Promocja czy praca?
Patrząc na to, jak postrzegana jest praca społeczna, można śmiało podzielić ją na dwie oceny. Pierwsza nota, jaką się za nią wystawia, to głupota, a druga – to promocja w celu osiągnięcia korzyści. Jest oczywiście też inna ocena, ale wystawiana po cichu, aby pozostali cenzorzy nie usłyszeli i jest nią podziw. Tylko że trzeba odwagi, aby tę ostatnią wystawić. Pierwsi cenzorzy zaraz zakrzyczą i prześmiewczo potraktują to jury, które podziwia.
Doskonale widać to szczególnie wśród politycznych cenzorów. Zresztą oni sami mając interes najłatwiej dołują. Może nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie to, że w tryby niszczącej siły języka wciąga się tych, co pomocy potrzebują. Praca społeczna jest bezpieczna, ale do czasu dopóki nie zacznie zagrażać interesom politycznych notabli. A już najgorzej jak społecznie pracuje polityk. Zamiast efektu dopingowania do podobnej aktywności zaczyna się walka na zdołowanie i usadzenie. Sprawdzanie, oczernianie i zastraszenie na wszelkie tajne sposoby. Podaj dalej to jedna z metod, a druga to nic nie mówiący nick.
W przyszłym roku są wybory i może ktoś za bardzo aktywny może zmienić układ w radzie, magistracie i gdzieś tam jeszcze. Dlatego już teraz widać i czuć niespokojne spojrzenia i bliski oddech. Oczywiście nie tych cichych cenzorów z podziwem, ale tych pierwszych. Trzeba też zebrać „wojsko” i zmniejszyć siły podziwiających. Zadusić i nie eksponować.
Czy jednak na tym się wygra? W mojej ocenie, na dłuższą metę widzowie i tak dojrzą cały ten kamuflaż. Czy nie prościej i lepiej byłoby włączyć siły polityczne w siły społeczne. Zamiast gryźć pięści i kąsać – pomóc?
Taka sytuacja sprawia, że frekwencja przy urnach jest kiepska. Coraz mniej z nas wierzy, że mandat społeczny połączony z dietą jest posługą. Tak jak gra w rosyjską ruletkę. Ktoś kogoś i tak z przypadku ustrzeli. Przy zmowie graczy wiadomo kogo.
Patrząc na ostatnie wydarzenia, zbiegi okoliczności bez żadnego wsparcia dla pracy społecznej oraz wolne miejsca przeznaczone dla radnych podczas akcji społecznych, w które angażuję swój czas i pieniądze, myślę, że i tak nie warto być po innej stronie.
Liczy się człowiek i pomimo że wielu osobom, jakim pomagam, szeptane jest, że je wykorzystuję, to ja wykorzystując siebie nadal będę pomagać. Tak bowiem postrzegam pracę polityka i społecznika. Natomiast krzyk o mojej promocji, o wszędobylstwie puszczam mimo uszu. Cenzorów zaś namawiam do podjęcia próby takiej pracy, aby zamiast cichej eliminacji mieć odwagę na konkurencję.
Jak niewiele trzeba, żeby zranionego dobić. Przychodzi po pomoc, cieszy go dłoń, a zabija zawiść.
Ewa Gutek
