Nie ma praw autorskich w informacji publicznej, ale w Lubaniu są
Burmistrz Lubania Arkadiusz Słowiński i pracownicy Łużyckiego Centrum Rozwoju twierdzą, że artykuły napisane przez urzędników lubańskiego magistratu publikowane na oficjalnej stronie Urzędu Miasta (www.luban.pl) są chronione prawem autorskim, wobec tego bez ich zgody nie można ich kopiować i rozpowszechniać. Okazuje się jednak, że w informacji publicznej nie obowiązują prawa autorskie.
O tej sprawie pisaliśmy w artykule pt. „Dostęp do informacji publicznej w Lubaniu tylko dla wybranych?”. Podobna sytuacja miała miejsce w miejscowości Rabka-Zdrój, a o sprawie pisały niemal wszystkie gazety. Tyle tylko, że dotyczyła map przygotowanych na potrzeby planu zagospodarowania przestrzennego. Naczelny Sąd Orzekł jednoznacznie, że nie ma praw autorskich w informacji publicznej.
Przedruk artykułu poniżej
Nie ma praw autorskich w informacji publicznej
(Rzeczpospolita 01.10.2011)
Mapy przygotowane na potrzeby planu zagospodarowania przestrzennego są informacją publiczną i nie są chronione prawem autorskim – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny
Mieszkaniec Rabki-Zdroju wystąpił o udostępnienie mu kopii map numerycznych, które stanowią załączniki graficzne do studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta. Chciał otrzymać je zapisane na CD-romie.
Burmistrz odpowiedział, że – co prawda – posiada mapy w formie cyfrowej, ale – jego zdaniem – ich udostępnieniu sprzeciwiają się przepisy prawa autorskiego. Mapy zostały opracowane przez Pracownię Projektową Architektury i Urbanistyki w Krakowie. Dodał, że cyfrowe wersje map nie były częścią uchwały miasta Rabka-Zdrój, dotyczącej studium. Zgodnie ze zleceniem udzielonym pracowni projektowej, mapy wchodzące w skład studium zostały opracowane w formie wydruków barwnych, a nie w formie cyfrowej.
W skardze do WSA na bezczynność burmistrza mieszkaniec podniósł, że burmistrz będący w posiadaniu informacji publicznej jest zobowiązany ją udostępnić, nawet jeśli objęta jest ona prawem autorskim należącym do innych osób.
Burmistrz twierdził, że ta informacja objęta jest ochroną prawa autorskiego, zatem jej udostępnienie regulują przepisu szczególne, a nie ustawa o dostępie do informacji publicznej. Skoro organ nie ma praw autorskich do żądanej informacji, to zastosowanie znajduje ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych – uzasadniał przed sądem burmistrz.
Jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie stwierdził, że burmistrz błędnie przyjął, że żądana informacja publiczna jest objęta ochroną prawa autorskiego w zakresie uniemożliwiającym (wykluczającym) udostępnienie jej w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej.
Zgodnie z art. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych – wskazał sąd – przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór). Jednakże art. 4 ustawy wskazuje – dodał WSA – co nie stanowi przedmiotu prawa autorskiego, a więc:
Opracowania, mapy, ekspertyzy dołączone do dokumentów i sporządzone na zlecenie organu administracji nie są chronione prawem autorskim
1) akty normatywne lub ich urzędowe projekty;
2) urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole;
3) opublikowane opisy patentowe lub ochronne;
4) proste informacje prasowe.
WSA stwierdził po pierwsze, że burmistrz jest w posiadaniu map w różnych wersjach: wektorowej, cyfrowej i analogowej, oraz od chwili ich otrzymania były one, lub mogły być, pomocne przy wykonywaniu konkretnego zadania publicznego, w tym wypadku uchwalenia studium.
Mapy, o które wnioskuje mieszkaniec, stanowią załączniki do studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, a zatem są integralną częścią dokumentu urzędowego. A więc nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego – orzekł WSA.
Dla uznania, czy mapy te stanowią informację publiczną, nie ma znaczenia, czy zostały one przygotowywane przez sam organ, czy też zlecone do przygotowania przez podmiot spoza administracji – dodał sąd.
Burmistrz złożył skargę kasacyjną do NSA.
Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 15 lipca 2011 r. (sygnatura akt: I OSK 667/11) podtrzymał decyzję Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z Krakowa i nakazał burmistrzowi udzielić informacji, zgodnie z wnioskiem mieszkańca.
źródło: dziennik Rzeczpospolita, artykuł dostępny też TUTAJ

ludzie burmistrza są już mocno „zaimpregnowani” więc ich to nie dotyka, wiedza lepiej…
Bardzo dobry przykład.Tak jak pisałem w innym wątku-„upublicznione”
a w związku z tym podlega już innemu prawu.Natomiast, umieszczenie informacji o kopiowaniu.przenoszeniu itp,. jest dopuszczalne, ponieważ tego nikt nie zabrania a takich informacji i podobnych autor strony może sobie wstawić ile chce,co w praktyce -jak wyżej.
To taki lekki snobizm.
Nie bardzo przystającym trendem jest moderowanie wpisów .Hamuje inicjatywę i tu właściciele stron trochę się gubią.
Pozdrawiam
Marek przestań, Piguła ma zawsze rację!
Szanowni Czytelnicy!
Kiedy zaatakowano burmistrza za uczestnictwo w spotkaniu z Prezydentem RP stanęłam na stanowisku, że to był jego obowiązek z racji zajmowanej funkcji. Jest naszym reprezentantem i nawet nie wypadało tam nie być.
W tym przypadku nie zgadzam się jednak co do potrzeby uzyskiwania zgody na udostępnianie informacji ze strony nie tylko publicznej, ale i utrzymywanej przez nas, bo za nasze podatki.
Urzędnik wnoszący informacje na stronie miasta nie jest „artystą”, a urzędnikiem wykonującym swoją pracę na potrzeby mieszkańców. Zatem każdy z nas może skorzystać ze swojej poniekąd własności.
Myślę, że zabrakło głębszej analizy co do treści regulaminu i ten wnet zostanie poprawiony.
Zacznijmy mówić poprawnie. Nie władza i nie miasto, ale decyzja, a nasze pieniądze 🙂
Na stronie są umieszczane informację innych podmiotów nie tylko urzędowych, a te mogą nie mieć ochoty aby ich treści zamieszczały takie portale jak L24 czy PL.
Jestem podbudowany, w końcu ktoś to zauważył. Jeśli autor nie będący podmiotem publicznym chce sam decydować o tym, kto będzie go przedrukowywał niech napisze wprost „wszelkie prawa zastrzeżone”.
Należy jednak pamiętać, że wszelkie materiały wytworzone przez podmioty publiczne, za publiczne pieniądze mają charakter „informacji publicznej”. Ograniczanie dostępu i rozpowszechniania takich informacji jest sprzeczne z Ustawą o dostępie do informacji publicznej. Jedyny wyjątek stanowią informacje utajnione.
Dla przykładu tekst autorstwa szkoły publicznej, zamieszczony na portalu opłacanym ze środków publicznych nie może być koncesjonowany. Jest to prawnie nieskuteczne.
Proszę przeanalizować Regulamin MPI. Obejmuje on wszystkie teksty bez rozróżnienia na źródło pochodzenia. Jest to oczywisty błąd autorów opracowania i osób opiniujących jego poprawność. Ktoś wprowadził w błąd Redakcję portalu.
Umieszczając wpis na stronie publicznej niestety przekazują swoje prace do publicznego użytku. Inaczej jest w przypadku prywatnych portali jakie wymieniłeś. Tylko informacje publiczne tam zamieszczane są naszą własnością. Czyli te, które przekazują urzędy.
Do Grześka
Czy ja wspominałem w w swoich artykułach o innych podmiotach niż publiczne? Albo Pan nie doczytał tych materiałów, albo po prostu Pan ich nie zrozumiał.
Pozdrawiam Sławomir Piguła
Tu obijamy się o rezultaty. Jak wspomniała Pani Ewa, „Nie władza i nie miasto, ale decyzja”, sprowadza Nas do uzupełnienia faktu.
Zatrudniamy ludzi z kosmosu, tu nie wystarczy znajomość obsługi myszki, tu musi być ktoś, kto ogarnia wszelkie niuanse
i potrafi to wkomponować w rzeczywistość. Lokalnie mamy kilka mediów, które mają za zadanie informowania lokalnej społeczności o faktach i „możliwości zapoznania się z nimi”.
Nie może być tak, że jakaś twórcza kompetencja zastępuje prawa nabyte przez siebie akceptowanych.