Czy portale randkowe to przysłowiowa „ściema”?
Samotnych – a używając współczesnego języka – singli jest ogromna rzesza, a możliwość poznania kogoś w realu jest minimalna. Łatwiej jest to zrobić w sieci, szczególnie, że portale randkowe, tak jak tradycyjne biura matrymonialne, obiecują dobrać nam idealnego partnera.
W Polsce funkcjonuje kilkanaście tego typu serwisów, za których korzystanie samotni są skłonni płacić, bo przecież miłość jest cenniejsza niż jakiekolwiek pieniądze. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie misterne oszustwa, których się one dopuszczają. Misji portali randkowych nic zarzucić nie można, jednak coraz częściej są one oskarżane o naciąganie klientów na znaczne opłaty. Do Europejskiego Centrum Konsumentów trafia coraz więcej tego typu spraw. Nie dość, że portale prawie nie wywiązują się ze swoich zobowiązań, to problemem bywa zrezygnowanie z konta. Ci, którym wydawało się, że je zamknęli, orientują się po czasie, że z ich kart kredytowych pobierane są nadal opłaty w ramach abonamentu. Inni w ogóle nie są w stanie zlikwidować swojego profilu. Na forach internetowych nie brakuje takich historii, a oszukani internauci łączą się w grupy, by składać pozwy zbiorowe przeciwko serwisom randkowym. Ponieważ większość skarg dotyczy serwisów stanowiących część międzynarodowych sieci, polscy rzecznicy konsumenta są bezradni. Tym, którzy zostali oszukani, może pomóc jedynie Europejskie Centrum Konsumenta. Portale randkowe utrudniają zerwanie umów i tak piszą regulaminy, by wymuszać opłaty.
– Ja weszłam z ciekawości z reklamy na Faceboku i wypełniałam jakiś długi test, co – jak było na początku napisane – miało odbywać się za darmo – opwiada pani Zosia Golis. – Pewnie chodziło o samą rejestrację. Później, okazało się, że będę mogła pisać, owszem, ale jak zapłacę za miesiąc 20 złotych z karty kredytowej. Innej możliwości nie było. Zapłaciłam na początku września i obserwowałam, co się dzieje. Codziennie miałam pełno wiadomości, których celem było dopasowywanie do jakiegoś partnera ale od żywych ludzi nie było w ogóle. Tylko wciąż tego typu: Witaj Zosia, Przejrzałem/przejrzałam Twój profil. Wygląda na to, że mamy dużo wspólnego. Możesz mi powiedzieć coś więcej o sobie? Pozdrawiam, Tadek. Gdy ja odpisywałam na nie, już nigdy odpowiedzi od żywego człowieka nie było. Tylko automaty. Miesiąc później, gdy zorientowałam sie, że mam duży ubytek pieniędzy na karcie, sprawdziłam o co chodzi. Okazało się, że pieniądze pobrała Akademia Singles, ci sami co pobrali te 20 złotych. Szybko kartę zablokowałam, zmieniłam i złożyłam reklamację w banku, ale nie została uwzględniona, bo Akademia Singles zasłania się umową, której zresztą ja nie podpisywałam. Kiedy chciałam usunąć konto, okazało się, że nie ma takiej możliwości. Procedury rezygnacji są z kolei tak bardzo skomplikowane, że praktycznie niemożliwe do realizacji. Czuję się oszukana i dlatego założyłam grupę oszukanych przez jeden z portali randkowych, bo uważam, że w grupie siła.
– Zarejestrowałam się na początku września i przez miesiąc z portalu nie korzystałam, bo wszystko było mi niedostępne – wspomina pani Angelika. – Dopiero w październiku ruszyło. Smutna pora jesień, chce sie miłości. Zainwestowałam 20 zł, ale przyznam szczerze, że nie przeczytałam regulaminu i nie widziałam, że umowa zostanie automatycznie przedłużona. Nie dostałam żadnych propozycji, ale już pobrali ode mnie płatność w wysokości 240 zł. Natychmiast złożyłam wypowiedzenie, na co dostałam odpowiedź, że przyjęto moją rezygnację z członkowstwa. Mam nadzieję, ze tak będzie, bo jak słyszę, niekoniecznie.
– Na portalu jestem zarejestrowany od 10 września – opowiada […] – Obejrzałem reklamę na FB, później szukałem opinii w internecie i zawsze trafiałem na same pozytywne. Przejrzałem regulamin, żadnej informacji nie znalazłem na temat wysokich opłat, po czym zarejestrowałem się, wpłacając 20 zł kartą kredytową. Na początku dostałem kilkadziesiąt ofert. Na zdjęciach były same modelki w wieku 20-30 lat i jak zauważyłem, te same zdjęcia były używane w innych profilach pań. Miałem wrażenie, że to wszystko jest sztuczne i oszukańcze. Po próbie nawiązania kontaktu żadna z pań nie odpisywała. Na jakiś czas zapomniałem o tym portalu i nie wchodziłem tam. 29 października dostałem zawiadomienie na email, że zalegam z opłatą 239+49zł. Byłem zaskoczony tą wiadomością, bo nie było o niej mowy na początku. Postanowiłem zlikwidować swoje konto, napisałem wypowiedzenie umowy i wysłałem faxem, bo taki był wymóg. Po tygodniu dostałem odpowiedź na email że: Niestety nie możemy przyjąć Twojej rezygnacji z konta Premium, ponieważ ostatnia opłata za jego przedłużenie nie mogła zostać pobrana z Twojego konta.
Wycofanie się z umowy z be2 oraz anulowanie opłat nie jest możliwe, ponieważ regulamin serwisu został zaakceptowany przez Ciebie podczas rejestracji, a my nie otrzymaliśmy wcześniej od Ciebie rezygnacji z automatycznego przedłużania umowy. I dalej zasugerowali, że jeżeli nie dokonam wpłaty to: W przeciwnym razie będziemy zmuszeni przeprowadzić rozliczenia inkasowe. Podsumowując: wprowadzają ludzi w błąd z regulaminem i opłatami, tym samym oszukują w nagły i bezwzględny sposób, przykrywając się, że wyraziłeś akceptację ich regulaminu w 40 stron. Ponadto, nie wywiązują się z podstawowych usług randkowych – czyli cały portal napędzany sztucznymi profilami pod którymi brak pokrycia prawdziwej ludzkiej osobowości. Wymuszają opłaty i grożą windykacją. A większość informacji przychodzi w języku angielskim.
– Zapisałam się z głupoty gdzieś na początku października – opowiada pani Małgorzata. – Zaczęłam na poczcie dostawać wiadomości i ich nie mogłam odczytać. Stwierdziłam ze wydam te 20 zł, najwyżej wypowiem umowę. Nawet te 3 miesiące to w końcu 60 zł. Po odblokowaniu obrazów okazało się ze zdjęcia to gotowce, a portal sztucznie pisze listy w stylu: „ciekawi mnie twój profil, napisz coś o sobie”. Zorientowałam się szybko, że to oszustwo. Przygotowałam rezygnację. Wysłałam faksem. Najpierw udawali, że nie znają maila. Na moją odpowiedź, że przecież właśnie na niego piszą, odezwali się, że nie dostali faksu. Wysłałam skan. Cisza i potem nagle obciążenie na koncie 240zł. Teraz mail od nich, że przecież podpisałam przedłużenie umowy na 3 miesiące. To nadal 40 zł a nie 240.
– Zachęcona reklamą w sieci, założyłam konto Premium na jednym z portali randkowym. Kosztowało to 20 zł – wspomina pani Kinga. – Pomyślałam – warto spróbować, tym bardziej, że obiecywali prowadzenie selekcji partnerów, że są tu tylko tacy na poziomie, z wyższym wykształceniem, słowem elita. Zaczęłam dostawać pierwsze oferty, przeważnie od osób z wykształceniem średnim, nierzadko gimnazjalnym lub podstawowym. Były to osoby nieraz 20 lat młodsze lub starsze ode mnie, preferujące skrajnie różne od mojego style życia i upodobania. Zatem o selekcji nie mogło być mowy. Inna kwestia, że większość z nich nie miała konta Premium więc nie mogły odpisywać na wiadomości. Oczywiście zorientowałam się, że to zwykła ściema i nie planowałam dalszego odnawiania konta. Tymczasem portal zdecydował za mnie. Odnowili moje konto na kolejne 3 miesiące, co kosztowało prawie 240 zł. Kwota ta została pobrana przy użyciu mojej karty kredytowej i dowiedziałam się o tym sms-em z banku. Złożyłam reklamację, którą bank na szczęście uwzględnił i transakcję anulowano. Myślałam, że na tym koniec i więcej o nich nie usłyszę. Tymczasem okazało się, że nie mogę wejść na swój profil i usunąć go z serwisu, gdyż po próbie zalogowania dostaję komunikat, że zalegam z płatnością i w razie jej nieuregulowania zostanie wytoczony przeciw mnie proces windykacji. W regulaminie jest zapis o automatycznym przedłużaniu, ale nie widać tam faktycznych wysokości opłat. Jest tam też zapis, że serwis zobowiązuje się do wysyłania informacji o zbliżającym się terminie przedłużenia umowy, wysokości opłat i czasie trwania nowej umowy, ale z tego już nie wywiązał się. Według mnie to zwykle oszustwo, bazujące na niedoinformowaniu klienta.
Przykłady takie i podobne można by mnożyć. Mimo rezygnacji z usług tego typu portali, z kart kredytowych wciąż pobierane są opłaty. Stąd też oszukani łącza się w grupy, aby razem szukać rozwiązań, z pozwami zbiorowymi włącznie. Ich ideą jest również ostrzeganie innych przed nieuczciwością takich portali. Jedno jest pewne – trzeba uważnie czytać umowy i regulaminy, zanim się je podpisze.

Teresa Kraska, jest znaną w regionie dziennikarką i felietonistką Ziemi Lubańskiej. Pełni również mandat radnej Rady Miejskiej Lubania.
Autor: Teresa Kraska

