Podwyżki dla samorządowców, czyli… o co chodzi tak naprawdę

W przestrzeni publicznej przetoczyła się ostatnio gorąca dyskusja o ogromnych podwyżkach dla samorządowców. Czy włodarze miast i gmin powinni zarabiać duże pieniądze? Moim zdaniem tak. Dobry menedżer powinien dobrze zarabiać, tym bardziej, że zarządzanie miastem czy gminą to niełatwe i odpowiedzialne zadanie. Pamiętajmy, że decyzja o objęciu posady w samorządzie terytorialnym wiąże się często z zamknięciem lub zawieszeniem własnej działalności gospodarczej albo porzuceniem całego swojego dorobku zawodowego. Jeśli chcemy mieć kogoś godnego na tych stanowiskach, to musimy mu zapewnić odpowiednie wynagrodzenie. Mowa oczywiście o prawdziwym fachowcu, a nie o materialiście, który obejmuje urząd dla kasy…
Oczywistym jest, że czas na tego typu inicjatywy jest wyjątkowo niefortunny. Wyniszczająca polską gospodarkę pandemia oraz uszczuplająca portfele Polaków ogromna inflacja, nie nastrajają społeczeństwa pozytywnie. Właśnie teraz „ktoś” zdecydował, że na przykład burmistrz Lubania powinien zarabiać o 60% więcej. Tenże „ktoś” wykazał się absolutnym brakiem wyczucia i elementarnym brakiem szacunku dla zwykłych obywateli. Samorządy musiały podwyżki uchwalić, więc uchwaliły. Znacie kogoś, kto nie schyli się po 100 złotych jak znajdzie takie pieniądze na ulicy? Inną sprawą jest wysokość tej podwyżki. Tutaj były pewne widełki, ale państwo daje takie możliwości, więc dlaczego z nich nie skorzystać?
Kwestią dyskusyjną jest wynagrodzenie radnych, które za chwilkę także powędruje w górę. Jeśli ktoś decyduje się na udział w życiu publicznym dla diety, to minął się z powołaniem i swoją karierę w samorządzie powinien zakończyć szybciej, niż ją rozpoczął. Szczerze mówiąc słabo się robi jak na sesjach Rady Miasta obserwuję wiecznie milczących lub wstrzymujących się od głosu Radnych. Po co tam poszli? Żeby obserwować, przytakiwać czy tylko po to, żeby dorobić?
Ale do rzeczy. Kim jest tajemniczy „ktoś”, kto zdecydował o podwyżkach dla samorządowców właśnie teraz? Sprawa jest oczywista. Rząd Zjednoczonej Prawicy podporządkował już sobie w tym kraju wszystko, oprócz… samorządów właśnie. To tutaj są jeszcze gospodarze, którzy otwarcie krytykują poczynania władzy centralnej. Tutaj jeszcze można usłyszeć, że w kraju nie jest tak różowo jak przedstawiają Wiadomości TVP. Co robi rząd, aby wynagrodzić wiernych i utemperować niepokornych samorządowców? Obdarowuje milionowymi dotacjami pierwszych, pomijając jednocześnie tych drugich. Żeby przekonać tych niezdecydowanych dorzuca teraz od siebie ogromne podwyżki. Działa? Działa! Widzimy sweet focie uśmiechniętych samorządowców z kartonowymi czekami. Jeden przez drugiego wychwalają „dobrą zmianę” oraz przewodnią rolę jedynie słusznej partii. Czy któryś z nich zająknie się o tym, że to wszystko jest na kredyt i kosztem innych? Nie liczcie na to.
Tymczasem w Warszawie PiS kombinuje jak może w celu utrzymania większości. Wybory już niedługo, a tu wszystko sypie się jak domek z kart. Jaki sposób jest najbardziej skuteczny? Oczywiście kasa i stołki. Powstaje Ministerstwo Sportu, aby upchać tam zbieraninę karierowiczów, którzy dla własnej kariery sprzedali swoje dobre imię, zasady, przełożonych, a nawet swoich wyborców. W cywilizowanych krajach ministrami zostają najlepsi z najlepszych. Tymczasem w Polsce szefem resortu zostaje Kamil Bortniczuk, który dla ministerialnej teki zdradził Gowina. Wiceministrem zaś zostaje gwiazda tego sezonu Łukasz Mejza, który według reporterów Wirtualnej Polski oszukiwał i naciągał rodziny ciężko chorych dzieci. Brakuje kulturalnych słów, aby opisać takie postępowanie. W hierarchii wartości niżej upadali tylko szmalcownicy, którzy podczas okupacji wymuszali haracze od Żydów i ukrywających ich Polaków. Co w tej haniebnej sytuacji robią panowie Kaczyński i Morawiecki ? Nic. Kompletnie nic. Cisza. Nie ma tematu. Władza przede wszystkim! Jakieś zasady, honor, uczciwość, dobre obyczaje, odpowiedzialność? No bez żartów.
W takich oto realiach Drodzy Rodacy przyszło nam żyć. Władysław Bartoszewski powiedział kiedyś: „Warto być przyzwoitym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieprzyzwoitym, ale nie warto”.
Polityka w naszym kraju, zarówno na szczeblu centralnym jak i samorządowym, to dno i dwa metry mułu. Chyba trzeba mieć odpowiednie predyspozycje, aby się w niej odnaleźć.
Obecnie w Polsce, niczym Maks z kultowej „Seksmisji”, krzyknąć można jedynie – ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę…!

Wojciech Sochacki jest znanym lubańskim przedsiębiorcą i działaczem społecznym oraz komentatorem życia społeczno – politycznego w Lubaniu i Powiecie Lubańskim
Autor: Wojciech Sochacki

Jak zwykle u Pana Sochackiego antyrządowy i anty-PiSowski artykuł. Stwierdza Pan „Kamil Bortniczuk, który dla ministerialnej teki zdradził Gowina”. Czy to było małżeństwo czy co?. To Gowin zmienił zapatrywania polityczne i wszyscy mają za nim iść jak owce za przewodnikiem stada?.
„Ktoś” zdecydował o podwyżce dla Burmistrza Lubania?. Żaden „Ktoś” tylko radni z burmistrzowskiego klubu. Może oni powinni sobie odpowiedzieć na pytanie „Czy to jest przyzwoite?”. Łukasz Mejza jak się potwierdzą doniesienia dziennikarskie to wyleci ze stołka i z PiS-u, ciekawe czy Pan Sochacki o tym napisze jakiś felietonik?.
Nie jestem antyrządowy i antypisowski. Jestem przeciw hipokrytom i zakłamańcom. No i oczywiście przeciwko głupkom. Jeśli Łukasz Mejza zostanie zdymisjonowany, to napiszę o tym felieton z największą przyjemnością i nieukrywaną satysfakcją. Szkoda tylko, że kiedyś pisowskim fukncjonariuszom wystarczył niewpisany do oświadczenia majątkowego zegarek posła Nowaka, aby go ukrzyżować. Teraz standardy etyczne jakby nie obowiązywały. Spadły na same dno. Nie dostrzego Pan tego?