Pomnik Gerharta Hauptmanna
ponownie stanął w Szczawnie-Zdroju
W piątek 23.09. w Szczawnie-Zdroju uroczyście odsłonięto pomnika pisarza Gerharta Hauptmanna, noblisty z 1912 roku. Tu, w ówczesnym Obersalzbrunn (od 1935 roku – Bad Salzbrunn) przyszli na świat i spędzali dzieciństwo Gerhart (1862) i jego starszy brat Carl (1858), także literat. Ich ojciec, Robert Hauptmann był zarządcą hotelu uzdrowiskowego „Zur Preussischen Krone” (dziś „Korona Piastowska”), znajdującego się przy tym samym placu, przy którym odbyła się piątkowa uroczystość. Uczestnikami tego wydarzenia była liczna delegacja partnerów niemieckich z regionu Dolna Saksonia oraz z Województwa Dolnośląskiego.
Pomnik upamiętniający miejsce narodzin Gerharta Hauptmanna wykonano z granitu strzegomskiego zaś płaskorzeźbę zaprojektowała Maria Bor – artystka-rzeźbiarka z Wałbrzycha. Jako młoda dziewczyna, po Powstaniu Warszawskim, musiała wyjechać ze zniszczonej Warszawy. Trafiła na Dolny Śląsk, do Wałbrzycha. Jej twórczość obejmuje pomniki, popiersia, posągi, płaskorzeźby, statuetki oraz medale. Inicjatorem odtworzenia nowego pomnika było Towarzystwo Miłośników Szczawna-Zdroju, kierowane przez Iwonę Czech a realizacji pomysłu podjął się prezes uzdrowiska Paweł Skrzywanek.
Warto dodać, że nieopodal tego miejsca stał pierwotnie inny pomnik, poświęcony Hauptmannowi, co przypomniano, prezentując obok okolicznościową fotografię ze zbiorów Iwony Czech. Jak sama mówi, znane są przynajmniej trzy różne fotografie pierwotnego pomnika. Odsłonięto go 5 września 1932 roku z udziałem pisarza. Wówczas Hauptmannowi nadano także tytuł honorowego mieszkańca Szczawna Był to początek obchodów 70-tych urodzin literata. Wzruszony przyjęciem w Szczawnie Hauptmann jeszcze w tym samym roku napisał stosowny wiersz „Enthüllung eines Gedenksteins mit meinem Bildnis vor meinem Elternhause im Obersalzbrunn”. Dwujęzyczny fragment tego wiersza umieszczono na obecnym pomniku, zaś jego polskiego przekładu dokonała Iwona Czech.
Pierwotny pomnik zniknął z przestrzeni miejskiej uzdrowiska w niewyjaśnionych okolicznościach pod koniec wojny lub tuż po jej zakończeniu i nigdy nie został odnaleziony.
tekst i zdjęcia: Janusz Skowroński



Z jednej strony swoista tragedia mieszkańców tzw. ziem odzyskanych, a z drugiej strony szacunek dla systematycznej i konsekwentnej polityki historycznej Niemców przywracających powoli symbole „prawowitych” właścicieli tych ziem. Bo jeśli spojrzeć na tego typu wydarzenia na terenach tzw. „starej” Polski, to mamy uroczystości ku czci naszych bohaterów, a jak pomniki, to upamiętniające chwałę naszego oręża, a jak grupy rekonstrukcyjne i odtwarzane przez nich wydarzenia z historii, to Powstanie Styczniowe, wojna z bolszewikami, Wrzesień ’39, czy Żołnierze Wyklęci. U nas, na Ziemiach Odzyskanych, jeśli pomnik to (z całym szacunkiem, czy to literat, matematyk, czy aktor) Niemiec, a jak grupy rekonstrukcyjne, to w mundurach „wyzwolicielskiej” armii czerwonej, lub – częściej- w mundurach „walecznego” Wermachtu. Takie oto korzenie, nas mieszkańców zachodu i północy Rzeczypospolitej…. Smutne to. A Niemcy sypną groszem, pomogą odbudować, a to pałacyk, a to pomniczek itp. itd. przy hucznym udziale tymczasowo zarządzających tymi ziemiami polaczków-samorządowców-działaczy się to to odsłoni/otworzy i powolutku, powolutku…. Drang nach Osten postępuje…
Wbrew temu, co Pan pisze, „Niemcy wcale nie sypnęli groszem na pomniczek”. Wyraźnie napisałem:
„Inicjatorem odtworzenia nowego pomnika było Towarzystwo Miłośników Szczawna-Zdroju, kierowane przez Iwonę Czech a realizacji pomysłu podjął się prezes uzdrowiska Paweł Skrzywanek”.
Gdzie Pan ma tu Niemców?
A to, że Niemcy przyjechali, położyli kwiaty i będą teraz wspominać swojego Noblistę w miejscu jego urodzenia i przy tym dobrze Polaków – to chyba nie jest źle? A może wreszcie jest normalnie… Pozdrawiam
Pisząc o „sypaniu groszem” miałem na myśli trochę szerszy kontekst, niż tylko wspomniane wydarzenie (może słyszał Pan o tzw. „miękkiej aneksji”?). A generalnie całą moją refleksją (smutną, jak to we wrześniu – 01., 17.) chciałem zasygnalizować szerszy problem, będący następstwem wydarzeń zapoczątkowanych 77 lat temu. A jeśli chodzi o Niemców i kwiaty, to oczywiście dobrze i normalnie…, choć historia uczy, że tego typu gesty nie są pozbawione głębszego znaczenia.
Problem leży w polskiej edukacji historycznej. Proszę spróbować wymienić kilka starych rodów śląskich, które miały polskie korzenie i przyznawały się do swojej polskości, a nazwisko brzmiące niemiecko. Wszystkich wrzucono do jednego wora z napisem Niemcy, a przecież rodów takich było wiele – na co wskazuje literatura. Obecny stan świadomości wynika z rezultatu „Bitwy Narodów”, którą przegraliśmy wraz z Sasami pod Lipskiem na rzecz Prus – co z resztą czczą obecne władze Wrocławia, przywracając starą nazwę „Hala Stulecia”. Minister Hall likwidując, na pewnym etapie, naukę historii w szkołach wiedziała co robi…
Niestety nic nie poradzimy na to, że „najciekawszy”, najbardziej burzliwy tak pod względem wojen jak również rozwoju gospodarczego, kulturalnego okres historii tej ziemi to lata panowania pruskiego (niemieckiego) – od końca III Wojny Śląskiej do końca II Wojny Światowej. Nie dziwi więc, że Niemcy tak pieczołowicie i z taką nostalgią chcą kultywować swoje pamiątki i pamięć o pobycie na tych terenach. Żyło im się tutaj bardzo dobrze.
Nam nie pozostaje nic innego jak budować własną, nową historię, tę od 45 r. Chociaż jak na razie za bardzo nie ma się czym pochwalić. No może z wyjątkami o których ciągle przypomina p. Skowroński typu Żołnierze Wyklęci itd. Za to duży szacunek. Jest jakaś baza na której można już tworzyć i kultywować własną pamięć historyczną, polską, nie niemiecką.
Pełna zgoda, chociaż w Dzierżoniowie radzą sobie tak : http://www.zprawa.pl/4-pazdziernika-tadek-polkowski-forum-historycznym-orp-dzierzoniowie/.
Pozdrawiam wszystkich.