Lubań miastem spod znaku Wielkiej Komety
Gromada gwiazd Plejady. Na ich tle widoczna była Wielka Kometa w 1264 roku. Fot. G. Bereziuk, 2013.
Tym razem zamiast wstępu artykuł zacznę od przypomnienia dwóch odległych wydarzeń z historii naszego miasta, choć z tego samego roku. Otóż kroniki miejskie podają informację, iż w 1264 roku, na polecenie margrabiego askańskiego Ottona III (i jego syna Hermanna), wokół miasta wykopano fosę. To znany akt związany z lokacjami miast, gdy w ten sposób wytyczano ich granice, kopiąc fosę i z materiału usypując wał obronny. Dlatego też niektórzy historycy uważają, iż właśnie wówczas Lubań został lokowany w miejscu dzisiejszego Starego Miasta. Ale pod tym samym rokiem jest też druga ciekawa informacja, iż w trakcie procesji, podczas której niesiono Święty Sakrament, pojawiła się nad Lubaniem kometa. Być może kronikarze poprzez umieszczenie tej informacji w kronice chcieli nawiązać do tradycji biblijnej, gdy kometa zwiastowała narodziny Chrystusa, a w tym przypadku miała ona zwiastować narodziny nowego miasta. Choć dodać też trzeba, iż w średniowieczu pojawienie się komety niestety przeważnie zwiastowało nieszczęścia.
O tym, iż kometa nie była wymysłem kronikarza, świadczą także Roczniki Jana Długosza „Pojawiła się kometa, ognista gwiazda tak wielka i osobliwa, jakiej nie widział nikt ze współcześnie żyjących. Wzeszła bowiem wśród blasku na wschodzie i ciągnęła za sobą ku zachodowi niezwykle świetlisty ogon aż do środka nieba. Widzialność zaś jej trwała około trzech miesięcy. Pierwszego dnia po jej pojawieniu się zaczął wpierw chorować papież Urban i w ostatnim dniu komety papież zmarł w Perugii po trzech latach i miesiącu rządów.” Kometa ta widoczna była od 26 lipca do 10 października, przez późniejszych astronomów została nazwana Wielką Kometą (Great Comet of 1264, oznaczenie C/1264 N1).
Fragment Kroniki Martina Zeidlera z 1623 roku. Informacja o wytyczeniu miasta oraz przelatującej komecie. Zbiory AP Oddział Bolesławiec. Fot. T.Bernacki.
Niewiele osób zdaje sobie sprawę, iż w XVI i XVII wiekach Lubań wydał dwóch wielkich astronomów o randze europejskiej. Jest to słabo podkreślany wątek w lubańskiej historiografii, jednakże warty przypomnienia. Niewątpliwie największy wpływ na ich wykształcenie i awans naukowy miał wysoki poziom nauczania w lubańskim gimnazjum i otwieranie przez tamtejszych rektorów i nauczycieli nowych perspektyw badań, obserwacji czy wolnej dyskusji. Od początku istnienia człowieka na Ziemi to właśnie szczyty gór, jako miejsca bliżej nieboskłonu, przyciągały ludzi, którzy czuli tam większą bliskość z istotami nadprzyrodzonymi, ale i przyciągały ludzi o otwartych umysłach naukowych, chcących zgłębić tajemnice Wszechświata. Niewątpliwie takim miejscem, z dala od świateł lamp olejowych, był szczyt Kamiennej Góry.
Wielka Kometa – The Great Comet (1264). Źródło: domena publiczna.
Pierwszym znanym lubańskim astronomem o randze europejskiej był Paul Fabricius. Jak wskazuje zlatynizowane nazwisko jego przodkowie trudnili się sukiennictwem. Fabricius urodził się w Lubaniu w 1529 roku, po skończeniu szkoły studiował matematykę w Norymberdze, gdzie wydał swoje pierwsze publikacje przyrodnicze, także pracował jako drukarz. Z uwagi na jego talenty został sprowadzony na dwór cesarski do Wiednia gdzie już jako profesor wykładał matematykę na Uniwersytecie Wiedeńskim. Jak na człowieka Renesansu przystało interesowały go także inne dziedziny, medycyna, poezja (w języku łacińskim), retoryka, botanika okolic Wiednia. W 1558 roku został profesorem i dziekanem fakultetu medycyny, a także zaufanym, osobistym lekarzem cesarza. Zasłynął także jako kartograf cesarski, chociażby sporządził pierwszą dokładną mapę Moraw. Do swoich różnorodnych badań często sam wykonywał instrumenty naukowe czy mechaniczne.
Portret Paula Fabriciusa. Źródło: domena publiczna.
Wielka Kometa z 1577 roku na planie nieba autorstwa Fabriciusa. Domena publiczna.
Niewątpliwie w ówczesnych czasach naukowcy wiele uwagi poświęcali nieboskłonowi, łącząc czasem wydarzenia astronomiczne z ziemskimi, stąd publikacja specjalnych kalendarzy i horoskopów (tzw. prognostikony). Dzisiaj ten sposób łączenia astronomii z innymi dziedzinami byśmy raczej określili mianem astrologii. Ten wybitny naukowiec, z jednej strony humanista, z drugiej niewątpliwie człowiek o ścisłym umyśle, zmarł w wieku 60 lat, w swym domu w Oberlach pod Wiedniem.
Strona tytułowa prognostikonu na rok 1581. Źródło: domena publiczna.
W tym miejscu wspomnę także o kolejnym naukowcu, który tworzył w tym samym czasie co Fabritius, choć dał się poznać bardziej jako przyrodnik. Marcus Fritsche, zapisywany także jako Frytsch, Frytschius. Po skończeniu lubańskiej szkoły studiował w Lipsku, gdzie jest wzmiankowany jako student w 1539 roku. Następnie trafił na dwór cesarski Ferdynanda I w Pradze, gdzie został wychowawcą młodzieży arystokratycznej (niem. Pagenhof Meister). W 1543 roku powrócił do Lubania na stanowisko rektora szkoły. W wielkim pożarze miasta w 1554 roku stracił cały majątek i powrócił do pracy na dwór cesarski. Fritsche publikował swoje książki w Norymberdze. Najbardziej znaną jego publikacją była przyrodnicza rozprawa naukowa wydana po łacinie w 1555 roku p.t. „Meteororum, hoc est, impressionum aerearum et mirabilium naturae operum”, opisująca składowe świata natury, w tym rozbudowane rozdziały poświęcił meteorom, kometom i galaktyce. W tej samej publikacji zamieścił dodatkowo tematycznie odrębną pracę, analizę chronologiczną dziejów ludzkości p.t. „Catalogus prodigiorum atque ostentorum…”. Poszczególnym datom przypisał wydarzenia, w dużym stopniu biblijne, następnie z dziejów rzymskich i greckich, nierzadko zestawiając je z wydarzeniami przyrodniczymi, chociażby pojawianiem się komet. Dzieje Ziemi do urodzenia Chrystusa wyliczył na 3962 lata, a od momentu pojawienia się ludzi 1657 lat (po Wielkim Potopie). Kilka lat później przeniósł się do Wrocławia (1563) i w tym samym roku miało miejsce drugie, zaktualizowane wydanie, tym razem w wersji niemieckojęzycznej. Fritsche zmarł około 1580 roku. Dzieło De meteoris zaintrygowało pochodzącego ze Szwajcarii, a studiującego w Bazylei, Johanna Hagiusa. Dokonał on pewnych jego korekt i wydał w Norymberdze kolejne edycje po śmierci Fritschego, w 1581, 1583 i 1598 roku.
Strona tytułowa „Meteororum…” oraz strona rozpoczynająca rozdział o kometach. Źródło: domena publiczna.
Zastanawiam się który z lubańskich nauczycieli czy rektorów mógł mieć tak duży wpływ na miejscowych uczniów, iż w tym samym czasie dwóch z nich zainteresowało się naukami przyrodniczymi. Fritsche był był nieco starszy od Frobeniusa i w czasie, gdy uczęszczał do lubańskiej szkoły, jej rektorem był Caspar Capelius (1516-39), być może i on także uczył w początkowych latach Frobeniusa. Tak czy inaczej ci dwaj lubańscy naukowcy trafili na sprzyjający grunt do zgłębiania nauk matematycznych i przyrodniczych. Okres ich młodzieńczej nauki czasowo pokrył się z renesansem europejskim, w tym także z reformacją niemiecką, choć swoje kariery związali raczej z katolickim dworem cesarskim w Wiedniu.
Wiek XVII w Lubaniu bardziej wspominany jest przez pryzmat wojny trzydziestoletniej, która tragicznie odcisnęła swoje piętno na mieszkańcach miasta. Jednakże nawet w tak niekorzystnych warunkach historycznych pojawił się młody naukowiec, który zapisał się na kartach Europy. Nazywał się Jacob Bartsch, wywodził z zamożnej rodziny kupieckiej, jego dziadek Nicklas był kilkakrotnie burmistrzem Lubania (1513, 1517, 1520, 1524). Jakub urodził się w 1600 roku. Tak jak poprzedni naukowcy, tak i on ukończył lubańskie gimnazjum, a następnie zdobył wszechstronne wykształcenie.
Portret Jacoba Bartscha. Źródło: domena publiczna.
Najpierw studiował matematykę i astronomię w Lipsku, potem medycynę w Padwie. Dodatkowo uczył się wykorzystywania w obserwacjach astronomicznych astrolabium u astronoma i bibliotekarza wrocławskiego Sarcephalusa (Christopher Hauptfleisch). Już w 1622 roku wydał swoją pierwszą książkę „Nuncius mirabilium coelestium”, w której opisywał również m.in. działanie zegarów piaskowych oraz wodnych. Był zwolennikiem teorii Kopernika. Już w wieku 24 lat, w 1624 roku opublikował dwa dzieła astronomiczne – „Tractatus de planisphaerio stellato” oraz „Usus astronomicus planisphaerii stellati” . Wykorzystując badania holenderskiego astronoma Petrusa Planciusa po raz pierwszy wprowadził na mapie nieba sześć nowych gwiazdozbiorów gwiazd – Camelopardalis (Żyrafa), Galus (Kogut), Jordanis (rzeka), Tigris (rzeka), Unicorn (Jednorożec), Vespa (Osa, nazwa nadana przez samego Bartscha). Do czasów współczesnych jednakże wskutek podziałów na mniejsze konstelacje, uznawane są już tylko Żyrafa i Jednorożec.
Miedzioryt z książki Planisphaerium stellatum seu vice-globus coelestis in plano delineatus. 1661.Po prawej Kepler, za nim Kopernik.
Mapa nieba dołączona do „Usus…” z oznaczonymi nowymi konstelacjami, 1624.
W 1630 roku otrzymał tytuły profesorskie z medycyny, matematyki i filozofii na uczelni w Strasbourgu. Następnie trafił na dwór w Pradze. Utalentowanym Bartschem szybko zainteresował się znany matematyk, fizyk i astronom Jan Kepler, który w tamtym czasie po Mikołaju Koperniku chyba najbardziej zapisał się na kartach europejskiej astronomii. Oczywiście nie muszę przypominać słynnych praw Keplera. Od 1628 roku Kepler był doradcą i astrologiem Albrechta Wallensteina, głównodowodzącego wojsk cesarskich, księcia żagańskiego i głogowskiego.
Horoskop Keplera sporządzony dla Albrechta von Wallensteina.
I właśnie w Pradze poznał Bartscha. Wallenstein był człowiekiem oświeconym o dużych horyzontach myślenia, zaprosił Keplera z rodziną do Żagania (dotarli tam 25 lipca 1628 roku), gdzie urządził mu pracownię i obserwatorium astronomiczne. Kepler z kolei zaprosił do współpracy właśnie młodego Bartscha, który pomagał Keplerowi w obliczeniach matematycznych do tablic logarytmicznych, a także wyliczał efemerydy astronomiczne. Obie rodziny wzajemnie się odwiedzały, chociażby Kepler z rodziną przebywali w Lubaniu 29 lipca 1629 roku. W tym też czasie Bartsch poznał córkę Keplera, Zuzannę, którą poślubił 12 marca 1630 roku. W 1630 roku Kepler pojechał na rozmowy z cesarzem do Ratyzbony, w celu wstawienia się za tracącym zaufanie cesarskie Wallensteinem, pod dotarciu tam jednak zmarł. Wobec tak trudnej sytuacji rodzinnej żony Keplera i jej jeszcze trójki małoletnich dzieci, które musiały opuścić Żagań, Bartsch przyjął ich pod swój dach w Lubaniu. W tym czasie dokończył także opracowywane z Keplerem tablice logarytmiczne, które opublikował w Żaganiu w 1631 roku (Tabulae manuales logarithmicae ad calculum astronomicum). W międzyczasie także zredagował dość osobliwe dzieło Keplera, pierwszą powieść fantastyczną pt. Somnium astronomia lunari czyli Sen o astronomii Księżyca. Jest to w zasadzie książka naukowa, w której Kepler chociażby broni doktryny Kopernika, jednakże jest ona pełna zjaw i duchów, postaci, które podróżują na Księżyc i z tamtej perspektywy opisują Kosmos (powieść tą wydał jednakże już syn Keplera Ludwik, w 1634 roku).
Strona tytułowa Tablic logarytmicznych wydanych przez Bartscha w 1631 roku.
Od czerwca 1632 roku przez Lubań przetaczały się wojska cesarskie. W początku lipca na ich potrzeby nad Kwisą w rejonie ulicy Rybackiej ubito około tysiąca wołów i sześć tysięcy owiec, patrosząc je na miejscu. Padlina przyciągnęła szczury, a te dżumę na mieszkańców miasta. Od lipca do grudnia w mieście zmarła prawie połowa ludności, szacunkowo około 1400 osób. Niestety wśród nich zaledwie 32 letni Jakub Bartsch. Zapewne tak jak inne ofiary epidemii pochowano go na cmetarzu przy Frauenkirche (tzw. mogiłki). Pomimo tak młodego wieku Jakub Bartsch wpisał się w historię europejskiej astronomii.
Na koniec wspomnę o jeszcze jednym astronomie, który co prawda nie pochodził z naszego miasta, jednakże to tutaj zdecydował się opublikować swoje dzieło. Otóż w XVIII wieku krajobrazem Księżyca zajmował się Adam Ehrgott Schön. Urodził się w Görlitz 25 listopada 1725 roku, jego ojciec Johann był archidiakonem w tym mieście. Studiował na uniwersytecie w Lipsku. Po studiach był 8 lat nauczycielem nadwornym w Pohle w Vogtland. Po powrocie w 1756 roku pracował w gimnazjum w Görlitz, w tym samym roku został pastorem w Pisarzowicach, a następnie w 1768 roku w Unięcicach k. Pobiednej, gdzie zmarł w 1805 roku. Miał dobre kontakty z ówczesnymi władzami Lubania, gdzie mieszkał jego najstarszy brat Adam Gottwart, który był archidiakonem miasta pomiędzy 1757 a 1758 rokiem, a rodzina jego żony powiązana była związkami rodzinnymi z tak ważnymi postaciami lubańskimi jak syndyk Christian Gottfried Meissner czy konrektor Erdmann Göbel.
Strona tytułowa książki Adama Ehrgotta Schöna. Źródło: domena publiczna.
Zapewne te familijne kontakty z Lubaniem sprawiły, że to właśnie tutaj w 1755 roku Adam Ehrgott wydał publikację „Landcharten von Monde” czyli „Mapa Księżyca”. Na około stu stronicach opisał geografię i morfologię jasnej strony Księżyca, jego krajobrazy, rzeki, morza. Tekst opracowania powstał zapewne już na uniwersytecie w Lipsku. Pozycja ta co prawda nie ma przełomowego znaczenia naukowego, ale z pewnością jest to kolejny element poznawania naszego naturalnego satelity. Uznano ją jednak na tyle interesującą, iż w 2009 roku miało miejsce jej wznowienie przez wydawnictwo Kessinger Publishing w Montanie/USA.
Księżyc. Fot. G.Bereziuk, Lubań 2013.
Niewątpliwie dzięki tym kilku ludziom nauki, którzy wywodzili się z naszego miasta lub tutaj tworzyli oraz wydawali swoje publikacje, Lubań znalazł się na kartach historii astronomii. Zwłaszcza Frobenius i Bartsch, wychowankowie lubańskiego gimnazjum, ludzie o otwartych umysłach, mieli swój wkład w rozwój nowoczesnej kosmologii. Połączenie intelektów Bartscha i jego teścia Keplera, którzy byli wybitnymi matematykami i fizykami, dało podstawę do rozwoju nowoczesnej astronomii. Pozwolili wyjść Europie z pogranicza astrologii i horoskopów na płaszczyznę prawdziwej astronomii.
W 1824 roku na szczycie Kamiennej Góry zbudowano gospodę dla mieszkańców spragnionych bliższego kontaktu z przyrodą, kilka lat później, w 1829 roku na tarasie widokowym zamontowano tajemnicze urządzenie zwane „camera obscura”. Był to w zasadzie prototyp aparatu fotograficznego, który umożliwiał obserwację odległych obiektów, zarówno w dzień np. Karkonoszy, ale szczególnie dobrze spisywał się w nocy, do obserwacji nieba. Z podobnych urządzeń korzystał Kepler czy Kopernik. Nie była to jeszcze luneta w naszym rozumieniu, jednakże przyciągała wielu chętnych, którzy mogli odpłatnie skorzystać z obserwacji (środki przeznaczano na rozwój parku). W 1909 roku oddano do użytku nowy Dom Górski wraz z wysoką wieżą widokową. Na jej szczycie także zamontowano lunetę, przez którą w ciągu dnia można było obserwować odległe krajobrazy, a nocą gwiazdy.
Zameczek nocą. Fot. ze zbiorów J. Kulczyckiego.
Przedstawiony przeze mnie wątek astronomiczny w dziejach Lubania oczywiście warty jest upowszechnienia przez miejskich przewodników turystycznych, choć zamiast elementu „biernego” , w dobie „zdobywania Kosmosu” mógłby zostać wykorzystany także jako aktywny bodziec do rozwoju zainteresowań dzieci matematyką, fizyką i astronomią. Na tak dobrej bazie historycznej mogłoby powstać nawet niewielkie, szkolne obserwatorium astronomiczne. Co do lokalizacji, niewątpliwie najbardziej do tego celu nadawałaby się Kamienna Góra, z dala od blasków latarni miejskich. Urządzenie obserwatorium na ostatniej kondygnacji Zameczku, z uchylnym dachem, byłoby najprostszym rozwiązaniem.
Zapewne pasjonatów nocnego nieba jest w Lubaniu wielu, ja wspomnę chociażby o Grzegorzu Bereziuku, który własnym sumptem wykonał niewielkie obserwatorium astronomiczne. Dzięki temu może śledzić nie tylko stałe gwiazdy ale i obserwować zachodzące rzadkie zjawiska astronomiczne i ruchome ciała niebieskie. Co jakiś czas prezentuje mieszkańcom wyniki tych obserwacji w postaci przepięknych zdjęć.
Konstelacja Andromeda, zwana niegdyś Wielką Mgławicą. Fot. G.Bereziuk.
Kometa C/2013 R1 (Lovejoy) uchwycona 14 grudnia 2013r. ok. godziny 5.30 nad ranem. Fot. G.Bereziuk.
Kilka lat temu, na bazie tej tradycji astronomicznej Lubania i pod wrażeniem Kamiennej Góry, artysta z Pławnej, Dariusz Miliński (twórca Arki Noego w tej wsi) wpadł na dość intrygujący pomysł, do którego jego kolega Igor Morski z Poznania wykonał ciekawą grafikę – koncepcję przedstawiającą statek kosmiczny rozbity tzw. Kociołku. Według tej wizji obiekt miałby w pomieszczeniach zawierać różnorodne interaktywne urządzenia związane z astronomią i obserwacją kosmosu. Pomysł choć zaskakujący i wizualnie szokujący, zapewne też niebotycznie kosztowny, jest jednak ciekawy, nawiązując do starej dewizy – „nauka poprzez zabawę”.
Kilkusetletnia historia Lubania pokazała, iż Wielka Kometa z 1264 roku zwiastowała miastu zarówno powodzenia jak i też klęski. W dzisiejszych czasach rozwój miasta zależy w największym stopniu od nas samych, zwłaszcza od młodego pokolenia. Tym bardziej warto inwestować w młode pokolenie, oferując im szerokie i ciekawe warunki kształcenia, chociażby poprzez tworzenie kół naukowych. Może nawet astronomicznych?

Tomasz Bernacki jest znanym lubańskim regionalistą, badaczem historii Lubania oraz Dolnego Śląska i Górnych Łużyc. Zawodowo pełni funkcję Naczelnika Wydziału Ochrony Środowiska i Gospodarki Przestrzennej Urzędu Miasta Lubań
Autor: Tomasz Bernacki

















