Nieznane postaci Bitwy Lubańskiej – Lotnik, który nie liczył wygranych. cz.1
płk Aleksander Pokryszkin – d-ca 9. Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego Gwardii
Los chciał, iż pod koniec II Wojny Światowej, przez 2 miesiące od połowy lutego do połowy kwietnia 1945r. w Osłej pod Bolesławcem rozlokowały się dwa pułki lotnicze ze składu 9. Gwardyjskiej Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego ZSRR pod dowództwem nieprzeciętnego człowieka, pilota z panteonu tych najwybitniejszych. Mowa o płk. Aleksandrze Pokryszkinie, jedynym sowieckim wojskowym który w czasie II WŚ otrzymał 3-krotnie Złotą Gwiazdę Bohatera Związku Sowieckiego (zdobywca Berlina marsz. Gieorgij Żukow i najlepszy as myśliwski ZSRR płk. Iwan Kożedub otrzymali trzeci tytuł już po wojnie). I bynajmniej, nie otrzymał ich za wysługiwanie się władzy sowieckiej – przeciwnie nie raz bywał z nią na bakier – ale za stoczone walki powietrzne, za liczbę zestrzelonych samolotów wroga, za męstwo i poświęcenie na polu walki dla kolegów i ojczyzny, za wyszkolenie wielu sowieckich asów lotniczych i wreszcie za opracowanie nowych technik walk sowieckiego lotnictwa myśliwskiego, które w sporej mierze przyczyniły się do pokonania Niemiec.
Z pochodzenia Sybirak, człowiek prostolinijny i uczciwy, z duszą poety, odważny aż do bólu i jednocześnie wrażliwy na cudzą krzywdę. Zatroskany o los młodych podwładnych – co w sowieckiej armii należało do rzadkości, ambitny i dociekliwy, poszukujący ciągłych wyzwań i nowych rozwiązań. Miał wielu wrogów, którzy w jakiejś mierze prześladowali go nawet po wojnie, ale to jemu ostatecznie historia przyznała rację. Pod niebem Lubania już nie walczył, ale z autostrady pod Bolesławcem wysyłał tu swoje pułki. W szeroko rozumianych okolicach miasta zestrzelono przynajmniej 9 sowieckich Airacobr i zginęło tu 4 pilotów. Jak do tego doszło, prześledźmy pokrótce szlak bojowy Aleksandra Pokryszkina.
Pilot urodził się 6 marca 1913 r. w Nowomikołajewsku (Nowosybirsk) na Syberii, w wielodzietnej rodzinie robotniczej – miał 4 braci i jedną siostrę. W wieku 15 lat, po ukończeniu 7 klas trudna sytuacja rodzinna zmusza go do podjęcia pracy w fabryce. Od dzieciństwa marzy o lotnictwie. Zaczytuje się w książkach o sowieckich asach lotniczych I Wojny Światowej. Zdaje sobie sprawę, że aby zrealizować marzenia musi się uczyć. Zatem uczy się dalej na ślusarza w szkole zawodowej, a następnie w technikum wieczorowym, które kończy z dyplomem technika. Wszystko dzieje się wbrew woli ojca, który inaczej wyobraża sobie przyszłość syna. Musi opuścić rodzinny dom. W 1932r. wstępuje do armii. Tam ma możliwość realizacji planów. Zostaje skierowany do Permskiej Szkoły Lotniczej, która niestety w tym czasie kształci jedynie techników lotniczych, ale nie ma wyboru. Uczy się budowy samolotów szkoląc się jednocześnie w aeroklubie na pilota. Ostatecznie dopina swego i zostaje skierowany do Kaczyńskiej Szkoły Lotniczej, którą kończy z wynikiem celującym. W stopniu lejtnanta trafia do 55. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Kirowogradzie, a następnie do Biełc w Mołdawii nad granicę Rumuńską, gdzie zastaje go atak Niemiec na Sowiety.
Od początku pobytu w pułku zyskuje uznanie kadry dowódczej. Ma opinię pilota myślącego. Zostaje mianowany zastępcą dowódcy eskadry. Ciągle się szkoli, analizuje walki powietrzne i taktykę działań lotniczych. Krytycznie ocenia stan sowieckiego lotnictwa w porównaniu z niemiecką Luftwaffe, a zwłaszcza przestarzały sprzęt, taktykę walki i wyszkolenie pilotów. Nie mówiąc o krótkowzrocznej polityce Stalina sojuszu z Niemcami. Oczywiście tego akurat głośno nie mówi on i jego koledzy, ale wszyscy to czują. Czują oddech zbliżającej się katastrofy. Stacjonujący w Biełcach piloci często obserwują naruszające przestrzeń powietrzną ZSRR niemieckie samoloty zwiadowcze, mówi się o koncentracji Wehrmachtu nad granicą. Meldunki płyną do centrali, jednak Stalin trwa wiernie przy sojuszniku. Gdy w końcu miara się przelewa i niemiecka maszyna zostaje przepędzona w głąb terytorium Rumunii, sowiecki pilot, który narusza granicę jest ukarany, a Rosjanie tłumaczą się z incydentu.
Płacą za naiwność. Pierwsze dni wojny to prawdziwa katastrofa. Na zmasowane ataki niemieckiej Luftwaffe nie bardzo jest czym odpowiadać. Akurat pułk Pokryszkina jest wyposażony w niezłe myśliwce typu MIG-3, jednak to wyjątek i liczba maszyn jest niewystarczająca. Generalnie lotnictwo jest źle przygotowane do wojny. Panuje bałagan organizacyjny, piloci na urlopach, samoloty w remoncie, kadra dowódcza niefachowa i niedoświadczona. Piloci nie wiedzą jak walczyć, nie mają czym walczyć, wskutek szoku i zamieszania pierwszych dni wojny zamiast do wroga strzelają do siebie ! Swoją pierwsza walkę powietrzną Pokryszkin toczy z … sowieckim utajnionym bombowcem Su-2. Wspomina potem:
Bombowce podchodzą klinem od strony lotniska. Choć słońce świeci prosto w oczy, dostrzegam jednostki mi obce. Jednosilnikowe, kabiny pilota i strzelca-szturmana usytuowane obok siebie. Idę szybko na zbliżenie ze skrajnym bombowcem i daję krótką serię. Tak blisko podszedłem, że struga gorącego powietrza z silnika o mało mnie nie obróciła. Odchodzę w prawo, do góry i spoglądam z góry na bombowce. Przerażenie – widzę na skrzydłach czerwone gwiazdy!!!”.
Przygoda kończy się szczęśliwie. Strącony bombowiec ląduje awaryjnie, nikt nie ginie, a po wojnie Pokryszkin spotyka d-cę zestrzelonej jednostki na jednym z kursów wojskowych. Jednak nieżyczliwi w armii zapamiętają ten incydent. Kolejna drobna wpadka jest powodem degradacji. Podczas jednego ze spotkań dowódca dywizji szuka winnych porażek na froncie. Dochodzi do ostrej wymiany zdań w obecności przychylnego Pokryszkinowi d-cy pułku:
– Dlaczego rozerwałeś grupę? Milczysz?(…) Przygotować rozkaz o zdjęciu ze stanowiska d-cy eskadry.
– On nie dowódca, a zastępca – spokojnie odparł Iwanow
– I z zastępcy zdejmę. Nie zapomniałem jak zestrzelił Su-2
– Za Su-2 jestem gotów odpowiadać d-co dywizji, a w tym przypadku wina nie leży po mojej stronie – odparłem.
-Źle walczymy. Niemcy już pod Mińskiem i Leningradem – kontynuował d-ca dywizji
– To nie tylko wina lotników – odparłem
– Co? Tak odpowiadasz. Kto Ci na to pozwolił. Zapamiętam. Będę ludzi nagradzać – Ty na nagrodę nie licz.
– Ja za ojczyznę walczę dowódco dywizji – nie wytrzymałem.”
Niemcy prą na wschód. Sowieckie lotnictwo ponosi ciężkie straty, ginie wielu kolegów Pokryszkina. On sam zestrzeliwuje kolejne maszyny wroga jednak to kropla w morzu potrzeb. A jeszcze nieporozumienia z dowództwem powodują przykrości w postaci zaniżania liczby lotów bojowych i zestrzeleń. Macha na to ręką. Nie liczy osobistych wygranych, dla niego liczy się cel ogółu.
Pułk cofa się na wschód wzdłuż północnych wybrzeży Morza Czarnego. W tym okresie Pokryszkin opracowuje i sprawdza w praktyce swoje nowe manewry lotnicze, półbeczkę ze wzniosem, wahadło, etażerkę czy dwójkowy układ patrolu. Zwłaszcza ten ostatni element, ograniczający pole manewru pilota wiodącego jest krytykowany przez Pokryszkina, jako nie dostosowany do współczesnego pola walki. I gdy wskutek takiej formacji o mało nie dochodzi do zderzenia podczas jednego z lotów bojowych, pilot nie wytrzymuje:
– Macie jeszcze jeden smutny rezultat lotu trójkowego. Lecisz, a po bokach dwóch osłaniających, dosłownie ochroniarzy. Ja nie d-ca dywizji żeby mnie tak osłaniać. Dajcie mi taką swobodę w formacji, żebym swoimi manewrami nie zmuszał jednego do wyskakiwania na spadochronie, a drugiego do odejścia czort wie gdzie.
– Spokojnie Pokryszkin – odpowiedział Iwanow – Rozszumiałeś się jak samowar. Dziś trójkami polecieliście ostatni raz.
Taką miał naturę. Walczył ze stereotypami, kłócił się o swoje, ale zawsze dla dobra ogółu, wierząc, że jego rozwiązania są na prawdę dobre. Zawsze zresztą najpierw sam je sprawdza w praktyce. Wszystko zapisuje w swoim dzienniczku, rysuje schematy walk powietrznych. Podczas tych testów w warunkach bojowych często ryzykuje. Wyciska ze swojego Mig-a siódme poty podczas gwałtownych manewrów, wzniosów i skrętów, przy dużych przeciążeniach. Ale dzięki temu jest coraz lepszy, a mir Pokryszkina narasta.
Niestety jest również zestrzeliwany. Dwukrotnie. Za każdym razem po kilku dniach o własnych siłach wraca do pułku. Szczególnie drugi epizod pozostał w pamięci, gdy przez kilka dni z pomocą napotkanego oddziału piechoty holuje swojego lekko uszkodzonego Mig-a przez bezdroża Ukrainy chcąc dociągnąć do bazy. Niestety będąc w okrążeniu, ostatecznie musi go podpalić.
Za lokalizację dywizji pancernych gen. Kleista na Ukrainie jest odznaczony, jednak gdy podczas uroczystości w sztabie krytycznie ocenia możliwości sowieckich Mig-ów w porównaniu z Messerschmittami jest określony mianem antypatrioty. A on mówi prawdę. Sowieckie maszyny cechuje kiepska aerodynamika, mała moc silników, zbyt słabe uzbrojenie i masę innych drobiazgów z jakością wykonania na czele. Dochodzi do absurdalnych sytuacji, gdy po nieszczęśliwej śmierci jednego z pilotów pułku, który nie był w stanie odsunąć osłony kabiny i wyskoczyć na spadochronie, wszyscy piloci demontują osłony swoich Mig-ów i latają w otwartych kabinach. Tak właśnie podczas lotu w zimie Pokryszkin częściowo odmraża twarz i od tej pory nosi przezwisko „Mustafa”.
Pomimo nieprzychylności wielu, jak to w życiu bywa, rośnie autorytet u innych, także osób decyzyjnych. Dlatego pilot często jest odsyłany na tyły w celu szkolenia młodych kadr. Młodych pilotów uczy po swojemu, wg swojego zeszytu i nabytego doświadczenia, co z kolei nie raz kończy się burą podczas kontroli w czasie szkoleń. Razem z młodymi pilotami latają na łatwiejsze cele naziemne, gdzie w praktyce sprawdzają teorię. Ma ogromny autorytet wśród młodzieży i wzbudza ich zaufanie. Dzięki temu osobiście wyszkoli wielu asów lotniczych i Bohaterów Związku Sowieckiego.
Nabyta w walce i przeanalizowana znajomość niemieckiego lotnictwa jest powodem odesłania go na tyły w celu przetestowania niemieckich zdobycznych Messerschmittów Bf-109. Tam w pełni docenia ich walory. Wspomina później o zaletach niemieckich maszyn:
Pilotowi nie potrzeba dużo czasu, żeby ocenić maszynę, jeśli ona lekko wykonuje wzniosy, szybko nabiera prędkości podczas pikowania, przyspiesza na wirażach i jeśli widział jakich uszkodzeń dokonują jej działka pokładowe”
Przy okazji natura sybirskiego zawadiaki doprowadza do incydentu, który po raz kolejny wpędza go w tarapaty.
„Na następny dzień testowałem Bf-109 w technice wyższego pilotażu.(…) Po pół godzinie fikania koziołków zapomniałem, że lecę samolotem wroga i kiedy zobaczyłem w oddali nasz bombowiec SB wracający do domu, spokojnie skierowałem się w jego stronę. Pilot bombowca zobaczył mnie w ostatniej chwili. Tak na pewno zachowują się owce, gdy zobaczą głowę wilka zaglądającego przez dach szopy. Machaniem skrzydeł dałem sygnał „swój”, jednak bomber tak wyrwał do przodu, iż poważnie zacząłem obawiać się o jego los. Ruszyłem do domu. Podczas podejścia do lotniska przeskoczyłem obok podchodzącego do lądowania U-2. Jego pilot także nie dostrzegł gwiazd na moich skrzydłach. Gdy mnie dojrzał, przechylił samolot na skrzydło i za lotniskiem pacnął w rolę. Załoga wyskoczyła z samolotu i wydarła do lasu. (…) Po przybyciu na punkt dowodzenia miałem spore nieprzyjemności. Przypadkowo odebrałem telefon ze sztabu:
– Kto przy telefonie?
– Dyżurny – odparłem stanowczo.
– Co tam u was za diabelstwo?
– Jakie diabelstwo? – odparłem niewinnie.
– Kto wydał pozwolenie uganiać się Messerschmittem za naszymi samolotami?
Musiałem się mocno tłumaczyć.
W zaciętych bojach na południowym odcinku frontu topnieje liczba pilotów, jeszcze szybciej samolotów. Po wyczerpaniu Mig-ów pułk jest wyposażony w lepsze, rozwojowe samoloty typu Jakowlew Jak-1, jednak krótkotrwale. Maszyn jest za mało i szybko się wyczerpują wobec braku uzupełnień.
c.d.n.

mgr.inż Jarosław Ludowski jest lubańskim regionalistą i badaczem historii współczesnej Dolnego Śląska. Zawodowo pracuje na stanowisku Kierownika Działu Obsługi Odbiorców i Eksploatacji Sieci w PEC Lubań.
Autor: Jarosław Ludowski




