Polsko – niemieckie manewry wojskowe „Borsuk” 2016
Na poligonie Bolesławiec – Świetoszów – Żagań bataliony zmechanizowane z jednostek w Bolesławcu, Świętoszowie i Neubrandenburgu w Niemczech odbyły się manewry taktyczne pn. „Borsuk” 2016. Podczas ćwiczeń, po raz pierwszy w historii pododdziałami niemieckimi dowodzili Polacy.
Ćwiczenie pod kryptonimem „Borsuk” na stałe wpisało się już w kalendarz przedsięwzięć Czarnej Dywizji. W tym roku, wzięło w nim udział blisko 2 tysiące żołnierzy i około pół tysiąca różnego rodzaju sprzętu wojskowego. Ćwiczącymi była 10. Brygada Kawalerii Pancernej (10BKPanc) ze Świętoszowa, 23. Śląski pułk artylerii z Bolesławca, oraz niemiecka 41. Brygady Grenadierów Pancernych z Neubrandenburga. Najważniejszym celem manewrów było sprawdzenie stopnia przygotowania pododdziałów do realizacji zadań zgodnie z przeznaczeniem bojowym.
Głównodowodzącym operacją był dowódca 10 BKPanc. gen. bryg. Maciej Jabłoński, któremu zostali również podporządkowani żołnierze Bundeswehry z 401. Batalionu Zmechanizowanego 41. Brygady Grenadierów Pancernych z Neubrandenburga. To pierwsze w historii polskiej wojskowości wydarzenie, gdzie pełne dowództwo nad pododdziałami niemieckimi przejęli Polacy.
Przez osiem dni (21 – 28 października) żołnierze musieli wykazać umiejętności i zdolności do planowania, organizowania i prowadzenia działań bojowych oraz wykonywania zadań taktycznych i ogniowych zarówno w dzień jak i w nocy. Sytuacja operacyjna przyjęta w czasie manewrów nie odnosiła się do jakichkolwiek rzeczywistych sytuacji i uwarunkowań politycznych lub militarnych. Była jednak okazją do tego, by sprawdzić i przetrenować w jak najbardziej realnych warunkach współdziałanie wielu jednostek wojskowych, w tym współdziałanie pododdziałów polskich i niemieckich. Ćwiczących żołnierzy atakowały grupy dywersyjne przeciwnika, nie zabrakło uderzenia z powietrza, ostrzałów artyleryjskich, skażenia chemicznego oraz wielu innych tego typu zdarzeń. Wyzwaniem dla ćwiczących pododdziałów było zatrzymanie natarcia przeciwnika i wykonanie kontrataku.
– Ćwiczenie podzielono na dwie części, taktyczną i ogniową, obie równie ważne. Kierownictwo ćwiczenia zadbało o to, aby sprawdzić ćwiczących dowódców i żołnierzy w różnorodnych sytuacjach, a było ich bardzo wiele. Wciąż zmienna sytuacja, liczne zadania i problemy taktyczne do rozwiązania oraz nieustanna presja czasu i przeciwnika sprawiały, że ćwiczący musieli wznieść się na wyżyny swych żołnierskich umiejętności – mówi generał dywizji Jarosław Mika, dowódca 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej w Żaganiu. – Kulminacyjnym punktem szkolenia było wykonanie zadań ogniowych zarówno w obronie, jak i natarciu, w dzień jak i w nocy. Podczas strzelań niezwykle istotne było współdziałanie różnych rodzajów wojsk. Wspomnę choćby o tym, że na wezwanie walczących żołnierzy wspomagały powietrzne środki rażenia w tym para para ciężkich śmigłowców bojowych Mi-24, artyleria z wyrzutniami WR-40 Langusta, czy przeciwlotnicy itd. Wyjątkowo ważne były wspólne strzelania kompanii zmechanizowanych z Polski i Niemiec – dodaje generał.
Manewry zakończyła uroczysta defilada polskich i niemieckich pododdziałów.
Autor: Sławomir Piguła/ źródło: 10 BKPanc./foto: Natalia Wawrzyniak/Polska Zbrojna
Galeria zdjęć:















