Więzień Hartmannsdorfu Roman Gierka ma 100 lat! Przeżył tzw. Marsz śmierci
Roman Gierka, więzień obozów w Żabikowie, Gross Rosen i jego filii Hartmannsdorf, dziś Miłoszów koło Leśnej, oraz Buchenwaldu świętuje stulecie urodzin. Urodził się dokładnie 20 stycznia 1920 roku. Od samego rana przyjmował gratulacje i życzenia – od władz Obornik Wielkopolskich, gdzie mieszka, od przyjaciół i znajomych. Z życzeniami do jubilata zadzwonił także Burmistrz Leśnej Szymon Surmacz.
7 maja 2016 roku dzięki staraniom Stowarzyszenia „Zamek Czocha” Pan Roman przyjechał do Miłoszowa, gdzie w towarzystwie harcerzy odsłonił pomnik poświęcony swoim kolegom, więźniom obozu. Już wówczas był ostatnim żyjącym świadkiem historii, potwierdzającym piekło Hartmannsdorfu. Kilka dni przed uroczystościami w Miłoszowie zmarł inny z więźniów Albert Albertowicz Pawłowicz, Rosjanin. 
Kiedy Gierka trafił do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen był wrzesień 1944 roku. Został numerem 63859. Miesiąc wcześniej w masowych aresztowaniach wpadło całe harcerstwo Szarych Szeregów w Obornikach Wielkopolskich. Obóz zapamiętał jak przedsmak piekła, psy, bicie. I biegiem, wszędzie biegiem. Potem na blok. Jak większość – pracował w pobliskim kamieniołomie. Potem budował tzw. mały obóz oświęcimski, bo Niemcy w październiku planowali tu częściową ewakuację więźniów z Auschwitz.
Przez swój obozowy numer, błędnie zapisany przez pisarza na liście transportowej, 13 listopada trafił do podobozu Hartmannsdorf. On księgowy z zawodu, trafił między tokarzy, ślusarzy i frezerów. Ci pracowali przy montażu silników lotniczych nowej śmiercionośnej broni. On otrzymał inne zadanie – drążenie podziemnych korytarzy w skałach dla przyszłej fabryki zbrojeniowej. Warunki potworne, praca po 12-16 godzin, głód, wilgoć i baty wachmanów.
Gierka zachorował. Straszna gorączka, ponad 40 stopni. Spędził kilka dni na rewirze, bloku przystosowanym na prymitywny szpitalik. Uratował go współwięzień, krakowski lekarz Zygmunt Kulig. Po kilku dniach wrócił do sztolni. Cztery kilometry za obozem. Zmiany dochodziły tam pieszo, każda liczyła około setki więźniów. Wyniszczająca, nieludzka praca powodowała dużą śmiertelność. Raz w tygodniu ciężarówka z głównego obozu Gross-Rosen dowoziła do Hartmannsdorfu pięćdziesięciu nowych więźniów. Z powrotem zabierała zwłoki, więc stan obozu się nie powiększał.
Gdy nadeszła wigilia, spróbowali zaśpiewać kolędy. Niemcy o dziwo, nie protestowali, nawet sami zaczęli podśpiewywać, gdy usłyszeli z więziennych ust oryginalne „Stille Nacht”. Gierka znał bardzo dobrze niemiecki i często wykorzystywał go pomagając kolegom w pisaniu listów z obozu. Zawierały szablon, że więzień czuje się dobrze i niczego mu nie brakuje. Potwierdzał otrzymanie listów z domu, co podtrzymywało przy życiu. Innych treści w listach obozowa cenzura nie przepuszczała. Pisał ich około 20-25 w tygodniu.
W Hartmannsdorfie był kapo, Nowak z Rawicza. Bił szczególnie tych, którzy wolno pracowali. Gierka widział, jak raz Nowak zbił dwóch Belgów tak, że ci po kilku dniach zmarli. Wypadki obrywania się skał w tunelach były nader często. Raz taki odłamek spadł Gierce na nogę. Miał dużo szczęścia, bo tylko na nogę. Wtedy uwierzył w Opatrzność, w to, że jednak Bóg nad nim czuwa. Po raz pierwszy. Ze złamanym palcem u nogi wyruszył do Buchenwaldu. Nie wiedział, że czeka go ponad 400-kilometrowy marsz. Marsz śmierci.
Mroźnego poranka, a Gierka pamięta dokładną datę, że było to 16 lutego 1945 roku kazano ustawić się więźniom w piątki do szeregu. Kolumna liczyła ich dwadzieścia. Z przodu i z tyłu wachman z karabinem gotowym do strzału. Wyszło z obozu około tysiąca więźniów. Poszli na zachód, marszem śmierci, klucząc po drodze. Spuchnięta noga nie mieściła się w bucie, więc szedł boso. Pomimo mrozu, poniżej 10 stopni. Kiedy któryś z więźniów padł, dobity strzałem wachmana, Gierka spróbował wziąć po nim buty. Okazały się za ciasne. Udało się za drugim razem. Musiał przy tym uważać, bo esesman z przodu kolumny mógł w każdej chwili odwrócić się i za to zastrzelić. Ten idący z tyłu kolumny pozwolił mu na to. Gdy po miesiącu przekraczali bramę KZ-Lager Buchenwald, skrupulatny obozowy pisarz odnotował nadejście z Hartmannsdorfu 399 wynędzniałych ludzkich wraków. Jako 188 został zapisany na liście 25-letni Roman Gierka. Ważył wówczas niewiele ponad 36 kilogramów. Gierce wiele lat po wojnie dane było ponownie przekroczyć bramę Buchenwaldu. Tym razem z grupą turystów. Zainteresował się, czy zachowały się jeszcze te wojenne statystyki. Mieli, i to bardzo dokładne. Stąd wiedział, że wielu z jego kolegów z Hartmannsdorfu , tu nie doszło.- Byliśmy słabi, po wycieńczającej pracy przy drążeniu sztolni ledwo szliśmy. Ci, co padali, nie mieli siły, by powstać i iść dalej. Wtedy padał strzał. Czasem kilka. Nikt nie zbierał ciał, pozostawiano je przy drodze, czasem usuwano do rowu – opowiada.
W Buchenwaldzie przeżył śmierć kliniczną. Z wycieńczenia, głodu i katorżniczego marszu. Świadomość wróciła dopiero po pięciu tygodniach. Wtedy znów zrozumiał, że jest ktoś „u góry”, kto nad nim czuwa. Wiara w Boga pozwalała mu przetrwać najgorsze chwile. Jeszcze w Gross-Rosen zerwano mu z szyi medalik z Matką Boską. Innym więźniom zabierali szkaplerze. Ocknął się, gdy obóz był już wyzwolony. 11 kwietnia więźniowie wzniecili powstanie, słysząc nadchodzące wojska armii amerykańskiej generała Pattona. Po kilkunastu dniach ktoś wręczył mu dokument. Dwujęzyczny, niemiecko-amerykański ausweis, że jest wolnym człowiekiem i może wracać do Polski. W Obornikach zjawił się 21 czerwca 1945.
W 1978 roku przyjechał po raz pierwszy po wojnie na Dolny Śląsk do Leśnej, bo przy sztolni, którą drążył odsłonięto pamiątkową tablicę. Był jednym z trójki więźniów, którzy tu przybyli. Sporządzili listę, że zostało ich wówczas czternastu Polaków, którzy przeżyli piekło Hartmannsdorfu. „Wieś dla silnych ludzi” – tak zanotował w swoich wspomnieniach inny z nich, Adam Opatowiecki.
Stuletni Roman Gierka zadziwia swoją żywotnością. Jeszcze w ubiegłym roku wykonywał czynności biegłego księgowego w Polsce. To prawdopodobnie najstarszy biegły księgowy w Polsce, badający bilanse firm. Mało tego, opracowywane bilanse firm tworzy na komputerze, którym sprawnie się posługuje. Na nim stworzył 14-tomowy maszynopis zasłużonych mieszkańców ziemi obornickiej, który złożył w miejscowej bibliotece.
Jest głęboko religijnym człowiekiem, jak zdrowie pozwala regularnie uczestniczy w niedzielnych mszach świętych. Jeszcze do niedawna, w połowie mszy wstawał i… zbierał na tacę! Na setnych urodzinach Romana Gierki nie zabrakło tortu z ciekawym zdjęciem jubilata wykonanym podczas uroczystości w Miłoszowie w 2016 roku.
W niedzielę, 26 stycznia o godz. 12.00 w kościele św. Józefa w Obornikach Wielkopolskich zaplanowano uroczystą mszę świętą z udziałem jubilata.
Janusz Skowroński
posłuchaj wojennych relacji Romana Gierki

