Ukraina bardzo krwawi!

Przez wiele lat propaganda rosyjska odnosiła sukcesy na świecie. Od kilku dni jest zupełnie nieskuteczna. Cały świat widzi, co się dzieje w Ukrainie i to, jaka jest przepaść między rzeczywistością, a tym co próbuje nam powiedzieć Putin. Najważniejszą kwestią jest doprowadzenie do tego, żeby wojna w Ukrainie się skończyła. Putin nie ucieknie przed sprawiedliwością, a świat osądził go już dzisiaj. To, co wojska rosyjskie wyprawiają w Ukrainie, jest produktem chorej doktryny! To zbrodnia przeciwko ludzkości!
Czym jest Ukraina dla Rosji?
To najłatwiej prześledzić na przykładzie kilku dat i zdarzeń. Aż do 1654 roku, państwo carów było dla mieszkańców Europy egzotycznym krajem leżącym w głębi Azji. Jego granice zaczynały się gdzieś w okolicach dzisiejszego Smoleńska. Ugoda w Perejasławiu, w której zbuntowani przeciw Rzeczpospolitej Kozacy poprosili cara Aleksego I o opiekę, otworzyła przed Kremlem wrota na ukraińskie ziemie. Od tego momentu, do czasu aż car Piotr I uczynił z całej Rzeczpospolitej swój protektorat, minęło niecałe 70 lat. Zaledwie kolejnych 30 potrzeba było, aby rosyjscy żołnierze w sierpniu 1759 roku, po bitwie pod Kunowicami, mogli po raz pierwszy wkroczyć do Berlina. Nie zrobili tego jedynie dlatego, że zwycięski feldmarszałek Sałtykow uznał, iż nie ma konieczności, by Prusy zostały ostatecznie pobite. W ciągu stu lat słabe, azjatyckie państwo, wyrosło na mocarstwo odgrywające kluczową rolę w Europie.
Nowoczesne technologie sprawiają, że wszystko biegnie szybciej. Po rozpadzie Imperium Romanowów i przejęciu władzy w Rosji przez bolszewików, ci uczynili wszystko, by nie dopuścić do powstania niepodległej Ukrainy. W wojnie z Polską, zakończonej de facto przed nadejściem zimy 1921 roku, wyszarpali większą jej część. Od tego momentu, do udziału ZSRR w likwidacji II Rzeczpospolitej, minęło niecałe 18 lat. Do zajęcia przez Armię Czerwoną Berlina lat niespełna 24. Tym razem dawne Imperium Romanowów w swej nowocześniejszej wersji wyrosło na supermocarstwo usiłujące zdominować już nie tylko Europę, ale cały świat.
Putin się starzeje
Powyższa wyliczanka nie służy stawianiu tez, że po zajęciu Ukrainy imperialna Rosja znów ruszyłaby na militarny podbój Zachodu. Czasy i układ sił w świecie zbytnio się zmieniły, by wciąż okazywało się to takie proste. Chodzi o to, że istnienie niepodległego, ukraińskiego państwa, to kluczowa przeszkoda dla uprawiania przez Kreml polityki na miarę imperialnych ambicji. Ta prawidłowość nie zmieniła się od ponad 350 lat. Potwierdza ją też rola, jaką odgrywało państwo rosyjskie przez ostatnie trzy dekady (przecież wciąż ogromne obszarowo). Gdyby nie broń atomowa oraz złoża surowców energetycznych, liczyłyby się z Rosją jedynie mało ważne kraje ościenne. Nie dzieje się tak dzięki zaledwie dwóm atutom. Pierwszy został w spadku po ZSRR, drugi zapewniła natura. Przez trzydzieści ostatnich lat starzejącemu się i wyludniającemu imperium nie przybył żaden nowy. Starzeje się też jego długoletni władca Władimir Władimirowicz Putin. W tym roku stuknie mu już siedemdziesiątka. Chroniczne słabości, nie oznaczają jednak braku zdolności do mobilizacji wszelkich zasobów, jeśli na Kremlu wyznaczony zostaje konkretny cel. Jednak na to potrzeba czasu. Tu właśnie leży klucz do zrozumienia sytuacji – mianowicie wspominany czas.
Trzeba pamiętać, że przewrót jaki miał miejsce w Ukrainie w 2014 roku, zaskoczył niemal wszystkich, a zwłaszcza Putina i jego otoczenie. Sąsiedni kraj znajdujący pod władzą prezydenta Wiktora Janukowycza i oligarchów sprawiał wrażenie coraz bardziej upadłego. Administracja działała okazjonalnie, policję przeżarła korupcja, a armia w zasadzie została zlikwidowana. Najważniejsze jednak było rosnące na każdym polu uzależnienie od Rosji. W owym czasie większe niż Białorusi. Nota bene – jak wyglądają kolejne etapy wchłaniania uzależnionego państwa można sobie teraz obserwować na białoruskim przykładzie. Jednak w przypadku Ukrainy nastąpił zaskakujący bunt w Kijowie, a po obaleniu prorosyjskiego prezydenta, wchłaniany kraj zerwał się z łańcucha. Rosja odpowiedziała wznieceniem wojny w Doniecku i oderwaniem Krymu, i potem zatrzymała się w pół kroku. Ukraińska rewolucja wydarzyła się zbyt nagle, by Kreml miał dość czasu na zmobilizowanie zasobów koniecznych na długoletnią, otwartą konfrontację: ekonomiczną, dyplomatyczną, a też… militarną z Zachodem. Wprawdzie rosyjskie wojska mogły bez problemu zająć Ukrainę po Lwów, jednak agresja w stylu Adolfa Hitlera oznaczała pójście na taki stopień konfliktu z krajami Zachodu, do którego należało się najpierw przygotować.
Jeden cel: przygotowanie do długoletniego konfliktu

Suma działań Władimira Putina po roku 2014 pokazuje, że zostały podporządkowane jednemu celowi. Przygotowaniom do długoletniego konfliktu. Zachód z ulgą odwołałby wszelkie sankcje nałożone na Rosję w zamian za kilka gestów dobrej woli i gwarancje, iż takie działania jak w Donbasie i na Krymie już się nie powtórzą. Rezygnując przy tym z jakichkolwiek żądań zwrotu tych ziem Ukrainie. Jednak Putin nie uczynił najmniejszego gestu w tym kierunku.
Otwieranie się na Zachód oznaczałoby ponowne uzależnienie rosyjskiej gospodarki od kooperacji ekonomicznej z krajami europejskimi. Cały czas obowiązujące sankcje wymusiły zastąpienie produktów z UE analogicznymi z innych części świata lub wytwarzanymi w Rosji. Czyni ją to bardziej odporną w perspektywie przyszłej konfrontacji. Sankcje nie przeszkodziły natomiast w zintensyfikowaniu starań, by powstał Nord Stream 2. Całą rzecz ułatwiło wciągniecie do kooperacji z Gazpromem kluczowych zachodnich koncernów: Royal Dutch Shell, E.ON, OMV i Engie, a także zachodnich polityków. Przykładem jest parasol ochronny rządu Niemiec i lobbing byłego kanclerza Gerharda Schrödera. Nord Stream 2 ostatecznie gwarantowałby, że w razie działań zbrojnych na Ukrainie eksport rosyjskiego gazu trwałby nieprzerwanie i czerpany stąd dochód nie uległby zakłóceniom. Mimo to i tak po 2014 roku Kreml intensywnie gromadził zasoby finansowe, dające szansę przetrwania budżetowi państwa i gospodarce ostrzejszych zachodnich sankcji. W listopadzie 2021 roku rezerwy przekroczyły kwotę 624 mld dolarów. Nigdy w historii Rosja nie posiadała większych!
W parze z tym szła wojna podjazdowa mająca osłabiać wewnętrznie kraje Zachodu. To nie powinno dziwić, bo są one naturalnym protektorem dla Ukrainy. Próby wpływania na wyniki wyborów w USA, sponsorowanie polityków i partii stojących w radykalnej opozycji do rządzących na Zachodzie elit, szerzenie dezinformacji w mediach społecznościowych, itd. Wyliczanka działań podejmowanych przez rosyjskie służby specjalne mogłaby być bardzo długa. Wszystkie je łączy prosty cel. Podsycać konflikty w państwach, mogących chcieć stanąć na drodze strategicznych celów Rosji. Tak, żeby osłabić je wewnętrznie i niwelować chęci do zdecydowanych działań.
Jednocześnie Putin starał się umacniać spoistość wewnętrzną samej Rosji. Trzeba mu oddać, że w porównaniu ze Stalinem, szykującym ZSRR do wojny światowej, wykazywał się umiarem i sprytem. Tamten wymordował większość nauczonego samodzielności korpusu oficerskiego i wyższych rangą członków partii, by zastąpić ich ślepo oddanymi wykonawcami poleceń. Do łagrów trafiły miliony ludzi z politycznie podejrzanych grup społecznych. Obecnie, choć Stalina w Rosji się wybiela i gloryfikuje, jej mieszkańcom nadal nie oszczędza się takich atrakcji. Poprzedzającą wszczęcie konfliktu konsolidację ograniczono do zaostrzenia cenzury w mediach i internecie oraz likwidacji ostatnich niezależnych organizacji, skupiających środowiska opozycyjne. Ze znanych postaci zlikwidowany miał zostać jedynie charyzmatyczny twórca Fundacji Walki z Korupcją – Aleksiej Nawalny. Jednak cudem przeżył kontakt z trującym nowiczokiem. Ostatecznie eliminacja polega więc na osadzeniu w kolonii karnej. Natomiast współpracowników Nawalnego zastraszono i w dużej części zmuszono do emigracji z Rosji. Końcowym etapem konsolidacji stała się likwidacja pod koniec ubiegłego roku, powstałego jeszcze w czasach pierestrojki, Stowarzyszenia Memoriał.
Po siedmiu latach przygotowań putinowska Rosja osiągnęła właściwie apogeum gotowości na długotrwałą konfrontację z Zachodem. Jedynie potencjał, jaki jeszcze może, a właściwie chce rozbudować, to siła militarna – co zresztą cały czas ma miejsce. Jednak mimo tych wieloletnich konsekwentnych przygotowań można odnieść wrażenie, że Kremlowi coś poszło nie tak. Bierze się ono z tego, iż po ponad dwóch miesiącach od rozpoczęcia otwartego konfliktu Rosja nie osiągnęła żadnego istotnego celu strategicznego. Natomiast nastąpiła konsolidacja krajów Zachodu, Ukrainy nie udało się zastraszyć, zaś na niwie wizerunkowej i propagandowej Kreml ponosi dotkliwe straty. Wszelkie środki nacisku oraz zastraszania użyte przez Rosję nie przyniosły dotąd oczekiwanych rezultatów. Jedynym znaczącym, po jaki jeszcze nie do końca sięgnięto, są zbrodnicze działania zbrojne. „Wojna jest niczym innym, jak dalszym ciągiem polityki przy użyciu innych środków” – mawiał gen. Carl von Clausewitz, definiując ją jako: „akt przemocy, mający na celu nagięcie woli przeciwnika do naszej woli”.
Putin zostanie osądzony
Putin w oczach świata jest ludobójcą i może trafić przed Trybunał Karny w Hadze. Ale chyba wcześniej w konsekwencji oceni i osądzi go jego własny naród. Rosyjscy urzędnicy i media upierają się, że inwazja Rosji na Ukrainę ma moralny powód i opisują ją jako konieczną dla przetrwania Rosjan i rosyjskiego świata. Ogłaszają, że „reżim kijowski” – demokratycznie wybrany rząd ukraiński składa się z „narkomanów, faszystów, banderowców i neonazistów”. Ostrzegają, że ukraińscy żołnierze używają dzieci, kobiet i osób starszych jako „żywych tarcz”. Mówią o uchodźcach z Donbasu i ich wstrząsających opowieściach o życiu w „faszystowskiej” Ukrainie, ostrzegają przed ludobójstwem osób rosyjskojęzycznych. Mówią, że ich celem w wojnie jest „denazyfikacja” Ukrainy której prezydent, co niewygodne dla tej narracji, jest… Żydem.
Wydaje się, że Rosja oczekiwała, że jej „specjalna operacja wojskowa” doprowadzi do szybkiej kapitulacji Ukrainy. Być może Rosja oczekiwała, że świat będzie stał z boku, gdy ona przejmie kontrolę nad ukraińskim terytorium, tak jak to miało miejsce w 2014 r., gdy Rosja zaanektowała Krym. Być może oczekiwała nawet, że zainscenizuje swój własny ikoniczny moment „Reichstagu”, podnosząc rosyjską flagę nad pokonanym Kijowem, tak jak uczynili to żołnierze radzieccy nad pokonanym Berlinem w ostatnich dniach wojny z nazistowskimi Niemcami. To wizualne echo, potwierdziłoby rosyjskiej opinii publicznej w kraju oficjalne wyjaśnienie inwazji: „denazyfikacja” Ukrainy.
Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej – kolos na glinianych nogach

Armia rosyjska została obnażona. Żołnierze ukraińscy, jak nikt dotąd pokazali słabość Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, jej wyposażenia. Wszyscy zakładali, że konflikt który rozpętała Rosja skończy się w trzy dni. Stąd pewna początkowa wstrzemięźliwość państw UE jeśli chodzi o pomoc i współpracę z Ukrainą. Okazało się, że Naród Ukraiński przygotował się bardzo dobrze do tej wojny. Prezydent Zełenski stworzył wręcz niemal idealny podkład polityczny i nie dał się sprowokować Rosji. Z drugiej strony armia ukraińska przygotowała się bardzo mocno do oporu. I ta wojna się toczy. Tragiczna wojna. Widać w ostatnich zachowaniach szaleństwo Rosjan. Niszczenie miast, strzelanie do cywilów, ostrzał artyleryjski osiedli, szkół, przedszkoli i szpitali, celowe niszczenie elektrowni, ciepłowni i wodociągów – to jest szaleństwo w bezsilności, dążące do eliminacji dumnego narodu. Potrzeba było codziennych okropności i postępujących zbrodni wojennych, aby świat zdecydował politycznie i gospodarczo izolować putinowską Rosję.
Putin uwierzył we własne kłamstwo

W kontekście następujących po sobie faktów fiasko planów Putina wydaje się coraz bardziej prawdopodobne. Rosyjski dyktator opierał bowiem swoje plany na kłamstwie. Zakładał, że Ukraina nie jest prawdziwym jednolitym narodem, a mieszkańcy Kijowa, Charkowa i Lwowa tęsknią za Moskwą. To kompletna bzdura. Ukraina to naród o ponad tysiącletniej historii, a Kijów był już wielką metropolią, gdy Moskwa nie była nawet wsią. Ale rosyjski despota tyle razy powtarzał to kłamstwo, że najwyraźniej sam w nie uwierzył. Aby odbudować imperium rosyjskie, Putin potrzebuje względnie bezkrwawego zwycięstwa, które doprowadzi do pozbawionego nienawiści pokoju. Jednak przelewając coraz więcej ukraińskiej krwi, dyktator powinien zorientować się, że jego marzenie nigdy się nie spełni. Nienawiść to najbrzydsza z emocji. Jednak dla uciskanych i mordowanych narodów nienawiść jest ukrytym skarbem! Ten dawny radziecki pułkownik KGB, a obecnie rosyjski despota, powinien o tym wiedzieć. Jako dziecko dorastał na opowieściach o rosyjskiej odwadze w oblężeniu Leningradu. Teraz tworzy więcej takich historii, ale obsadza się w roli Hitlera.
Ale jest też inna możliwość. Otóż Putin, w celu zachowania władzy, chce stworzyć izolowaną państwowość zrzeszającą podległe kraje zależne, odciętą od pozostałej Europy i Azji, a napad na Ukrainę – w celu jej przejęcia, traktuje jako wydzielenie linii buforowej od NATO w postaci państw Europy Środkowej, w tym Polski. I jeszcze, by były one najlepiej pozbawione narzędzi militarnych!
Dalsze rządy Władimira Putina oznaczają rosnącą paranoję Moskwy i jej coraz większą izolację, ale zarazem powodują korzystną dla nas, fundamentalną zmianę stosunku Zachodu do Rosji. Putin niezależnie od tragedii Ukrainy stał się bowiem gwarantem antyrosyjskiego kursu Zachodu, przewartościowań w polityce Niemiec oraz wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Ostatnie decyzje Kongresu Stanów Zjednoczonych i Sojuszu Atlantyckiego uwalniają środki finansowe i decyzje polityczne otwierające szeroką pomoc wojskową, a równocześnie z całego świata ciągną tysiące ochotników do ukraińskich brygad międzynarodowych tzw. Legionu Międzynarodowego Obrony Terytorialnej Ukrainy. To nie są 19 czy 20 – letni poborowi krasnoarmiejcy Putina czy jego 22 – letni niedoświadczeni oficerowie prosto po szkołach, rzuceni w wir walki. To zaprawieni w boju i świetnie wyszkoleni weterani wojenni, znający dobrze swoje rzemiosło, którzy brali udział we wszystkich największych konfliktach zbrojnych minionego 30 – lecia na świecie. Będzie się jeszcze działo. Szkoda tylko niewinnych Ukraińców, bo to oni dzisiaj przecierają szlak do wolności i poszanowania prawa.
Wojna na Ukrainie zjednoczyła narody: ukraiński i polski, które na przestrzeni kilkuset lat nie żywiły do siebie sympatii. Dzisiejsze zaangażowanie społeczeństwa polskiego dla walczącej Ukrainie, zapisuje nową kartę wzajemnej historii. Polska narodowa empatia i spontaniczna pomoc mordowanemu Narodowi Ukraińskiemu,postawiła nasz kraj w jednym szeregu ze współczesnym cywilizowanym światem i mocno zaakcentowała prawo każdego państwa do samostanowienia i życia w pokoju i spokoju.
6 marca prawosławni obchodzili niedzielę przebaczenia win. Tego dnia prezydent Ukrainy zwrócił się do Rosjan następującymi słowami: „Nie wybaczymy setek i setek ofiar. Tysięcy i tysięcy cierpień. I Bóg nie wybaczy. Ani dzisiaj. Ani jutro. Ani nigdy. I zamiast przebaczenia będzie Dzień Sądu Ostatecznego”.
Niech żyje wolna Ukraina!
Хай живе вільна Україна!
Autor: Zbigniew Madurowicz

Zbigniew Madurowicz jest pasjonatem historii, publicystą i regionalistą związanym ze Stowarzyszeniem Miłośników Górnych Łużyc. Publikuje w Gazecie Olszyńskiej, Ziemi Lubańskiej i Przeglądzie Lubańskim. Z wykształcenia jest cenionym farmaceutą i Wiceprezesem Zarządu Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej.
