Andrzej Wajda. Filmy, rozmowa, kilka krótkich listów z Lubania
9 października odszedł Andrzej Wajda. Śmierć wybitnego reżysera, odbiła się szerokim echem w Polsce i na świecie. Jego filmy były jak kamienie milowe, kształtujące umysły i dusze Polaków. Bez wątpienia, jeśli chodzi o zasługi dla naszej kultury był jednym z „olbrzymów” i jeszcze za życia stał się legendą. Zapraszamy do lektury wspomnień Zdzisława Bykowskiego, który miał zaszczyt poznać Mistrza. Pokazują one Andrzeja Wajdę jako serdecznego człowieka, bardzo żywo zainteresowanego kontaktem z widzami.
Filmy
Patrzę na imponującą listę Jego filmów oraz inscenizacji teatralnych i telewizyjnych oraz daty ich powstania. Widzę, że w jakiś zastanawiający sposób twórczość Reżysera biegła równolegle z moim życiem.Byłem podrostkiem kiedy zobaczyłem Jego pierwszy obraz, „Pokolenie”. Pamiętam wrażenie po obejrzeniu wstrząsającego „Kanału”. I odbiór tego filmu w środowisku w którym rosłem (tuż po Październiku’56, opinie dorosłych którzy pierwszy raz oficjalnie zobaczyli na ekranach dramat powstańców, do niedawna więzionych i mordowanych „zaplutych karłów reakcji” z AK; wychowany zostałem w kulcie Powstania Warszawskiego).„Popiół i diament” – dramatyczne wybory Polaków po wojnie.I tak mógłbym wymieniać dziesiątki Jego dzieł. I każde warte głębokiego eseju.Lista ekranizowanych autorów tworzą kanon każdego myślącego człowieka: Adam Mickiewicz, Stanisław Wyspiański, Fiodor Dostojewski,Michaił Bułhakow, Stefan Żeromski, Jarosław Iwaszkiewicz, Jerzy Andrzejewski, Stefan Reymont, Joseph Conrad-Korzeniowski, Tadeusz Konwicki, Aleksander Fredro. Zawsze Jego filmy zadawały mi fundamentalne polskie i uniwersalne pytania. I zawsze czułem się w obowiązku próbować znaleźć na nie odpowiedzi.Uczyły mnie piękna i dobra. Mądrego, nie hałaśliwego – choć często trudnego – patriotyzmu.Także prawdy, mimo że większość Jego filmów powstała w PRL-u, pod presją cenzury (widzowie w tamtych czasach byli mistrzami w bezbłędnym odczytywaniu niedopowiedzeń, aluzji i metafor). Jego filmy wpisywały się w moje życie nawet w pobocznych zdawałoby się akcentach, dla mnie osobistych: „Niewinni czarodzieje” (1960) – moja fascynacja jazzem. Inna epoka, inny okres mojego – i Polski – życia: myślę, iż zaskakująco gorzka końcówka „Człowieka z żelaza” (w obliczu euforii po podpisaniu Porozumień Sierpniowych partyjny aparatczyk mówi dziennikarzowi: „…To porozumienie nie jest ważne (…) zawarte pod przymusem (…) ot, kawałek papieru…”) w jakiś sposób przygotowało mnie do trudnego okresu stanu wojennego. Warto dodać, iż filmy Andrzeja Wajdy zawsze dotyczyły przede wszystkim Polski. Także te realizowane za granicą („Piłat i inni” czy „Danton”). Po prostu żył Polską. Ale ich fenomen polegał i na tym, że język Wajdy był też uniwersalny, czytelny na całym świecie. Przykład „z dołu”, nie z wyżyn Akademii czy jury przyznających Oskary czy Złote Palmy: 20 lat temu przyjaźniłem się z Amerykaninem, który w lubańskim Ogólniaku uczył jęz. angielskiego. Zwierzał mi się, że przed przyjazdem do Lubania znał tylko trzy polskie nazwiska: John Paul II, Wałęsa i Wajda…Nigdy nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę miał okazję osobiście spotkać Andrzeja Wajdę. Stało się to za przyczyną Adama Michnika z którym mam honor przyjaźnić się od 26 lat.
Naczelny Gazety Wyborczej zaprosił mnie na 10 listopada 2010 r. do Pałacu Prezydenckiego na uroczystość wręczenia mu Orderu Orła Białego. Tuż przed uroczystością ośmieliłem się podejść do Andrzeja Wajdy. Przestawiłem się, zacząłem coś tam dukać na temat znaczenia dla mnie Jego filmów. Nasza rozmowa okazała się nie być li tylko zdawkową wymianą zdawkowych uwag (jak to chyba bywa na podobnych uroczystościach). Z miejsca, z pasją, pan Wajda zaczął mówić mi o bardzo ważnych dla Niego przygotowaniach do filmu „Wałęsa”. O wewnętrznym przymusie zrobienia tego filmu. O presji czasu (wiek, zdrowie, odchodzenie świadków). I o… strachu przed przyjętym wyzwaniem. Zwierzył mi się, iż jeszcze nigdy tak się nie bał realizacji filmu. Największe chyba wrażenie zrobiła na mnie Jego bezpośredniość. Jego skupienie całej swojej życzliwej uwagi na rozmówcy. Zaufanie, a nawet jakby złożenie w ręce – nieznajomego przecież – swojej ufności. Dla mnie, któremu filmy i inscenizacje pana Wajdy – jak napisałem wyżej – towarzyszyły od najmłodszych lat, tych kilka minut z Nim rozmowy było, i pozostaje niezwykle ważnym doświadczeniem.
- października 2013 r. obejrzałem film „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. Wywarł na mnie wielkie wrażenie. Chciałem się nim podzielić m.in. z Adamem Michnikiem. Napisałem do niego:
[…] Po prośbie. Gdybyś miał okazję spotkać w najbliższym czasie pana Andrzeja Wajdę, będę zobowiązany za przekazanie mu moich najgorętszych podziękowań i gratulacji za film o Lechu.(podobno na moją prośbę Adam spełnił kilka lat wcześniej, w przypadku podziwianego przeze mnie śp. Vaclava Havla – przyp. autor). Film – mistrzostwo świata! Reżyseria, scenariusz, aktorstwo, kompozycja, zdjęcia, realia, połączenie i-dla-Polaków-i-dla-świata – też takież. Nawet nowoczesna muzyka, co z w moich ustach (klawiaturze) – przyznasz – wiele znaczy (a w muzycznym rozwoju zatrzymałem się na starym bluesie, rocku i jazzie). I te „smaczki” Lecha, w rodzaju: „… bo ja myślę to, co mówię”. Kiedyś, w jakimś programie literackim pan Janusz Głowacki sypnął się, iż przy pracy nad scenariuszem spotkał się – w obecności pana Wajdy – i z Tobą. Oglądając film domyśliłem się, z kim scenarzysta konsultował np. realia 48 godzin. Tylko u mnie w celi nigdy w dzień nie było kocyka a drewniane wyro było nachylone o kilka stopni tak, iż leżąc człek miał zawsze wrażenie, iż się zsuwa. No, ale higiena komisariatu
była najważniejsza (praktyczne to było do spłukiwania rzygowin po pijaczkach, a i aresztantów miało zbytnio nie rozpieszczać). Ale nie było na co zbytnio narzekać. Co żem na 48 godzinach poczytał, to moje. Bowiem do 1989. nie rozstawałem się z zestawem: szczoteczka i pasta do zębów, mydło, ręczniczek i książka (za pierwszym razem przekonałem dyżurnego, że przecież na książce się w celi nie powieszę). I – myślę – Twoją zasługą jest znakomite oddanie spraw około-SB-ckich (przesłuchania i ichnie zagrywki). Oddzielne hołdy reżyserowi należą się za znakomity, wzruszający wątek pani Danuty. Oglądając te sceny z wdzięcznością myślałem o mojej śp. Żonie (zachowując proporcje oczywiście). Od 1989 r. powtarzam, że to nasze żony, dziewczyny, matki czy córki były prawdziwymi bohaterkami tamtego czasu. A że były tak wspaniałe i niezwykłe, właściwie nie mieliśmy wyjścia. Musieliśmy zachowywać się przyzwoicie.
Przywołałem Adamowi moje spotkanie z panem Wajdą w Pałacu Prezydenckim:
[…] Większość rozmowy dotyczyła właśnie jego pracy nad filmem. I właściwie to on mówił. O odczuwanym obowiązku zrobienia tego filmu, o upływie czasu (jego wiek i zdrowie, odchodzenie świadków), o swoim lęku przed tym filmem. Wyobraź: gigant światowego kina jakiemuś nieznanemu typowi z jakiegoś Lubania![…].
Nie była to żadna recenzja, raczej zapis kilku, jeszcze niepoukładanych odczuć. Nazajutrz dostałem od Michnika maila:
Drogi Zdzichu,
[…] Twój list przekazałem Andrzejowi Wajdzie.
Pozdrawiam
Adam
Zamurowało mnie. Po raz kolejny przekonałem się, iż rację mają twierdzący, że ten Michnik jest naprawdę szalony…Z miejsca odpisałem:
[…] No to żeś mnie urządził… Pisząc o filmie chciałem, kiedyś, przy okazji, w rozmowie, rzucił panu Wajdzie kilka słów gorących podziękowań i gratulacji ode mnie.A Ty…?!Gdybym wiedział, postarałbym się skreślić coś mądrzejszego. O ile świadomość, że to może przeczytać Reżyser nie sparaliżowałaby mnie do cna.No, ale co ja narzekam? Jak bym nie wiedział, z kim się zadaję… […]
Po godzinie – kolejny mail. Tym razem… od pani Krystyny Zachwatowicz-Wajdy, żony Reżysera:
[…] Adam przesłał na mój adres mailowy Pana list o filmie „Wałęsa” – mąż się bardzo ucieszył i napisał do Pana – ale ponieważ nie uznaje maili tylko pisze ręcznie – bardzo proszę o przysłanie adresu, żebym mogła wysłać jego list.S
erdecznie pozdrawiam – dziękując za tak miłe słowa!!! […]
Zamurowało mnie po raz wtóry. Przyznaję: napociłem się przy odpowiedzi. Po 2-3 dniach w skrzynce pocztowej znalazłem list skreślony ręką Reżysera:
Szanowny Panie,
List Pana o moim filmie WAŁĘSA otrzymałem od Adama Michnika.Dziękuję za wszystkie dostrzeżone w tym filmie „plusy dodatnie”. Takiej recenzji rozumiejącej moje intencje jeszcze z tego filmu nie dostałem.Nasi recenzenci i specjaliści, głównie wyrażali miłe zdziwienie, że w moim wieku chce mi się jeszcze robić filmy.Dobre i to!Ja myślę, że film daje się oglądać i co ważniejsze przy tak trudnym materiale, gdzie historia wymaga jeszcze osoby Lecha na ekranie.
Raz jeszcze dziękuję za recenzję, skryję ją głęboko w moim sercu.
z wyrazami przyjaźni
Andrzej Wajda
Czułem się w obowiązku o przesyłce poinformować „winowajcę” zamieszania, Adama Michnika. Odpisał mi:
[…] Cieszę się, że zrobiłeś wielką przyjemność Andrzejowi Wajdzie, ponieważ zasłużył na to, tak jak my zasłużyliśmy na jego film […]
Film ”Wałęsa” w TV
Gdy dwa lata później zapowiedziano emisję filmu w telewizji, byłem ogromnie ciekaw, jak go odbiorę na małym ekranie (a mam naprawdę mały ekran). I po latach, w tak zmienionej polskiej rzeczywistości. Film ponownie mnie zachwycił.Przez kilka dni broniłem się przed pokusą ponownego napisania do państwa Wajdów. Uległem. Znowu skreśliłem kilka – moim zdaniem nieporadnych – zdań.Po paru dniach znalazłem w skrzynce niezwykłą przesyłkę. Było to okolicznościowe, wręczane gościom podczas światowych premier „Wałęsy. Człowieka z nadziei” wydanie filmu na DVD z niezwykłym albumem dokumentującym drogę do wolności bohatera filmu, „Solidarności” i Polski. Z autografami Lecha Wałęsy oraz Andrzeja Wajdy. Na stronie tytułowej znalazłem odręczny dopisek Reżysera:
Z podziękowaniem za doskonałą recenzję WAŁĘSY po latach.
Andrzej Wajda
19.XI.2015 r.
90 lat
W dniu 90. urodzin Andrzeja Wajdy do późnego wieczora męczyła mnie myśl: wysłać życzenia, czy nie wysyłać? Czy znowu się narzucać? Czy nie zostanie to poczytane jako natręctwo? Uznałem, że jednak powinienem. Przyznaję: liczyłem też na wyrozumiałość pani Krystyny Zachwatowicz, anioła tego małżeństwa.Więc ponownie mozół znalezienia odpowiednich słów.Pozwoliłem też sobie napomknąć, iż obaj z Reżyserem wywodzimy się z jednych stron: Andrzej Wajda urodził się w Suwałkach, ja po kądzieli pochodzę z należących do dawnej „guberni suwalskiej” Sejn. Przywołałem też tamtejsze – jedyne w swoim rodzaju – malownicze krajobrazy na które natknąłem się w Jego filmach, jak np. widok przemarszu wojsk napoleońskich w końcowych scenach „Pana Tadeusza”.
29 marca otrzymałem kolejny list:
Panie Zdzisławie,
dziękuję za pamięć i liczne wspomnienia z Suwalszczyzny i krajobrazu w Smolnikach.
Pozdrawiam serdecznie, Krystyna również przesyła wyrazy przyjaźni.
Andrzej Wajda
Zmarł
- czerwca br. po raz kolejny spotkałem się w Warszawie z Adamem Michnikiem. Zwykle poruszamy setki najróżniejszych tematów. Tym razem jakoś nam wyszło, iż dużą część naszej rozmowy poświęciliśmy osobie Andrzeja Wajdy. Adam mówił o swojej wieloletniej bliskiej przyjaźni z panią Krystyną i Reżyserem. Ja – o znaczeniu dla mnie Jego twórczości. Obaj – o szczęściu, że możemy być Im współcześni.
Zmarł. Miał tyle planów. Tak bardzo chciał nakręcić kolejne filmy, zadać nam kolejne ważne pytania. Nie zdążył.

Zdzisław Bykowski – założyciel i związkowiec „Solidarności”, działacz opozycji demokratycznej, więziony i internowany w PRL. Pierwszy Burmistrz Miasta Lubań.
Autor: Zdzisław Bykowski



