany właśnie pod Ostróżkiem i było mi dane odnaleźć jego szczątki. Ale o tym – innym razem.
Autor: Jarosław Ludowski
(mgr inż. Jarosław Ludowski jest lubańskim regionalistą i badaczem historii współczesnej Dolnego Śląska. Zawodowo pracuje na stanowisku Kierownika Działu Obsługi Odbiorców i Eksploatacji Sieci w PEC Lubań.)
1Menzel W., Heimatbuch des Kreises Lauban in Schlesien, Grenzland-Druckerei Rock & Co, Wolfenbuttel 1966, str. 180; w moim tłumaczeniu
2Журнал боевых действий 56 гв. Тбр, ЦАМО РФ; w moim tłumaczeniu
3 Menzel W., Heimatbuch des Kreises Lauban in Schlesien, Grenzland-Druckerei Rock & Co, Wolfenbuttel 1966, str. 182-183; w moim tłumaczeniu
















