Jak truliśmy, tak trujemy
Niewiele, bo ponad 7 lat temu, Polska wraz z innymi nowymi członkami Unii Europejskiej dołączyła do strefy Schengen – obszaru bez kontroli na granicach wewnętrznych, tworzonego przez 25 państw. Nie mamy już granic. Jednak rzeczywistość w naszym kraju jest mało unijna a granice pozostały, tym razem w naszych głowach. Dlaczego?
Prozaiczny przykład – polskie miasta są najbardziej zatrutymi w całej wspólnocie, a zwłaszcza zimową porą, kiedy palimy w piecach węglem kamiennym, śmieciami, odpadami i sam Bóg wie czym jeszcze. I na nic zdają się apele i akcje w stylu: „Kochasz dzieci, nie pal śmieci”, „Palenie węglem to śmierć” itp. Jak paliliśmy, tak palimy. Z biedy? Oczywiście że nie.Raczej z czystej głupoty i braku wyobraźni. Nie odstrasza też wysoka cena węgla kamiennego, dalej się nim pali mimo że na rynku dostępny jest ekowegiel, tańszy niż kamienny lub brykiet z odsiarczonego węgla brunatnego i cała gama brykietów drzewnych. W Lubaniu, podczas bezwietrznej pogody, po przejściu kilkuset metrów pachniemy…….. kotłownią, i to w najlepszym wypadku, ponieważ niekiedy swąd jest tak intensywny, że aż zatyka nozdrza. Od węgla w ogrzewaniu gospodarstw domowych odeszły Niemcy, Wielka Brytania, Irlandia, Węgry, Czechy, Słowacja i Słowenia. Odchodzi Estonia, Litwa i o wiele biedniejsze Rumunia i Bułgaria. A my? Dalej się trujemy. Z głupoty i z bardzo silnego węglowego lobby.
Być może wreszcie ktoś odważy się podjąć decyzję o zakazie palenia śmieci i węgla. Zresztą musi, bo tego wymaga sama Unia Europejska. Tylko że do tego czasu z powodu emisji trucizn z węgla i śmieci, wypalanych w domowych piecach umrze wiele dzieci i wielu dorosłych. Czyż to nie dowód na to, że dalej istnieją granice?
I węgiel:
Polska zajmuje czołowe miejsce w Europie pod względem wielkości emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Głównymi przyczynami tak dużej emisji dwutlenku węgla są:
– produkcja energii elektrycznej i cieplnej niemal wyłącznie z węgla, który charakteryzuje się znacznie wyższymi współczynnikami emisji dwutlenku węgla w stosunku do gazu ziemnego i paliw ciekłych,
– nieefektywność systemu energetycznego i marnotrawstwo energii,
– struktura przemysłowa z dużym udziałem gałęzi najbardziej energochłonnych (przemysł wydobywczy i hutnictwo),
– duży udział ogrzewania indywidualnego zużywającego węgiel w sektorze mieszkaniowym.
I śmieci:
Najczęściej spalaniu ulegają odpady typu: papier, kartony, mieszane materiały z opakowań (tworzywa sztuczne – plastik, folia; metal – puszki po napojach), stare umeblowanie. W procesach spalania ważną rolę odgrywa temperatura spalania, gdy jest niewłaściwa (zbyt niska) w emitowanych spalinach powstają zanieczyszczenia, których oddziaływanie na środowisko naturalne i zdrowie ludzi jest bardzo szkodliwe. Spalanie różnego rodzaju materiałów w paleniskach domowych odbywa się właśnie w niskich temperaturach (200–500 °C). Procesowi temu towarzyszy emisja zanieczyszczeń do atmosfery, takich jak:
– pył (suchy)
– związki organiczne oznaczone jako węgiel całkowity
– tlenek węgla (CO)
– nieorganiczne związki chloru oznaczone jako HCL
– nieorganiczne związki fluoru oznaczone jako HF
– tlenki azotu jako NOx
– dwutlenek siarki (SO2)
– metale ciężkie zaliczane do klasy I (kadm, rtęć, tytan), II (arsen, kobalt, nikiel, selen), III (ołów, chrom).
Autor: SP

Aby nie zanieczyszczać powietrza w miastach wymyślono miejskie gazownie. Produkowały koks spalający się prawie bezdymnie, gaz spalany w kuchenkach i oświetlający ulice, oraz smołę pogazową stosowaną do uszczelnień. Gdzie są te gazownie i komu przeszkadzały? Chyba nie „lobby gazowemu”?
Panie Andrzeju, miejskich gazowni nie wymyślono po to aby nie zanieczyszczać powietrza w miastach, ale aby zapewnić gaz do oświetlenia ulicznego i kuchenek domowych. Bo to było nowocześniejsze, wygodniejsze itd. Wtedy nikt jeszcze gazem nie ogrzewał mieszkań, a w domowych paleniskach spalano wyłącznie węgiel. I w tamtych czasach nikt się ochroną środowiska nie przejmował. Były ważniejsze problemy. Zresztą skala emisji nie była duża.
A odnośnie Pańskiego pytania gdzie są i komu przeszkadzały te gazownie odpowiem również pytaniem: Jak Pan myśli dlaczego zlikwidowano koksownie na Śląsku?
Niestety brutalna prawda jest taka, że w procesie zgazowania węgla i otrzymywania owego czystego gazu generatorowego czy koksowniczego wytwarza się sporo trucizn jak np. siarkowodór.
Wydaje mi się, że historia miejskich gazowni rozpoczęła się w Londynie. Pewnej zimy powstał tam taki smog ze spalania węgla, że uchwalono zakaz palenia węglem. Można było natomiast palić koksem z miejskich zakładów. Powstały w procesie koksowania gaz po raz pierwszy wykorzystano w latarniach ulicznych… Co do wielkich koksowni na Górnym Śląsku to zaczęto je zamykać głównie z powodu braku odpowiedniego surowca, czyli węgla koksującego z Wałbrzycha. Sprawa koksu jest ciekawym zagadnieniem, zwłaszcza, że jest on niezbędny w procesie wielkopiecowym i został uznany za deficytowy surowiec strategiczny w UE.
Moją pierwszą pracą było projektowanie remontów mokrych zbiorników na gaz. W Zdzieszowicach lub w Knurowie zostałem pilnie wezwany do zakładów koksowniczych w celu zaprojektowania pochodni. Zbiorniki gazu i sieć krajowa nie były w stanie odebrać nadwyżek produkowanego gazu i był on rurą fi 30 cm wypuszczany bezpośrednio do atmosfery. 50 metrów za bramą zakładu dzieci bawiły się w piaskownicy jakby nigdy nic…