Polsko-Niemieckie Dni Mediów
Zbliżały się VI Polsko-Niemieckie Dni Mediów we Wrocławiu. W gronie redakcji podjęliśmy decyzję, że pojedziemy reprezentować nasz „Przegląd Lubański”. Tym razem pojechałem sam, choć w zeszłym roku w Schwerinie byliśmy we dwójkę z Januszem Skowrońskim. Dni Mediów połączone z wręczaniem nagrody za najlepszą audycję radiową, telewizyjną czy artykuł o tematyce polsko-niemieckiej, odbywają się corocznie, naprzemiennie w trzech polskich i niemieckich województwach połączonych granicą państwową. Są świetną okazją do nawiązywania kontaktów transgranicznych. Wysoki profesjonalizm strony niemieckiej objawia się niejednokrotnie znajomością języka polskiego, co znacznie ułatwia kontakty dziennikarzom polskim nieznającym biegle języka niemieckiego. Zawsze pozostaje wspólna płaszczyzna angielskojęzyczna, w ostateczności tłumaczenie symultaniczne zapewniane przez organizatorów na każdej debacie lub warsztacie.
Zapowiedziało się ponad 300 uczestników, jednak obecna powódź w Saksonii i Brandenburgii wstrzymała przyjazd kilku ważnych przedstawicieli z tych landów. Cóż byli bardziej potrzebni na miejscu olbrzymiej klęski żywiołowej.
Zaczęło się w czwartek 6 czerwca wieczorną debatą „Media w czasach przełomu – jakiego dziennikarstwa potrzebuje świat?”. Mówcy tak się rozpędzili w wypowiedziach, że nie starczyło czasu na dyskusję z „salą”. Nic jednak straconego, po krótkiej przerwie na przejście do pobliskiego Konsulatu Generalnego Republiki Federalnej Niemiec kontynuowano rozmowy w jeszcze bardziej przyjaznej atmosferze, czyli z piwem lub lampką doskonałego wina w ręku. Dla wielu dziennikarzy zaskoczeniem była tak tłumna reprezentacja polsko-niemieckiego biznesu. Po prostu Konsulat połączył coroczne spotkanie Polsko-Niemieckiej Izby Handlowej z bankietem na cześć uczestników „Dni Mediów”. Eksperyment, który może zdarzyć się jedynie raz na sześć lat, okazał się doskonałym pomysłem integracyjnym. Co nie bez znaczenia – pogoda dopisała na tej plenerowej imprezie.
Następnego dnia czekał nas cały dzień debat plenarnych i wielotematycznych warsztatów. Dopiero wieczorem we wrocławskiej operze odbyła się kulminacja VI Polsko-Niemieckich Dni Mediów, czyli uroczyste wręczenie nagród po 5000 euro w każdej kategorii. Werdykt jury ogłaszano na scenie wobec zgromadzonych, nominowanych do nagrody dziennikarzy. Sądząc po żywiołowych i szczerych reakcjach nagrodzonych, tajemnica ich zwycięstwa utrzymana została do ostatniej chwili. W tym roku konkurs wygrali Nikola Sellmair (Stern), Cezary Galek (Radio Zachód) oraz Matthias Frickel (Deutsche Welle).
Wręczaniu towarzyszyła prezentacja nagrodzonej pracy i laudacja znawcy uzasadniająca decyzję jury. Kolejne werdykty oddzielono występami zespołu znanego z teledysku promującego Dolny Śląsk. Warto dodać, że Marszałek naszego województwa Rafał Jurkowlaniec ufundował i osobiście wręczył nagrodę specjalną dla dziennikarza, choć niepokornego jak sam stwierdził, to jednak bardzo zasłużonego dla promowania Dolnego Śląska, Michała Kokota z „Gazety Wyborczej” za tekst pt. „Jak niemiecki elektryk zaraził nas radością”
Radość nagrodzonych i szczery żal pozostałych i mój także, że znów koperta z czekiem powędrowała w inne ręce nie przeszkadzała nam spotkać się w kuluarach, by fetować ich sukces. Pogoda znów dopisała i ciekawe rozmowy toczyły się również na tarasie opery w noc rozświetloną miłym ciepłym blaskiem ulicznych latarni z ulicy Świdnickiej.
Jest w zwyczaju, że każdy z kolejnych gospodarzy pragnie na koniec pobytu swoich gości zaprezentować coś, czym pragnie się pochwalić, co uważa za ciekawe zjawisko na tle swego kraju. Zielona Góra pokazała pomnik Chrystusa Króla w Świebodzinie, Poczdam – Babelsberg, Szczecin – przyrodę Zalewu Szczecińskiego i piwnice pełne win, Schwerin – swoją starówkę miasta-rezydencji, Drezno – zautomatyzowaną montownię samochodów, a Wrocław postanowił zaprosić nad Stawy Milickie. Pod wodą pełno ryb, nad wodą z mnogością ptaków wędrownych, a pomiędzy tymi żywiołami grasujące bobry ścinające wszystko co „pionowe na ich drodze”. Wracając z przejażdżki konnymi powozami po terenach chronionej przyrody spróbowaliśmy ptasich przysmaków, czyli ryb, w postaci jednak przetworzonej przez lokalną smażalnię i wędzarnię. Muszę przyznać, również w imieniu innych, że wybór organizatorów był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Cała konferencja była też zresztą zorganizowana bez zarzutu.
Powiedzą Państwo, że redaktor pojechał na konferencję i ciągle coś, jak nie jadł, to gadał. To prawda, można było się spełnić w tych pokusach. Ważne jest jednak też to, że w sobotnie popołudnie pudełeczko z wizytówkami z nagłówkiem Przegląd Lubański byłoby prawie całkiem puste, gdyby nie zapełniło go wiele różnokolorowych kartoników z nazwami znanych i mniej znanych redakcji tak z Polski, jak i z Niemiec.
Andrzej Ploch
Polsko-Niemiecka Nagroda Dziennikarska ustanowiona została przez kraje związkowe Brandenburgię, Meklemburgię-Pomorze Przednie, Wolny Kraj Saksonię, województwa Zachodniopomorskie, Lubuskie, Dolnośląskie, Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Fundację im. Roberta Boscha. Fundatorzy nagrody pragną przyczynić się dzięki niej do polepszenia wiedzy sąsiadów o sobie nawzajem oraz do wzajemnego zrozumienia polityki, gospodarki, nauki, kultury oraz społeczeństwa w Polsce oraz Niemczech.
Link do oficjalnej strony Polsko-Niemieckich dni Mediów. Znajdziecie Państwo tam te informacje o których nie wspomniałem, oraz informacje o nagrodzonych pracach.


