Moje Izery
Wędrując po Pradze możemy się spotkać z napisem na torebce cukru: „W Izerskych Horach vzdycky krasny”. To prawda, że góry te mają swoisty urok. Niezbyt wysokie, leżące na pograniczu trzech państw, z najwyższym szczytem 1124 metry – Smrekiem. Od wschodu przepływa rzeka Kamienna w Szklarskiej Porębie, na zachodzie rzeka graniczna czyli Nysa Łużycka. Mają tu swoje źródła urokliwa Izera i nasza Kwisa. Jest najwyżej w Polsce położona kopalnia kwarcu, kopalnia Stanisław. Tu znajdują się uzdrowiska jak Świeradów i Czerniawa, a po stronie czeskiej Laźne Libverda, gdzie to bywał na kuracji m.in. Karol Maria von Weber.
„Zawsze, tam pięknie” – mówią nasi południowi sąsiedzi. Łagodne, zalesione wzgórza przyciągają masy turystów. Wiele atrakcji, i to różnorodnych – wyjątkowo świetnie utrzymane i konserwowane gotyckie lub renesansowe zamki, jak ten we Frydlancie, w Libercu czy w Gtapstejnie. Liczne wieże widokowe na szczytach jak Studzianka, Spicak, Hvezda i inne. Jeden z najokazalszych ogrodów zoologicznych i botanicznych w Europie – znajdują się w czeskim Libercu. Małe Hejnice to z kolei słynąca cudami uzdrowień świątynia barokowa do której pielgrzymują od wieków nie tylko Czesi, ale i Niemcy, Serbołużyczanie, a także Polacy. Liczne schroniska przy szlakach turystycznych. I doskonała komunikacja. Zastanawiające, że niemal do każdej małej miejscowości w tych górach (wciąż mówimy o stronie czeskiej) można się dostać kolejką szynową, bo szynobusy, lekkie i ciche, kursują z regularnością co dwie godziny. Na tak niewielkim obszarze gór można dojechać np. Z Liberca do Harrachowa lub Frydlantu, a z tego ostatniego dokąd dusza zapragnie, bo I do wyżej wspomnianych Hejnic, I do Nowego Mesta pod Smrekiem, I do Bilego Potoku także pod Smrekiem, a nawet do Cernousów pzy granicy z naszym Zawidowem. Jeden, lub dwa wagoniki, często z samoobsługą (automaty biletowe są w szynobusach).
I, mój Boże, jakoś ci Czesi nie plajtują. Liczne pociągi kursują regularnie, ku zadowoleniu pasażerów. Te graniczne góry trafiły i do literatury. Zamek we Frydlancie stał się inspiracją dla jednego z arcydzieł literatury światowej czyli właśnie dla powieści pt. „Zamek” Franza Kafki. Ten to autor „Procesu” napisał też opowiadanie pt. „Miłość w górach Izerskich”. Z kolei po śląskiej już stronie góry te trafiły do dramatu laureata nagrody Nobla – do sztuki umiejscowionej w schronisku Orle. Mowa o utworze Gerharda Hauptmanna pt. „A Pippa tańczy”
Po czeskiej stronie „jest zawsze pięknie”. I chciałoby się, aby tak było i po polskiej. Niestety, tu musimy się rozczarować. F to głęboko. Darujmy już sobie straty ekologiczne i „czarny trójkąt” u zbiegu granic trzech państw, gdzie to w poprzedniej epoce kopalnie węgla brunatnego, i to zarówno czeskie i niemieckie, a szczególnie nasz Turoszów wysyłał w prezencie górom Izerskim siarczki wodoru czy kwaśne deszcze, aż wyginęły drzewa doszczętnie, i to szczególnie po polskiej stronie, którą upodobały sobie zachodnie wiatry. Dzięki Bogu, po transformacji, Niemcy zamknęli swoje nieszczęśliwe kopalnie (Hirschwelde), a Czesi i Polacy… Oto, co możemy przeczytać w Rzeczypospolitej; „Kilka dni temu byłem przejazdem po obu stronach granicy. Obraz krainy pod polskim zarządem jest przerażający dla Wielkopolanina: gigantyczna dziura w ziemi, zniszczone środowisko, wszechobecne brud, szarość i dziadostwo. Tyle narodowego dobra zostało tu przez lata wytworzone, a nie widać śladu rekultywacji ani oznak dostatku obywateli. Nie wybudowano nawet porządnej drogi do Zgorzelca. Eksploatacja kolonialna w Afryce (której następstwa poznałem) wydaje się całkiem rozsądnym systemem gospodarczym w porównaniu z eksploatacją „worka turoszowskiego”. – Tomasz Sioda, „Rz.” 05.05.2004.
W porównaniu do strony południowej – po naszej obraz smutku i rozpaczy. Brudne wsie, zagajniki i lasy pełne śmieci wożonych tam przez wieśniaków. W lasach wnyki na dzikie zwierzęta, których prawie już nie ma. Gdzie się podziały zające i sarny, które pamiętam z lat dzieciństwa? Zrujnowane zabytkowe pałace i zamki: śladu nie ma po barokowym pałacu w Mikułowie, (przypomniał go „Teleexpres” w 1991 roku pokazując fragment przedwojennej niemieckiej kroniki) spłonął we Włosieniu, a jeden z najpiękniejszych, reprezentacyjny pałac w Radomierzycach – władza ludowa doprowadziła do miny po wcześniejszym zawłaszczeniu dzieł sztuki przez prominentów. Sypie się barokowy pałac w Biedrzychowicach. Ruinami są okazałe niegdyś pałace w Kościelniku, w Gryfowie i w Starej Kamienicy.
Urokliwe małe wioski leżały na szczytach gór Izerskich, na pograniczu śląsko-czeskim do końca drugiej wojny światowej. Ale po wyzwoleniu i powrocie tych ziem do Macierzy, dziarscy żołnierze Wojska Polskiego, wówczas Ludowego, postanowili zrobić porządek z tymi reliktami przeszłości i najzwyczajniej w świecie stare, zabytkowe chałupy górali z Wielkiej Izery w ilości trzydzieści siedem, wysadzili w powietrze. Jedynie przypadkiem ostał się jeden budynek, była szkoła. Obecnie to małe schronisko górskie, czyli Chatka Górzystów, zresztą sympatyczna, mimo że bez prądu stałego i wody, którą się jednak dowozi.
Świeradów, dawna perlą uzdrowisk izerskich, posiadający i lecznicze źródła i w dobrym stanie infrastrukturę, chyli się ku upadkowi. Obecnie kurort ten coraz bardziej gardzi naszym ubogim i schorowanym rodakiem z Polski, a agresywnie namawia zasobnych w euro kuracjuszy zza Nysy Łużyckiej do przyjazdu. Jakże to dziwnie historia się plecie. Toż to w średniowieczu też tu przybywali z Zachodu ludzie, chociaż nie kuracjusze, ale słowiańscy Milczanie, którzy uciekając pod naporem Niemców osiedlali się u podnóża naszych gór, czcili tu swojego pogańskiego bożka Lwińca (mężczyzna z lwem na barkach, i jak mówi legenda, figurę bożka tego ukryto na zboczach góry, nazwanej stąd Białym Lwińcem.
W tym to uzdrowisku bywał poeta rosyjski Włodzimierz Majakowski. Jeszcze do niedawna, między innymi jego podobiznę, dzieła plastyczne byłego prezydenta Czech Vaclawa Havla lub też historię uzdrowiska w postaci zdjęć I akwareli można było obejrzeć w oryginalnym Muzeum Sztuki Reduktywnej. Ale władze Świeradowa wolą mamonę, smak warzonego piwa i sztukę biesiadną- od sztuki wysokiej, wymagającej nieco wysiłku intelektualnego i odległej od płytkich gustów, muzeum więc niedawno zlikwidowano, a w zabytkowej chałupie utworzono kolejną knajpą i hotel. Wspomniałem o wsiach Pogórza Izerskiego. Środowiska skłócone. „Klinika Lalek”, czyli teatr, któremu udzielili gośćmy mieszkańcy malej wsi Wolimierz, zapomniała o obietnicach działalności na rzecz środowiska – i jak pisze prasa – bardziej ulega urokom wyskoków alkoholowo-narkotykowych i agresywnej, głośnej muzyki zakłócających nocny spokój mieszkańców wsi. Mieszkańcy gminy Stara Kamienica walczą z bezwzględna kopalnią bazaltu, która bezczelnie, nie licząc się z walorami krajobrazu, chce wydrzeć pięknym wzgórzom ukryty tam kamień I przegonić na cztery wiatry turystów spragnionych ciszy i odpoczynku. Podobnie w gminie Platerówka, gdzie także czynione są zakusy eksploatatorów bazaltu na najwyższy szczyt w gminie.
Schroniska – zostało ich niewiele, w tym niezwykle urokliwe na Stogu Izerskim. Jakże przyjemnie było tam się zatrzymać, gdy kolejny dzierżawca był sympatykiem stowarzyszenia AA i krzewił kulturę trzeźwych wędrówek. To tam przeczytałem pierwszy raz w życiu Desideratę z jej optymistycznym przesianiem.
Spłonęło schronisko na Wysokim Kamieniu. A nawet szkolne schronisko w Kamieniu koło Mirska też zostało niedawno utrupione.
Osobna kwestia – to komunikacja. Chciałoby się powiedzieć „gdzie są niegdysiejsze śniegi?”, gdzie urokliwe pociągi, regularnie kursujące – jak to obecnie jest w Czechach?
Nie ma śladu po linii kolejowej z Gryfowa do Lubomierza i Lwówka Śląskiego. Od lat tylko chaszcze i zielsko rosną na trasach kolejowych z Lubania do Leśnej, z Lubania do Bogatyni i Zgorzelca, z Gryfowa do Świeradowa czy Mirska. A kolejka izerska ze Szklarskiej Poręby do czeskiego Harrahova? Przed wojną była wielką atrakcją, kursowała tam zębatka. Ale mamy XXI wiek i ten relikt według decydentów, i to polskich, jest zbędny, mimo że Czesi gotowi są dać swój własny tabor do obsługi tej trakcji. Niechaj złodzieje kradną tory, niechaj dworce idą w ruinę, ale polska kolej ma się dobrze! Chociaż byli nawet ministrowie, jak choćby Syryjczyk, który przejechał się okazyjnie kolejką izerska i obiecał szumnie sprawę ruszyć do przodu (lub do góry), ale te góry okazały się dla niego za duże i pozostały tylko czcze obietnice.
Chociaż w tych naszych górach jest także coś niecoś pozytywnego. Odrasta powoli drzewostan. Są liczne jagody i grzyby. Nieśmiało osiedlają się we wsiach izerskich artyści, a nawet cudzoziemcy. Przykładem – Kopaniec. Powstają gospodarstwa agroturystyczne. Zamek Czocha przeistoczył się, z wojskowej, zamkniętej twierdzy, w otwarty obiekt turystyczny. Czynne są dość liczne przejścia turystyczne do Czech. Ale to wciąż za mało. Chciałoby się tak dobrze wędrować i odpoczywać jak po czeskiej stronie Izerskich Hor.
Jan Hanc


