Pamiątki Polskiego Września w Bitwie Lubańskiej Cz. 3
Pamiątki Polskiego Września w Bitwie Lubańskiej Cz. 3
Pasjonaci i poszukiwacze pamiątek z czasów ostatniej wojny często natrafiają podczas swoich wędrówek na wojskowy sprzęt kuchenny, czy to osobisty czy pochodzący z kuchni polowych. Został z reguły albo zagubiony w ferworze walki albo porzucony wskutek nieprzydatności po przestrzeleniu bądź posiekaniu odłamkami pocisków. I tak jak na inne elementy ekwipunku czy uzbrojenia, w Lubaniu można natrafić na stalową cynkowaną czy aluminiową menażerię garnków, menażek czy manierek wielu państw, choć dominują akcesoria niemieckie, radzieckie, włoskie czy amerykańskie. Na polski sprzęt kuchenny właściwie nie ma szans. Ten rodzaj ekwipunku odmiennie od uzbrojenia czy amunicji nawet po kapitulacji pozostawał przy wojaku, a przecież polski żołnierz pod Lubaniem nie walczył.
Swojego czasu w moje ręce jednak trafił niewielki aluminiowy kubek, odnaleziony na dnie wojennego okopu, dziurawy, bez uszka, sterany czasem i trudami walk. Kubek jak kubek, podobny do innych, jednak wyróżniało go to, że na dnie posiadał magiczną sygnaturę, swoisty podpis producenta – Światowit Myszków. Dla zorientowanych firma Światowit była powszechnie znanym przed wojną producentem naczyń emaliowanych i aluminiowych. Produkowała sprzęt kuchenny głównie na rynek cywilny, ale spory asortyment produkcji stanowiły również aluminiowe naczynia wojskowe.
Właśnie taka sygnatura występuje najczęściej na charakterystycznych wyposażonych w szeroki wlew polskich aluminiowych manierkach wojskowych wz. 38. Firma została założona w 1899 roku jako fabryka bawełny, lecz już w 1905 roku zmieniła zupełnie swój profil działalności i zaczęła specjalizować się w produkcji naczyń emaliowanych. Pod nazwą Światowit fabryka zaczęła działać w 1922 roku.
Aluminiowy kubeczek nie wchodził w skład regulaminowego wyposażenia wojskowego, jednak wg opinii znawców co również w pewnym stopniu potwierdzają dokumenty wojskowe, powszechnie przynoszony był do punktów mobilizacyjnych przez rezerwistów w sierpniu 1939r. Potem trafiał do tornistra piechura jako osobiste wyposażenie i towarzyszył mu przez czas wojennej tułaczki. Jak trafił do okopu 3 km od Lubania? Tego nie dowiemy się nigdy.
Kolejne częste znaleziska poszukiwaczy skarbów to guziki. Różnych nacji i rodzajów broni, cywilne lub wojskowe. W swoich skromniutkich zasobach posiadam ich sporo, ale perełki są tylko dwie, no może trzy. Te dwie najważniejsze to polskie guziki wojskowe wz. 1919. Zmizerowane, utlenione w znacznym stopniu, dlatego tylko, że były wykonane z marnego materiału – cynku. Z polskim orłem w koronie wyróżniają się na tle często występujących niemieckich tzw. „groszków” z racji tłoczonego na awersie rysunku kulek. Jak podaje źródło:
„Guzik mundurowy wz.19 był pierwszym wzorem guzika oficjalnie wprowadzonym do użycia w Wojsku Polskim po odzyskaniu niepodległości. Przepisy ubiorcze wprowadzono Dziennikiem Rozkazów z 1 listopada 1919 roku. Guziki wz.19, zaraz po wprowadzeniu, były noszone w zasadzie tylko przez szeregowców, gdyż oficerowie donosili guziki starszego wzoru. Nie wprowadzono ich we wszystkich jednostkach. Duża różnorodność oznaczeń na rewersach guzików wskazuje na bardzo dużą ilość wytwórców i matryc używanych do ich produkcji. Guzików omawianego wzoru używano aż do września 1939 roku, choć nie zdobyły uznania wśród żołnierzy. Były bardzo podatne na uszkodzenia i uważane za brzydkie.
Guzik mundurowy wz.19 był produkowany z cynku, dwuwarstwowy, pusty wewnątrz i prawie płaski. Na awersie umieszczony był orzeł państwowy z podwójnym lub potrójnym kręgu. Powierzchnia rewersu płaska, czasem występuje napis „POLSKI WYRÓB”, albo „BRISTOL MM”. Uszko wykonane ze stalowego drutu. Występowały w dwóch wielkościach. O średnicy 15 mm i 22 mm. Rzadko spotyka się guziki wz.19 o średnicy 23,5 mm. Guziki 15 mm występują czasem zaopatrzone w dwie, zaostrzone, płaskie blaszki albo dwa druciki, służące do mocowania guzika przy czapkach. Znanych jest łącznie ok. 40 odmian guzików wz.1919.”1
Jest jeszcze jeden polski guzik nie związany z okresem II Rzeczypospolitej, jednak również stanowiący swoistą rzadkość w naszej okolicy. Guzik z orłem nieco obelżywie zwanym „kuricą” od podobieństwa do znanego wszystkim ptaka-nielota, stanowił element umundurowania żołnierzy jednostek Wojska Polskiego formowanych od 1943 r. na terenie ZSRR. Jak znalazł się niedaleko Lubania? Być może utracił go żołnierz 7. Łużyckiej Dywizji Piechoty rozlokowanej po wojnie w Lubaniu, a być może wojak z jednostek II. Armii Wojska Polskiego koncentrujących się w okolicy Bielawy nad Nysą Łużycką przed Operacją Berlińską. Ciekawe jest pochodzenie guzika, a więc oddajmy głos źródłu:
„Jest to guzik wojskowy określany jako wz. 1943, gdyż został zaprojektowany dla 1. Polskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, która została sformowana w maju 1943 roku, w Sielcach nad Oką na terenie ZSRR. Orzeł został zaprojektowany przez Janinę Broniewską i był wzorowany na wizerunku neogotyckiego orła z sarkofagu Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego znajdującego się w Katedrze Płockiej. W założeniach miał on nawiązywać do tradycji piastowskich, lecz miał nie posiadać tarczy amazonek ani korony. Broniewska szukała wzoru orła bez korony i znalazłszy go na reprodukcji z katedry w Płocku uznała go za piastowskiego. Nie wiedziała, iż grobowiec ten powstał dopiero w 1825 wg. projektu Zygmunta Vogla, na zamówienie bp. Adama Michała Prażmowskiego, który pragnął złożyć odnalezione szczątki polskich władców w nowym, godnym miejscu. Rewersy tych guzików, które były wykonane ze stali malowano czarną, ochronną farbą. Awersy guzików dla zwykłych żołnierzy były malowane farbą ochronną w kolorze zielonym. Odnotowane średnice guzików: 15 i 22 mm.”2
Powszechnie w okolicach naszego miasta można jeszcze natrafić na guziki wojskowe wz. 52 tłoczone po wojnie. Podobnie jak guziki wz. 1919 były wykonane z cynku jednak o dziwo choć o 30 lat „młodsze” stanem zachowania często odbiegają na niekorzyść od „starszego brata”. No ale to już inna bajka i inna Rzeczpospolita.
Źródła:






