Niebezpieczne pluskwiaki śródziemnomorskie już w Lubaniu

W Lubaniu odkryto kolonię nowych, przybyłych z południa Europy niebezpiecznych dla środowiska naturalnego i człowieka owadów, tzw. pluskwiaków śródziemnomorskich. Są inwazyjne i odporne na mróz, bowiem giną dopiero w temperaturze poniżej 15 stopni Celsjusza. Owady te niszczą już powoli stare lipy w Parku na Kamiennej Górze i zapewne niebawem zobaczymy je w naszych domach.
O sprawie obszernie pisze znany, lubański regionalista Tomasz Berancki, który pełni również funkcję Naczelnika Wydziału Ochrony Środowiska i Gospodarki Przestrzennej w Urzędzie Miasta Lubań. Zapraszamy do lektury. Cały artykuł i zdjęcia z kolonii pluskwiaków publikujemy poniżej.
Imigranci z południa w Lubaniu
W 2015 roku imigranci z krajów śródziemnomorskich pojawili się na Węgrzech, potem w Czechach. W 2016 roku pierwszego osobnika spotkano w Polsce, zauważono go w Rzeszowie, potem na Śląsku, w 2017-2018 we Wrocławiu. W 2019 roku imigrantów z krajów śródziemnomorskich w liczbie co najmniej kilku tysięcy mieliśmy już w Lubaniu. Dzisiaj w naszym mieście jest ich co najmniej kilkadziesiąt, a może kilkaset tysięcy. Jak to się stało, że nie zauważeni przez funkcjonariuszy Straży Granicznej przeszli granicę? Kim są Ci przybysze? Oczywiście ani Libijczykami ani Syryjczykami !
To nowy owad inwazyjny w północnej Europie – Oxycarenus lavaterae – pluskwiak śródziemnomorski. Widoczne gołym okiem ocieplenie sprawiło, iż nie tylko imigranci za chlebem ruszyli na północ. Ten ciepłolubny owad przekroczył Karpaty i Sudety, ba nawet w imię rozwoju swojego gatunku zmienił zarówno odżywianie – przerzucając się na drzewa lipowe z malw i brzoskiń, a także dostosowując cykl rozmnażania do naszych pór roku. O ile w ciągu lata są mniej zauważalne, gdyż osobniki żyją pojedynczo lub w małych grupkach, a tyle gdy tylko zaczynają się chłody skupiają się w kolonie liczące nawet do kilkudziesięciu tysięcy osobników na jednym drzewie. Nic dziwnego, jedna samiczka składa aż prawie 600 jajeczek. Odżywiają się sokami lipy, a larwy latem także sokami z liści powodując ich opadanie. częściami zielonymi. Póki co z uwagi na sporadyczne wystąpienia i niewielkie straty entomolodzy i specjaliści od ochrony drzew nie polecają żadnych oprysków, gdyż mogłyby dotknąć także nasze rodzime gatunki owadów, a potem i zwierząt (np. ptaków). Dlatego najlepszym sposobem jest oczekiwanie… na mróz.
Obserwacje w Czechach pokazały, iż około 99% populacji ginie przy mrozach poniżej minus 15 stopni. Mamy dziś połowę stycznia, na wielu lipach w parku na Kamiennej Górze, ale i w centrum miasta, kolonie są pełne życia i ruchu żerując na pniach, przesuwając się tylko po pnie w kierunku ogrzewających je promieni słonecznych. Jest to tym bardziej zaskakujące, gdy nasze rodzime owady siedzą w ukryciu, głęboko pod ziemią, ściółką czy korą. Ptaki jakoś unikają spożywania pluskwiakow, zapewne z uwagi na smród i ohydny smak.
Obawiam się jednak, że tej zimy temperatura może nie spaść poniżej 15 stopni, na Kamiennej Górze było dziś 14 stopni na plusie, a wówczas w kolejnym roku możemy mieć już niezłą plagę tego południowego przybysza, który nie dość, że powoli niszczy lipy, to także poszukuje kryjówek w naszych domach, powodując przy tym wydzielanie bardzo nieprzyjemnej woni. Wystarczy, że nasz rodzimy kornik drukarz w zeszłym roku spowodował uschnięcie co najmniej kilkudziesięciu iglaków, strach myśleć co będzie z lipami jeśli nie wrócą mrozy.
Dziękuję za zdjęcia wykonane przez koleżankę Aleksandrę Fink
Tomasz Bernacki


Na moich lipach koło domu w Gryfowie mam ich jakiś miliard… Nowość z 2019. Wcześniej były te większe, bardziej czerwone.
Ja bym pryskał
„niebezpiecznych dla… człowieka owadów” – czytam i czytam i nie mogę doczytać, dlaczego są niebezpieczne dla człowieka? Chwytliwy tytuł niezgodny z prawdą – drogą do czytelności.