Zwyczaje wielkanocne w przedwojennej Olszynie i nie tylko
W tym szczególnym czasie Świąt Zmartwychwstania Pańskiego, postanowiłem przypomnieć Państwu wielkanocne zwyczaje mieszkańców dawnej Olszyny oraz miejscowości, które z nią sąsiadują. Chciałbym również zaznaczyć, że można przyjąć iż opisane przeze mnie tradycje dotyczyły większości terenów które obecnie zamieszkujemy, więc mogły być kultywowane nie tylko na Ziemi Olszyńskiej, ale również w np. Lubaniu, Leśnej czy Pisarzowicach.
Podkreślę, że pisząc ten artykuł skorzystałem z fragmentów wcześniejszych wspomnień Beate Wenzl, Waltera Krause i Augustina Indeki, na które namówiłem Ich przed laty. Korzystam też z „olszyńskich” pocztówek moich niemieckich znajomych, które świetnie wprowadzają ten felieton w klimat niemieckiej Wielkanocy okresu międzywojennego
Walter Krause, dzisiaj już nieżyjący, pochodzący z Ubocza, z rodziną zamieszkałą w Olszynie wspominał, że w środę przed Wielkim Czwartkiem był czas uboju zwierząt i zawsze był to czas walki z dziadkiem w obronie jagniąt i drobiu – niestety oczywiście przegranej. Sam dodaje, że milutkiego kołnierza na zimowym płaszczu nigdy nie kojarzył z którymś ze świątecznych baranków.

Wielki Piątek był dniem zadumy nad tym, że Chrystus umarł za nas wszystkich. Ale w tym szczególnym dniu przesąd grał też swoją główną rolę. Krause wspominał, że Babcia jeszcze w nocy przygotowała duże gliniane naczynie i zanim wstał świt przyniosła ze strumyka Olszówka (niem. Oelsbach) napełnione naczynie. Woda ta miała mieć wielką moc uzdrawiania nie tylko ludzi, a także bydła. Uzdrawiająca moc zwiększała się, kiedy woda zaczerpnięta została pod mostem po którym przechodzili żałobnicy niosąc trumnę. Ważne było też, aby naczynie z wodą przenieść w całkowitym milczeniu. Dzisiaj wywołuje to uśmiech na ustach moich rozmówców, ale wtedy…
Wielki Piątek był świątecznym dniem modlitwy i wspomnieniem złożenie Jezusa do grobu. Do dziś w Niemczech jest dniem wolnym od pracy. Po nabożeństwach wierni byli zapraszani przez pastorów do sal katechetycznych na agapę, czyli coś na kształt wspólnego posiłku składającego się z chleba, wina oraz wody. W domach nie przestrzegało się jednak rygorystycznie zasad ścisłego postu, w związku z czym na stołach pojawiały się jaja w kwaśnym sosie, tradycyjna ryba oraz potrawy codzienne.

W licznych ludowych obyczajach wiosennych zachowały się motywy mistyczne i szeroko pojęte przedchrześcijańskie, do których dołączono później symbolikę chrześcijańską. Dwa centralne symbole to jaja Wielkanocne i zając Wielkanocny. Według prastarych wierzeń jajko jest źródłem wszelkiego życia. Zając uważany jest za symbol płodności. Od wielu wieków jaja Wielkanocne maluje się na kolorowo. W Niedzielę Wielkanocną rodzice chowali pomalowane jaja, zajączki z czekolady oraz inne słodycze, a dzieci szukały ich w mieszkaniu lub ogrodzie. Najczęściej jaja malowano na zielono i działo się to właśnie w Wielki Czwartek, zwany często z tego powodu Zielonym Czwartkiem.
Jajkiem wielkanocnym, zgodnie z myślą homeopatii, pocierano grzbiety bydła i koni, aby były równie zdrowe i okrągłe jak ono. Skorupkami ze świąt karmiono drób, aby się dobrze chował, zakopywano je też w grządkach dla ochrony jarzyn przed szkodnikami, wierząc, że kiedy urosną będą dorodniejsze i zdrowsze.
Wielka Sobota w domu państwa Krause przebiegała na dalszych przygotowaniach do kulminacyjnej Niedzieli Wielkanocnej, kiedy to po śniadaniu wszyscy udawali się do ogrodu na „wielkanocne polowanie” w poszukiwaniu „gniazd” przygotowanych wcześniej przez dziadków i rodziców. Zwyczaj ten pojawił się w Niemczech w XVI lub XVIII wieku. Te „gniazda” to ukryte miejsca z zajączkami, pisankami, a czasem z prezentami dla dzieci. Na przykład Pani Wenzl wspominała znalezienie w takim właśnie „gniaździe” tekturowego plecaka szkolnego z drewnianym piórnikiem i ściereczką do tablicy. Oczywiście nie można zapomnieć o charakterystycznym bukiecie Wielkanocnym. Były to zielone gałązki w wazonie, przybrane wydmuszkami lub też krzak w ogrodzie podobnie ozdobiony.
Po świątecznym niedzielnym śniadaniu w wielu domach. Jak wspomina pan Indeka istniał zachowany do dzisiaj zwyczaj zabawy w tłuczeniu jaj, polegającej na stukaniu się jajkami tak aby uszkodzić skorupkę przeciwnika, nie uszkadzając jednocześnie swojej. Istniał też zwyczaj obdarowywania najbliższych drobnymi prezentami zapakowanymi w duże tekturowe jajka. Chodzenie do kościoła na Wielkanoc było po Bożym Narodzeniu czymś wyjątkowym. Moi rozmówcy wspominali dźwięki dzwonów, organów, granie na puzonie, a także pojednawcze słowa pastorów.

Było kilka słów o olszyńskich i okolicznych zwyczajach, więc teraz warto wspomnieć też o świątecznych potrawach. Na stołach stawiano hackepeter – coś w rodzaju grubo zmielonej metki mięsnej z przyprawami, cebulą i pietruszką, jajeczka uformowane z białego sera z ziołami, a także babki drożdżowe w kształcie zajączka. Oczywiście mięso, najczęściej baranie i kiełbasy. Skoro niemieckim symbolem wielkanocnym był i jest zajączek, a zajączek nie może obejść się bez marchewki, więc na stół „wjeżdżała” wielkanocna zupa marchewkowa z kluseczkami. Podawano też pieczone owocowe strucle, w niektórych domach chleb orzechowy, a także jaja w kwaśnym sosie.
W ówczesnych Niemczech, podobnie jak dzisiaj nie obchodzono tak jak w Polsce zwyczaju Lanego Poniedziałku. Dzień ten przeznaczano na odpoczynek i wizyty u rodziny czy sąsiadów. Nie było też, jak to miało i ma w naszym kraju zwyczaju święcenia pokarmów.
Niemieckim zwyczajem „gniazda” mam dla Państwa zajączka, czy też pisankę z olszyńskim akcentem. Są nimi trzy pocztówki wielkanocne pochodzące z przedwojennej Olszyny.
Wielkanoc powinna nas skłaniać do zadumy i przemyśleń nad swoim życiem ale również do radości z radości ze zwycięstwa życia, tak więc składam Państwu najserdeczniejsze życzenia wesołych oraz pełnych miłości Świąt Wielkiej Nocy i pragnę pozostawić Was Drodzy Czytelnicy ze słowami fragmentu jednej z pieśni ewangelickich czasu pasyjnego:

Zbigniew Madurowicz jest pasjonatem historii, cenionym publicystą i regionalistą związanym ze Stowarzyszeniem Miłośników Górnych Łużyc. Publikuje w Przeglądzie Lubańskim i Gazecie Olszyńskiej. Z wykształcenia jest farmaceutą. Pełni funkcję Wiceprezesa Zarządu Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej.

Komentarze
Zwyczaje wielkanocne w przedwojennej Olszynie i nie tylko — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>