Śmierdzący interes
Mieszkańcy oddalonego o 20 km od Lubania Zawidowa mają dosyć przykrych zapachów, jakie wydobywają się ze zbiorników z pofermentem, który składuje tam niemiecka biogazownia z Zittau. Interes intensywnie cuchnie, zatruwając fetorem nie tylko miasteczko, ale również okoliczne wioski.
Do otwartych zbiorników w Zawidowie-Skrzydlicach trafia poferment z biogazowni, która znajduje się w oddalonym o ok. 40 km od miasteczka, niemieckim mieście Zittau. Niestety, jak twierdzą mieszkańcy Zawidowa – Skrzydlic, niemiecki interes intensywnie cuchnie, zatruwając fetorem pobliskie wioski. Coś w tej sprawie jest nie tak, skoro we właściwie eksploatowanej biogazowni poferment powinien mieć słaby, dość neutralny zapach, a jest zupełnie odwrotnie.
Do biogazowni w przygranicznym mieście Zittau, uruchomionej w zeszłym roku, trafia kiszonka z kukurydzy uprawianej po polskiej stronie granicy, z gmin Sulików i Zgorzelec. W drugą stronę, czyli z tejże instalacji do Polski transportowany jest powstający tam poferment. Jego część wylewa się od razu na pola, a część trafia do otwartych zbiorników, wybudowanych na koszt właściciela biogazowni w Zawidowie-Skrzydlicach. Mieszkańcy wsi sąsiadujących ze zbiornikami i z polami, na które wylewany jest ów poferment, narzekają na smród. Twierdzą, że nikt ich nie pytał o zgodę na budowę zbiorników i nie dowierzają zapewnieniom rolników korzystających z pofermentu z niemieckiej biogazowni, że powstaje on jedynie na bazie kiszonki z kukurydzy. Podejrzewają, że albo jest z czymś zmieszany (np. z jakimiś odpadami) albo biogazownia w Zittau nie wykorzystuje jako surowca tylko kukurydzy
Gdyby jednak potwierdziła się ta druga wersja, to i tak poferment nie powinien intensywnie cuchnąć, gdyby biogazownia w Zittau była właściwie eksploatowana. To oznacza m.in., że ciecz pofermentacyjna najpierw powinna trafić do specjalnie do tego przeznaczonych, zamkniętych zbiorników lub tzw. lagun przy biogazowni, tam do końca „przefermentować” i dopiero wtedy opuścić to miejsce. Wygląda na to, że w instalacji biogazowej w Zittau tak się nie dzieje i albo poferment „dojrzewa” tam za krótko, albo w ogóle nie przechowuje się go w zbiornikach pofermentacyjnych przy biogazowni, tylko od razu jest stamtąd wywożony.
– Tu jest bardzo złe powietrze, nie wiadomo co z tym wszystkim zrobić. Uciekać stąd czy mieszkać? Ludzie dostają zawrotów głowy, a dzieci wymiotują – twierdzi jeden z lokatorów okolicznych domów. – Nawet nie można wywietrzyć mieszkania. Jeśli przyjdą do mnie znajomi, to nie jestem w stanie rozpalić grilla. Przychodzi wiatr i cały ten odór dosłownie odbiera człowiekowi chęć, by cokolwiek zjadł. Nie można tutaj funkcjonować – dodaje.
Wprawdzie właściciel biogazowni w Zittau i polskie lokalne władze samorządowe zapewniają, że wszystko odbywa się w majestacie prawa, jednak czy tak rzeczywiście jest? Przede wszystkim należałoby się dowiedzieć, co faktycznie przywożone jest jako poferment z Zittau do Polski i jaki skład ma ta ciecz. Mieszkańcy wsi, których dotknął wyżej opisany problem, wynajęli już prawnika oraz wysłali pisma do starostwa i wojewody, domagając się sprawdzenia wszystkich dokumentów i tego, czy zostały one wydane zgodnie z prawem. Sprawą zajmują się również lokalni parlamentarzyści, między innymi senator Jan Michalski. Miejmy nadzieję że mieszkańcy będą wreszcie mogli normalnie oddychać.
Red.
