Gdzie jest Tomek?
Dwaj bracia – Marcin i dwa lata młodszy Tomasz Wojtal – wraz grupą znajomych z Lubania wybrali się na tegoroczny Przystanek Woodstock. Tomasz z niego nie wrócił.
Co się stało, nikt tak naprawdę nie wie. Po zakończonej imprezie pozwijali swoje namioty i ruszyli do samochodów, aby wyruszyć w drogę powrotną. Tomek oddalił się na chwilę i ślad po nim zaginął. Marcin i wszyscy bliżsi i dalsi jego znajomi szukają go wszelkimi możliwymi sposobami. I jak na razie – nic.
– O Tomka zacząłem się niepokoić już wcześniej – opowiada brat Marcin. – Wkręcił sobie, że ktoś go śledzi i bał się. Chciałem go zaprowadzić do punktu medycznego, ale nie zgodził się. Do tej pory wyrzucam sobie, że nie zmusiłem go to tego. A on czuł się coraz gorzej. Nie mógł jeść ani spać. Widziałem jak w nocy krąży wokół namiotu. Deszcz padał, a jemu to nie przeszkadzało. Podejrzewał, że chyba ktoś musiał mu coś dosypać do piwa. W czasie sobotniego koncertu rozbolała go głowa i poszedł się położyć do namiotu. Jak się okazało, pomylił kierunki. Zadzwonił, aby przyjść po niego. Omamy prześladowały go coraz bardziej. Bał się. My na zmianę staraliśmy się czuwać przy nim. W dniu wyjazdu w drodze na parking Tomek uciekł mi do lasu i od tamtej pory go nie widziałem. Szukałem wszędzie, czekałem na stacji PKP. Wiedziałem, że ma tylko w portfelu 30 zł, więc za wiele z tym nie zwojuje.
Marcin przypuszcza, że mógł w lesie zabłądzić, bo w końcu to ogromny park narodowy. Z kolei w ślad za apelami na facebooku, odezwała się dziewczyna jadąca pociągiem w kierunku Zielona Góra-Katowice, że na 99 procent widziała kogoś takiego. Inny ktoś twierdzi, że widział Tomka w Lubaniu w okolicy Szkoły Podstawowej nr 1 na ulicy Mickiewicza.
Zrozpaczony brat zawiadomił policję w Lubaniu a ta przekazała sprawę do Kostrzyna. Szuka też na własną rękę.C hwyta się każdego śladu. O wszystkich tropach informuje policję. Ale w Kostrzynie, bo lubańskiej – jak mówi Marcin – w związku z prowadzeniem sprawy przez tamtejszą jednostkę, to nie interesuje.
Sprawdził też w banku, czy z konta brata wybrane zostały jakieś pieniądze. Okazało się, że nie. Martwi go to, bo za co żyje, przecież nie za te 30 zł. Był znowu na policji w Kostrzynie, bo przez telefon informacji nie udzielają. Tam usłyszał, że poszukiwania ograniczają się do tego, że sprawdzili szpitale i teraz, jeśli napotkają Tomka gdzieś, wylegitymują go i okaże się, że to on, to znaczy, że go znaleźli.
Inne próby nie są podejmowane. Obaj bracia pracowali w Czechach. Szybko osierociła ich matka. Mieli po dwanaście, czternaście lat. Osiem lat temu zmarł także ojciec chłopców. Zostali sami, licząc jeden na drugiego. Ale co jeszcze Marcin może zrobić dla brata? Wyczerpał wszystkie możliwe drogi i w końcu trafił do naszej redakcji Ziemi Lubańskiej, licząc, że ktoś z czytelników wie coś, co pomoże mu odzyskać brata. Każda informacja jest cenna.
Autor: Teresa Kraska (ZL)
Ps. Do akcji poszukiwania Tomka włączyła się również redakcja Przeglądu Lubańskiego. Informacje o miejscu pobytu Tomka Wojtala można kierować do nas za pośrednictwem komentarzy lub bezpośrednio na redakcyjny numer telefonu 513 022 863, lub e-mali redakcja@lubanski.eu
Redakcja PL

