Nieznane postaci Bitwy Lubańskiej – Lotnik, który nie liczył wygranych. cz.2
– płk Aleksander Pokryszkin – d-ca 9. Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego Gwardii
Podczas pobytu na tyłach w celu dokonania uzupełnień, na wybrzeżu Morza Czarnego, w okolicach Baku dochodzi do incydentu, który teraz już na poważnie o mało definitywnie nie kończy kariery pilota. Podczas posiłku w stołówce w jednej z baz, wśród pilotów innych jednostek dochodzi do kłótni z wyższymi rangą oficerami. Podobno idą w ruch pięści, a nawet strzały w powietrze. Kłótnia przeradza się w bójkę wielu osób. Za winnego awantury, niesubordynacji itd. uznają Pokryszkina. Gdy sprawa dociera do pułku, nieprzychylny d-ca płk. Krajew zdejmuje Pokryszkina z funkcji, odsuwa od sztabu, a towarzysze partyjni usuwają z partii. Jednocześnie przygotowywane są dokumenty do Trybunału Wojennego w Baku. W najlepszym wypadku grozi mu batalion karny. Cała sprawa trwa kilka tygodni. Odsunięty od obowiązków, na tyłach, włóczy się bez celu rozważając najgorsze scenariusze. Jednak szczęście po raz kolejny uśmiecha się do upartego lotnika. Zmienia się d-ca dywizji, który słysząc wcześniej o jego dokonaniach tuszuje sprawę i przywraca go na stanowisko. Mało tego, proponuje mu objecie stanowiska z-cy d-cy sąsiedniego pułku. Ten jednak odmawia, chcąc pozostać z przyjaciółmi. Jest zaledwie z-cą d-cy eskadry. A partia? Jak z goryczą zauważył później Pokryszkin, ci co wcześniej chętnie podnieśli rękę za usunięciem, dziś równie chętnie głosowali za przywróceniem. Jak widać są komuniści i „komuniści”.
Na tyłach pułk zostaje uzupełniony o młodych pilotów i wyposażony w nowe samoloty. Są to myśliwce firmy Bell typu P-39 „Airacobra”, dostarczone przez USA Sowietom w ramach programu Leand Leese. Odrzucone przez armie amerykańską i brytyjską jako nie nadające się do walk na Pacyfiku czy w obszarze atlantyckim, zostały chętnie przyjęte przez Rosjan. W porównaniu ze starszymi myśliwcami sowieckimi były i tak o niebo lepsze, miały przede wszystkim silne uzbrojenie w postaci działek pokładowych kal. 37 mm i … radio. Tak radio. Ten brak był szczególnie dokuczliwy dla pilotów sowieckich. Gdy wcześniej Pokryszkin namierzył czołgi Kleista, mógł przekazać informację dopiero, gdy powrócił do bazy. A co by było gdyby nie wrócił? Łączność w powietrzu to klucz do sukcesu, to koordynacja działań podczas walk, to bieżąca ocena sytuacji i właściwa reakcja. Jedyną w zasadzie istotną wadą Airacobr była jednostopniowa sprężarka i stąd znaczny spadek osiągów silnika na wysokich pułapach w warunkach rozrzedzonego powietrza. No ale w warunkach frontu wschodniego, gdzie większość walk odbywała się na niskich i średnich pułapach – to nie był problem. Samoloty przyjmują się w sowieckich pułkach, są bardzo lubiane przez lotników. Osobiście w Iranie odbiera je Pokryszkin z kolegami, podczas kilkakrotnych lotów przez góry Kaukazu. Na tych maszynach Pokryszkin walczył do końca wojny.
Jest 1943 r. Po niepowodzeniu w bitwie pancernej na Łuku Kurskim Wehrmacht zaczyna się cofać, a Rosjanie powoli przejmują inicjatywę. Luftwaffe głównie wobec braku kadr, a potem i paliwa lotniczego zaczyna słabnąć, a uczące się na własnych błędach i dzięki amerykańskiej pomocy Wojenno Wozdusznyje Siły (WWS) rosną w siłę. Do pułków wprowadzane są na szeroką skalę nowe, dorównujące niemieckim samoloty w postaci szturmowych Iliuszynów Ił-2, bombowców Petlakow Pe-2, a także myśliwskich Jakowlewów Jak-3 i Ławoczkinów Ła-5. Pokryszkin osobiście poznaje konstruktorów dwóch ostatnich samolotów, a także nowe wersje tych maszyn podczas wizyty w Moskwie. Krytycznie ocenia Jak-a, natomiast Ła-5 odpowiada mu pod każdym względem. Pułki zasilają młode kadry. W międzyczasie macierzysty 55. PLM Pokryszkina za zasługi bojowe uzyskuje miano gwardyjskiego i staje się 16. Pułkiem Lotnictwa Myśliwskiego gwardii.
Lato 1943 r. to okres ciężkich bojów lotniczych na Kubaniu, u wybrzeży Morza Czarnego i Azowskiego. Wskutek ześrodkowania w tym rejonie dużej liczby samolotów Luftwaffe dochodzi do spektakularnych walk powietrznych z ogromną liczbą samolotów. Toczy się również walka o Krym. W tych walkach Pokryszkin odnosi wiele zwycięstw. Za męstwo i sukcesy na polu walki 24 maja otrzymuje pierwszą, a niespodziewanie szybko, jakby w nagrodę za dotychczasowe przykrości 24 sierpnia 1943r. drugą Złotą Gwiazdę Bohatera Związku Sowieckiego i awans na majora. Zostaje mianowany z-cą d-cy pułku. W tym momencie ma na koncie 455 lotów bojowych i 30 zestrzelonych samolotów wroga. Niebawem podczas ryzykownych lotów w głąb Morza Czarnego wzbogaca swoje konto o kilka kolejnych transportowych, trzysilnikowych Junkersów Ju-52, zaopatrujących z Odessy niemiecką załogę Krymu. Za te loty niestety nie otrzymuje pochwały z dowództwa dywizji:
„– Dlaczego bez pozwolenia poleciałeś? – zadzwonił d-ca dywizji płk. Dzusow
– Wojować nikomu nie zabronione towarzyszu d-co dywizji – odparłem
– Ja ci zabraniam latać w głąb morza
– Jak to zabraniacie
– A tak, niech latają inni
– Tam nad morzem całymi zestawami chodzą niemieckie samoloty
– Wszystko jedno. Jedna kula trafi i … U nas 2-krotnych Bohaterów Związku Sowieckiego niewielu
– Kula może trafić się wszędzie…
– Zostawmy sprzeczki. D-ca armii Ci zabrania, szef sztabu dorzucił, partyzanisz, orzeł.”
W każdej armii świata chroni się bohaterów, przede wszystkim dla celów propagandowych. Pokryszkin po objęciu dowództwa pułku może zaprzestać lotów bojowych, on jednak wciąż rwie się do walki, a oczywiście loty nad morze to wyłącznie jego pomysł.
W międzyczasie poznaje swoją miłość i przyszłą żonę, sanitariuszkę Marię. Niebawem biorą ślub. Mają później dwójkę dzieci.
Przychodzi 1944r. Już jako postać bardzo znana dostaje bezpośrednio z dowództwa armii dwukrotnie propozycje objęcia eksponowanych stanowisk w sztabie armii. Propozycję padają z usta samego marszałka Nowikowa, głównodowodzącego WWS. Pokryszkin dwukrotnie odmawia, chce na front, do swojego pułku, do przyjaciół. Podczas drugiej wizyty marszałek zrezygnowany macha ręką, ale o dziwo po powrocie na front na Pokryszkina czeka telegram ze sztabu – awans na podpułkownika i rozkaz objęcia dowództwa całej dywizji, 9. Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego gwardii. Los najwyraźniej mu sprzyja.
Wojska sowieckie prą na zachód. Dywizja Pokryszkina dociera do obecnych granic Polski. Jest w składzie 2. Armii Lotniczej I. Frontu Ukraińskiego, który od południa wkracza do Polski. Samoloty przebazowują się na pierwsze polskie lotnisko koło Lubaczowa. To teren objęty pożogą, terrorem sianym wśród ludności polskiej przez bandyckie oddziału UPA. Sowieci na własnej skórze doświadczają ukraińskiego bestialstwa. Pokryszkin wspomina:
„Tylko zasnąłem, dzwonek telefonu.
– Przepraszam, że obudziłem, spójrzcie w okno – usłyszałem głos szefa sztabu
Odsłoniłem okno, spojrzałem naprzeciw, za polem płonie wieś, do której wrócili spotkani wcześniej Polacy. Zarządziłem alarm kompanii łączności i ochrony lotniska. Od strony wsi dochodziły odgłosy strzelaniny, które ustały dopiero nad ranem. Rano objechałem wieś. Faszyści byli już daleko, a straszne ślady rozboju widoczne były wszędzie, dymiące zgliszcza, opalone trupy. Naprzeciw biegnie chłopiec. Zapłakane lico umazane błotem. W oczach przerażenie. (…) Płacząc pokazuje rączką lasek, gdzie uciekli banderowcy, prosząc, żeby ich dogonić i ukarać. Ciemny las ukrywa ślady sprawców pogromu.”
Kilka dni potem jedna z Airacobr awaryjnie ląduje w terenie kontrolowanym przez UPA. Na pomoc wyrusza ekipa techników, żeby uruchomić maszynę. Po kilku dniach wysłany większy oddział odnajduje obok samolotu zmasakrowane i opalone ciała pilota i mechanika. Po drugim mechaniku ani śladu. Lotnisko jest ostrzeliwane z lasu, więc Pokryszkin nakazuje obrócić maszyny w tym kierunku i po wkopaniu w ziemię ostrzeliwać się z broni pokładowej.
Front dociera nad Wisłę. W tym czasie, jako pierwszy sowiecki wojskowy, Pokryszkin otrzymuje trzecią Złotą Gwiazdę Bohatera Związku Sowieckiego i awans na pułkownika. Teraz jest naprawdę sławny, również wśród aliantów. Udziela wywiadów, odpisuje na telegramy, o bohaterze kręcą filmy propagandowe. Jedzie do Moskwy, odwiedza rodzinny Nowosybirsk, bierze udział w wiecach i masówkach, wszędzie w świetle kamer. Sowiecka propaganda działa pełną parą, co zresztą zrozumiałe. Na jakiś czas Pokryszkin przerywa dowodzenie dywizją, aż do momentu gdy Armia Czerwona wkracza na Śląsk.
Jest luty 1945r. Poprzez Częstochowę, Opole, Oleśnicę, Wrocław i Legnicę dywizja Pokryszkina dociera w rejon Bolesławca. Tu po raz kolejny słynny dowódca popisuje się kreatywnością. Przedwiosenna aura spowodowała, iż lotnisko polowe w Osłej pod Bolesławcem rozmokło, uniemożliwiając starty i lądowania maszyn. A osłona z powietrza jest niezbędna ponieważ pod Lubaniem 3. Armia Pancerna gen. Rybałki utknęła w ciężkich bojach.
Pokryszkin, za zgodą dowódcy frontu marsz. Koniewa postanawia wykorzystać betonową nawierzchnię autostrady Berlin-Wrocław na pasy startowe dla swoich samolotów. Pomysł się sprawdza. Przez kilka tygodni, do połowy kwietnia 1945r. z autostrady i przylegającego lotniska w Osłej w rejon walk wokół Lubania startują myśliwce Bell P-39 Airacobra i szturmowce Iliuszyn Ił-2. Pokryszkin wspomina:
„W drugiej połowie lutego wywiązała się trudna sytuacja na prawym skrzydle naszego frontu. Armia pancerna Rybałki w tym czasie była już bardzo osłabiona w ciężkich bojach. Podjęta ofensywa w kierunku rzeki Nysy i zajęcia miast Goerlitz i Lauban spowolniła. Przeciwnik przerzucił w ten rejon silne rezerwy, aktywnie wspomagane lotnictwem. Przerwał nasze natarcie i podjął kontratak na południowy wschód od Lauban, obchodząc ze wschodu wchodzące w bój korpusy armii pancernej. Zaistniało ryzyko okrążenia.(…) Przelot naszej dywizji na autostradę nastąpił w samą porę. Stacjonując niedaleko od Lauban mogliśmy skutecznie osłaniać z powietrza działania Rybałki i Korotiejewa.”
O działaniach dywizji wokół Lubania można by napisać osobną książkę. Dochodziło do wielu spektakularnych wydarzeń i walk powietrznych. Wg danych sowieckich w szeroko rozumianym obszarze miasta zostaje zestrzelonych przynajmniej 9 Airacobr i drugie tyle samolotów innych typów. Luftwaffe przyznaje się do straty co najmniej 15 swoich maszyn.
Walki wokół miasta ustają na początku marca. Po ich zakończeniu do Lubania przybywa szef propagandy III Rzeszy Goebbels, o którego wizycie Rosjanie wiedzą i planują atak:
„Powiadomili nas w sztabie, że do Lauban zamierza przyjechać grupa niemieckich korespondentów pod przewodnictwem samego Goebbelsa. Postanowili pokazać zniszczone miasto i nakręcić film dokumentalny pod tytułem: „Zbrodnie Armii Czerwonej”. Szykowała się obelżywa agitka dla podniesienia ducha żołnierzy niemieckich i zastraszenia ludności cywilnej. Dostaliśmy rozkaz lotów patrolowych na trasie Lauban-Goerlitz i ostrzeliwania wszystkich jadących tamtędy pojazdów. Ja co prawda nie wierzyłem, żeby ekipa jechała za dnia w strefie operowania naszego lotnictwa, ale rozkaz to rozkaz. Każdego dnia pary i czwórki myśliwców wylatywały na swobodne polowania zwracając szczególną uwagę na lekkie pojazdy cywilne.”
Pobyt na autostradzie utrudnia mimo wszystko ruch kołowy z zaopatrzeniem idącego na Berlin frontu. Z początkiem marca, gdy wiosenne słońce osusza nawierzchnię leżącego nieopodal lotniska, dywizja tam przemieszcza samoloty. Do Osłej przerzucone są również cięższe szturmowce Ił-2, natomiast bombowce Petlakow Pe-2 w dalszym ciągu muszą operować z betonowych nawierzchni w Brzegu. Podczas pobytu w Osłej dochodzi jeszcze do jednego ciekawego epizodu, o którym wspomina Pokryszkin:
„Dzisiaj nam przekazano, że po autostradzie będzie się przemieszczać Wojsko Polskie – jego świeże rezerwy wychodziły na pozycje bojowe. Rozkazałem zdjąć zapory i otworzyć drogę ciężarówkom z piechotą, ciągnikom z artylerią i czołgom, uwolnić ich od trudów objazdu. W tym czasie na lotnisku przebywała spora grupa operatorów kroniki filmowej. Przyjechali kręcić bojowe epizody. Kiedy polskie wojsko wjechało na autostradę, zaterkotały kamery, ludzie zapatrzyli się na niekończącą się kolumnę, na żołnierzy z orzełkami na czapkach-uszankach. Wspaniałe uczucia wyzwoliła ta braterska pomoc.”
Oczywiście mowa o jednostkach II. Armii Wojska Polskiego przegrupowującej się w rejon Nysy Łużyckiej w ramach Operacji Berlińskiej.
Z Osłej dywizja przemieszcza się do Żagania, a potem na kolejne lotniska w okolice Berlina, Drezna i Pragi. Nadchodzi koniec wojny.
A Pokryszkin? Kończy swój szlak bojowy z liczbą 650 lotów bojowych i 59 oficjalnie zestrzelonych samolotów wroga. Nieoficjalnie mówi się co najmniej o 90. Do tych statystyk należałoby dodać 59 Bohaterów Związku Sowieckiego, asów lotniczych, których osobiście wyszkolił, 1108 odznaczonych i ponad 1.000 niemieckich samolotów zestrzelonych przez pilotów dywizji.
Po wojnie mozolnie pnie się po szczeblach kariery. Tak naprawdę zbyt mozolnie, napotykając na ciągłe przeszkody. Jego honor, upór, pryncypialność ale i zazdrość i zawiść ze strony innych są mu przeszkodą. Zlekceważony podczas nieudanej kolacji przez syna Stalina, Wasilija odmawia przyjęcia funkcji z-cy d-cy Okręgu Moskiewskiego Sił Lotniczych. Płaci za to odesłaniem na prowincję. Przez 8 lat po wojnie nie awansuje. Gdy spotyka kolegów kombatantów ze swojej dywizji, dawnych podwładnych, większość z nich to już generałowie, gdy on dalej „chodzi w pułkownikach”. Sytuacja zmienia się po śmierci Stalina i aresztowaniu jego syna Wasilija. Pokryszkin otrzymuje szlify generalskie, ale z nowym dowódcą sił lotniczych współpraca się nie układa. W 1972 r. zostaje awansowany na stopień marszałka, ale niebawem przechodzi na emeryturę. W międzyczasie pisze kilka książek, z których „Niebo wojny” jest jednym ze źródeł tej publikacji. Umiera 13 listopada 1985 r. w ramionach ukochanej żony-sanitariuszki Marii.
Na pół roku przed śmiercią redaktor jednej z jego książek, Jewgienij Podolski podczas wspólnego posiłku zapytał:
„ – Aleksandrze Iwanowiczu, wybaczcie nieskromne pytanie. Słyszałem od zorientowanych osób, że zestrzeliliście dużo więcej samolotów wroga, niż to się oficjalnie podaje. Jak to było naprawdę?
Pokryszkin machnął ręką.
– Zestrzeliłem tyle ile zanotowano. Ważniejsze, że cała dywizja zestrzeliła 1.147 samolotów.”
odpowiedział lotnik, który nie liczył wygranych!

mgr.inż Jarosław Ludowski jest lubańskim regionalistą i badaczem historii współczesnej Dolnego Śląska. Zawodowo pracuje na stanowisku Kierownika Działu Obsługi Odbiorców i Eksploatacji Sieci w PEC Lubań.
Autor: Jarosław Ludowski







