Motorem do kuchni – czyli jak było naprawdę z kuchenną rewolucją Magdy Gessler w Kościelnikach
„Ilu tu jest tych właścicieli?” zapytała bezpardonowo i bezpretensjonalnie Magda Gessler. Okrasiła tę frazę, jak to ona, słowem równie soczystym, co polecane przez nią mięsa… A chodziło o kuchenne rewolucje w restauracji Stacja Kościelnik, obecnie noszącej intrygującą nazwę wymyśloną przez słynną restauratorkę „Gęś na Jaśku”.
Anonsowaliśmy temat w poprzednim numerze, ale nie do końca trzymając się faktów, jak to było i kto jest ostatecznie właścicielem lokalu. Na swoją obronę mamy to, że przed taką samą zagadką stanęła też słynna restauratorka, kiedy przekroczyła próg Stacji Kościelnik. Powitał ją bowiem Gabriel Szafranek, człowiek prowadzący przez jakiś czas lokal w imieniu właścicieli, którzy przez pół roku z daleka przyglądali się rozwojowi swojej inwestycji. Po chwili, kiedy prawowici właściciele wyszli przywitać się z Magdą Gessler, ta była z lekka zdziwiona. Ale kiedy do grona witających dołączył poprzedni właściciel (który pół roku temu odsprzedał swój lokal młodym ludziom) i również przedstawił się jako właściciel – gwiazda kulinarnego show nie wytrzymała i jak to ona rzuciła soczyście – „k…wa to ilu jest tych właścicieli”? Tak naprawdę od grudnia ubiegłego roku prawowitymi właścicielami budynku są
Ona, dyrektor do spraw kluczowych klientów i menager floty w rodzinnej firmie z Wrocławia, on właściciel specjalistycznego warsztatu samochodów terenowych z Poznania. Młodzi otwarci na przygody ludzie o niebanalnej prezencji, z tatuażami zdobiącymi duże partie ciała. Oboje pasjonaci motoryzacji ścigający się na motocyklach, a następnie w rajdach samochodowych. W ubiegłym roku przyjechali treningowo na tor motocrossowy w Olszynie i tam spotkali Jacka Liszkowskiego, który na nocleg zaprosił ich do swojego budynku, w którym to następnie powstała „Stacja Kościelnik”.
– Bardzo spodobała nam się okolica i chcieliśmy kupić działkę, na której w przyszłości wybudowalibyśmy dom – wspomina Magda. – Kilka dni po wizycie w pensjonacie nadarzyła się okazja odkupienia go. Nie namyślaliśmy się długo. Od grudnia jesteśmy jego właścicielami. Ponieważ oboje nie jesteśmy restauratorami, znaleźliśmy człowieka, który chciał prowadzić własną restaurację i przedstawił się jako bardzo doświadczony szef kuchni z licznymi referencjami. Dostał od nas lokal, opłacaliśmy wszystkie rachunki i pracowników. Umówiliśmy się, że jeśli restauracja zacznie przynosić dochód, będziemy się nim dzielić na pół. Ale niestety przez pół roku były same, i to dość poważne, straty. Postanowiliśmy sami przedzierzgnąć się w restauratorów, wszystkiego nauczyć i poprowadzić to jak najlepiej.
– Mieliśmy świadomość, że to będzie duże przedsięwzięcie i choć baliśmy się tego wyzwania to naszą ambicją było wyjść mu naprzeciw – mówi Maciej. – Taka jest już nasza natura. Kiedy podjęliśmy decyzję, że coś z tym trzeba zrobić od razu pomyśleliśmy o Magdzie Gessler. Napisaliśmy maila i już po dwóch dniach wiedzieliśmy, że nam pomoże, a po czterech tygodniach działy się rewolucje.
– Magdzie Gessler zależało, aby jak najszybciej zrealizować materiał i aby pojawił się w najbliższym sezonie – mówi Magda. – Nieoficjalnie wiemy, że nasza kolorowa aparycja nie była bez znaczenia. Magda Gessler przy pierwszym spotkaniu poradziła nam, abyśmy wytatuowali sobie jeszcze mózgi. Na początku była ostra i bardzo krytyczna, co było dla nas zrozumiałe i otworzyło nam oczy. Rozstaliśmy się w dobrej komitywie. Dzień po skończeniu rewolucji była gościem Dzień dobry TVN i powiedziała, że pierwszy raz w życiu spodobały jej się tak duże tatuaże.
– Poza tym zostawiła nam tu spore dziedzictwo w postaci fajnych kontaktów – dodaje Maciek. – Mamy wsparcie fachowców z branży i myślę, że jeśli osiągniemy sukces, to w dużej części dzięki współpracy z tymi ludźmi. I to chyba jedna z większych wartości „kuchennych rewolucji”.
Po nagraniach właściciele zostali zaproszeni przez Magdę Gessler do jej restauracji, aby zobaczyć jak to wszystko powinno funkcjonować. Wiedzieli wówczas, że nie wiedzą o prowadzeniu restauracji nic, ale działać było trzeba. Pod koniec sierpnia otworzyli już oficjalnie „Gęś na Jaśku” i dzień w dzień witają mnóstwo gości. Czasem, szczególnie w weekendy, czas oczekiwania na potrawy jest dość długi, za co przepraszają i obiecują, że cały czas się uczą. W menu restauracji znajdują się same ciekawe dania, jak np. bulion z gęsi z karmelizowaną gruszką i dymką oraz krem z pomidorów malinowych z panierowaną mozzarellą. Menu stale się rozszerza, mają być również często zmieniane propozycje sezonowe. Gęś na Jaśku to także pensjonat oferujący 9 klimatycznych i nowoczesnych pokoi z 35 miejscami noclegowymi. Warto się tu zatrzymać ze względu na kuchnię, piękna okolicę i nietuzinkowych właścicieli.

Teresa Kraska, jest znaną w regionie dziennikarką i felietonistką. Jest Sekretarzem Redakcji „Ziemi Lubańskiej”. Pełni również mandat radnej Rady Miejskiej Lubania.
Autor: Teresa Kraska (ZL)



a w tym linku trochę więcej prawdy o p. Macieju…
http://forum.nissanklub.pl/index.php/topic/105227-historia-o-warsztacie-cartech4x4-macieju-manejkowskim-sp%C3%B3%C5%82ce-%E2%80%9Efurya%E2%80%9D-z-poznania-prezes-magda-wruszak-i-30-tys-z%C5%82-za-samoch%C3%B3d-widmo/