Miłość z perspektywy lat
„I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” – pisał przed wiekami Św. Paweł. Kochać, łatwo powiedzieć, trudniej zdefiniować. O to, czym jest tak naprawdę miłość, poprosiliśmy aby opowiedziały osoby, które o życiu i uczuciach, z racji wieku wiedzą dużo.
Oczywistą rzeczą jest, że istnieje cały wachlarz miłości. Kocha się dzieci, rodziców, rodzeństwo, przyjaciół. Tym razem, skupimy się na miłości między kobietą a mężczyzną.
– Moja pierwsza miłość była pięćdziesiąt lat temu – mówi pani Maria. – To były inne czasy. Nie afiszowało się wówczas ze swoja miłością. Nie było tak jak dzisiaj, że młodzi trzymają się za ręce, idą objęci albo się całują na ulicy. Wtedy byłoby to nie do pomyślenia. Moja pierwsza miłość, którą przeżywałam w wieku siedemnastu lat, po prostu się rozwiała. Chłopaka, który później został moim mężem poznałam w zupełnie innych okolicznościach. Mama zachęcała mnie do zawarcia bliższej z nim znajomości mówiąc, że jest przystojny i do tego wojskowy. Ja z kolei jej odpowiadałam, że nie chcę bo jest niski, piegowaty i do tego rudy. Życie okazało się przewrotne, bo ostatecznie wyszłam za niego. I ta miłość przetrwała 42 lata, do momentu jego śmierci. W czasie tych wspólnych lat zmieniała się oczywiście. Najpierw kiedy jest dwoje młodych ludzi jest zauroczenie, potem kiedy rodzą się dzieci i przybywa obowiązków nabiera innych kształtów ale wciąż jest. Mieliśmy ogródek i co roku wiosną mąż przynosił mi pierwszego kwiatka, który zakwitł. Jak mąż wchodził do domu z tym kwiatkiem, to ja nie miałam słów – wzrusza się pani Maria. – Wiadomo, że w małżeństwie jest raz dobrze, raz źle. Trzeba przez wszystko przejść razem, szukając dróg wyjścia z kryzysów a nie poddając się przy pierwszym kryzysie, jak to często dzisiaj robią młodzi. Wszystko wynosi się jednak z domu. Pamiętam, że moja mamusia również dostawała kwiaty od tatusia i dla nas dzieci był to cudowny widok, który wrył się nam w serca. Kiedy nasze dzieci wyfrunęły z domu, zostaliśmy z mężem znowu sami. Jak na początku naszej wspólnej drogi. Między nami nadal była miłość, tylko inna niż wtedy, bo ona cały czas ewaluuje. Byliśmy szczęśliwi, pijąc wspólną herbatę, cieszyły na spacery we dwoje. A kiedy go zabrakło, zdaniem lekarza nastąpiła u mnie – i pewnie nie tylko w moich przypadku tak bywa – tzw. choroba sieroca. Te kilkadziesiąt wspólnych lat sprawiło, że nie mogłam się przyzwyczaić do robienia tylko jednej herbaty, tylko jednej porcji na obiad. Ale czas płynie i człowiek przyzwyczaja się do nowego życia. I tęskni za miłością bez względu na wiek. Może nie formie „kocham cię” ale raczej przyjaźni, bliskości z drugim człowiekiem, poczucia bezpieczeństwa. W wieku 50+ nie oczekuje się żarliwych deklaracji i komplementów ale człowieka, z którym możemy robić wspólnie jakieś rzeczy – pójść do kina, na spacer, wyjechać na wczasy, czy zwyczajnie porozmawiać.
– Pracowałam fizycznie na tkalni, przez którą przewijało się dużo osób, także chłopców – wspomina pani Irena. – Wiadomo, wykazywali oni zainteresowanie dziewczynami, puszczając czasem oczko, uśmiechając się. Mnie zawsze podobali się przystojni wojskowi. A ten chłopak, który na mnie zwrócił uwagę, był niski i nie miał nic takiego w sobie, co by przyciągnęło moją uwagę. Ale w którymś momencie on spojrzał na mnie, a ja na niego i już wtedy wiedziałam, że to będzie ten jedyny, może nawet zostanie moim mężem. Jego twarz wydała mi się taka bliska i ciepła. Pomimo, że nie był w moim typie ale coś biło od niego takiego, że się zakochałam. Na skromnym ślubie – bo ja tu przyjechałam z Warmii i byłam zupełnie sama – ksiądz pogłaskał mnie po ręku i powiedział „laleczko”, co podchwycił mój mąż i bardzo długo zwracał się do mnie również „laleczko”, co czasami dla mnie było nieco kłopotliwe. Jesteśmy zgodnym, szanującym się małżeństwem od 42 lat. I myślę, że nic się nie zmieni.
– Od 43 lat jestem żoną wspaniałego człowieka – mówi pani Katarzyna. – Wpadł mi od razu w oko. Miałam wówczas osiemnaście lat a on był dwa lata starszy. Było to na zabawie w domu kultury. Wiedziałam od początku, że spotkałam swoją drugą połówkę. Ufamy sobie i jesteśmy po prostu szczęśliwi. Wprawdzie wiadomo, bez sprzeczek się nie obywało ale ponieważ obojgu nam zależało na znalezieniu rozwiązania w trudnych sytuacjach, znajdowaliśmy je i wszystko wracało do normy. Ja nie rozumiem zdrady, albo żeby podnosić na drugą osobę rękę. Mój mąż lubi się bawić i ja to akceptuję. W miłości najważniejsze jest zaufanie, Zgoda i zrozumienie. Życzę każdemu takiego związku jaki ja mam.
– Minęło nam już 45 lat wspólnego życia a to znaczy, że coś w tym musi być – mówi pani Krystyna. – Poznaliśmy się na dancingu w Złotoryi, bo oboje stamtąd pochodzimy. Do Lubania przyjechaliśmy za mieszkaniem. Na początku było wodzenie za sobą wzrokiem, trochę zazdrości. A potem przyszło zaufanie i tak zostało do dziś. Choć oczywiście bez waśni się nie obyło. Ale pracowaliśmy nad naszym związkiem, co jak widać się opłacało. Szkoda, że młodzi tego nie potrafią. Przychodzi zauroczenie, pojawia się pierwszy problem i rozstaja się. Nie usiłują niczego rozwiązywać tylko są radykalni. A miłość wymaga cierpliwości i obopólnego zrozumienia. Dzisiaj widzę, jak młodzi, niby zakochani, siedzą na ławce obok siebie i zamiast zajmować się sobą, patrzeć sobie w oczy, bawią się komórką. W małżeństwie ważne jest zaufanie i ja je mam w stosunku do męża. Fakt, że w stu procentach człowiek nie jest niczego pewien. Nie wiem jakby się zachował, gdyby się wokół niego zakręciła jakaś panienka z odpowiedniego rocznika – śmieje się pani Krystyna.
Życzymy wszystkim miłości, której bliżej do lubienia niż nielubienia. Takiej, dzięki której zawsze chcecie się tulić i całować. Takiej, której synonimem jest troska i zaufanie. Takiej, która ciągnie ku górze. Takiej, która Was ochroni i obroni. Takiej, która pozwala Wam widzieć więcej i czuć intensywnej. Słodkiej jak czekoladki. Wybaczającej, jeśli trzeba.

Teresa Kraska, jest znaną w regionie dziennikarką i felietonistką. Pracuje na stanowisku Sekretarza Redakcji dwutygodnika Ziemia Lubańska. Pełni również mandat radnej Rady Miejskiej Lubania.
Autor: Teresa Kraska
