Bandyci porwali ją do domu publicznego
Miała dostać ciekawą i dobrze płatną pracę, darmowe wyżywienie oraz zakwaterowanie. Niestety oferta okazała się mrzonką, a kobieta w rzeczywistości została uprowadzona do agencji towarzyskiej w niemieckim Görlitz, gdzie była gwałcona i poniżana.
„Nie mam jak uciec. Okna mają kraty i są zamalowane na czerwono i nic nie widzę. Nie wiem gdzie są moje dokumenty, trzymają mnie pod kluczem. Boje się, chcę do domu jestem chyba w Görlitz” – mniej więcej, takiej treści dramatyczny sms z prośbą o pomoc, otrzymała rodzina dziewczyny, która wyjechała do pracy do Niemiec. Rodzina natychmiast powiadomiła o tym policję. Ale zacznijmy od początku.
Pewna młoda, bezrobotna kobieta złożyła w internecie gotowość do podjęcia pracy na terenie Niemiec. Opublikowała swoje CV i list motywacyjny. Ofertę pracy otrzymała już kolejnego dnia. Miała zarabiać 1000 euro tygodniowo, mieć darmowe wyżywienie i służbowe mieszkanie lub hotel. Praca miała polegać na sprzątaniu i pomaganiu w restauracji. Pomyślała, że szybko spłaci długi, „odkuje” się i zacznie nowe, lepsze życie.
Umówiła się przedstawicielką przyszłego pracodawcy w Zgorzelcu, która przyjechała po nią taksówką. Wspólnie pojechały do Görlitz. Dziewczyna w międzyczasie dostała napój z środkami odurzającymi, po wypiciu którego zaczęła tracić orientację i źle widzieć. Potem pamięta już niewiele. Kojarzy, że weszła do mieszkania, a w nim zamknięto ją w pokoju, w którym było tylko wiaderko na odchody, materac i jedno krzesło. Zabrano jej dokumenty. Porywacze przystawili jej nóż do gardła i kazali zadzwonić do bliskich, że już jest w pracy i że wszystko jest w porządku. Później jeden z porywaczy zgwałcił ją pierwszy raz, a po kilku godzinach jeszcze raz. Przez kilkadziesiąt godzin nie dostała nic do jedzenia.
Najprawdopodobniej bandyci ją testowali i widocznie doszli do wniosku że nie nadaje się do pracy w tej „branży”, bowiem po trzech dniach, w nocy, wsadzili do samochodu i po kilkunastu minutach jazdy wyrzucili z auta. Biegła przed siebie i trafiła na patrol niemieckiej policji. Funkcjonariusze kobietę przesłuchali i ok godziny 2 nad ranem odstawili na przejście graniczne Görlitz – Zgorzelec, gdzie przejęli ją polscy policjanci, którzy sprawdzili, że dziewczyna widnieje w rejestrze jako zaginiona. Mundurowi ze Zgorzelca zamiast zorganizować dla niej pomoc lub transport do domu, zostawili ją na jednej ze stacji paliw – odartą z godności zmęczoną, głodną i wystraszoną.
–Chodziłam po Zgorzelcu, nie było mnie stać na hotel. Miałam przy sobie 20 złotych. Byłam strasznie głodna. Nie miałam ani picia, ani jedzenia. Siedziałam na ławce do godziny 13.24, aż w końcu wsiadłam w pociąg. W domu byłam dopiero na drugi dzień o godzinie 18. To jest dla mnie niepojęte, że tyle przeszłam, a oni mnie po prostu zostawili jak psa. Nie zainteresowali się, że jest noc, że boję się, że te osoby mogą mnie śledzić, żeby znowu coś się nie stało – opowiadała kobieta reporterom TVN.
– Ta historia wygląda na przypadek handlu ludźmi. Najprawdopodobniej celem było komercyjne wykorzystanie seksualne czyli czerpanie zysku z jej aktywności seksualnej. Policja jest od tego, żeby każdemu obywatelowi zapewnić bezpieczeństwo. W tym przypadku szczególnie, bo mamy do czynienia z osobą pokrzywdzoną przestępstwem – mówiła dziennikarzom stacji Irena Dawid-Olczyk z fundacji La Strada, która już zaopiekował się porwaną, udzieliła jej pomocy i wsparcia psychologa.
W tej sprawie śledztwo prowadzi policja w Zielonej Górze, bowiem kobieta pochodzi z Województwa Lubuskiego i tam zostało zgłoszone jej zaginięcie, ale również policja w Görlitz, która jednak na tym etapie nie udziela żadnych informacji. Wiadomo tylko tyle że sprawcy dotąd nie zostali złapani.
Zachowanie zgorzeleckich policjantów skomentował rzecznik KPP w Zgorzelcu podkom. Antonii Owsiak. Dotarli do niego dziennikarze z zaprzyjaźnionego z nami portalu zgorzelec.info:
„Odpowiadając na pytania chciałbym poinformować, że pojawiające się w środkach masowego przekazu informacje na temat przebiegu interwencji podjętej przez zgorzeleckich policjantów w sposób nieprawdziwy przedstawiają całe zdarzenie.
Otóż 2 czerwca br. około godziny 01:00 w nocy Oficer Dyżurny zgorzeleckiej komendy otrzymał telefoniczne zgłoszenie od pracownika stacji paliw (znajduje się po polskiej stronie) mieszczącej się w pobliżu przejścia granicznego o przywiezieniu przez niemieckich policjantów obywatelki Polski. Warto w tym miejscu podkreślić, że nie było mowy w tym przypadku o przekazaniu kobiety polskim policjantom, gdyż to zawsze jest uwarunkowane szczegółowymi procedurami.
W tym przypadku kobieta została przywieziona przez niemieckich policjantów, którzy tłumaczyli, że prosiła ich o to, aby zawieźli ją do Polski. Ani niemieccy policjanci ani kobieta nie zgłaszała zgorzeleckim funkcjonariuszom żadnych okoliczności, o których później opowiadała w programie telewizyjnym. Dodam, że zgorzeleccy policjanci każde zgłoszenie traktują z jednakową powagą. Jednakże, aby podjąć konkretne działania pomocowe muszą mieć o tym wiedzę. W tym przypadku kobieta nic nie mówiła o jakimkolwiek przestępstwie, które miało być popełnione na jej szkodę.
Po sprawdzeniu w systemie informacyjnym Schengen okazało się, że kobieta jest poszukiwana jako osoba zaginiona do ustalenia miejsca pobytu. Zasadniczo w takim przypadku procedura sprowadza się do odebrania od osoby poszukiwanej oświadczenia o jej obecnym miejscu przebywania. Jednakże mając na uwadze późną porę oraz fakt znacznej odległości od miejsca zamieszkania, policjanci skontaktowali się telefonicznie z ojcem kobiety, który oświadczył, że nie przyjedzie po córkę. Kobieta oświadczyła, że pojedzie do domu pociągiem.”
Autor: Sławomir Piguła
