Historia na weekend. Pierwszy powojenny wiersz w Lubaniu – Maria Orlicz
=
Czy wiecie, kiedy w Lubaniu po wojnie zaczęto pisać wiersze? Nie, to nie były wesołe wierszyki kabaretu „Siódme niebo”. One powstały nieco później. Ten lubański wiersz napisano dokładnie miesiąc po zakończeniu wojny. Nosi nazwę „Tęsknota” a jej autorką jest Maria Orlicz. Obecnie, po wielu latach ukazał się tomik jej poezji „Daj nam ducha moc”.
Była przedwojenną nauczycielką. Po Powstaniu Warszawskim, w którym wraz z mężem – Karolem brała czynny udział, wraz z grupą koleżanek trafiła do obozu w Oświęcimiu. Stała się numerem 87840. Stamtąd przewieziono ją do Ravensbrück i nadano kolejny obozowy numer 72278. Po kilku tygodniach była już w Buchenwaldzie, w jego filii w Meuselwitz. Pracowała jako numer 34409 w fabryce amunicji, przy produkcji granatów. I cały czas…pisała wiersze.
Pod koniec wojny Maria Orlicz uciekła z ewakuującego się obozu. Poszła pieszo przed siebie. Do Polski, przez Sudety. Jeszcze nie wiedziała, gdzie będzie zaczynać się ta nowa Polska. Szła dzień za dniem. Gdzieś na trasie zanotowała
Droga powrotna
Płyną leniwie godziny, dnie, długie tygodnie…
Tęsknota coraz cięższą chmurą na duszy osiada.
Czas wlecze się niemrawo, nudnie i niepłodnie.
Maj cudem wiosny na duszę nie pada.
Cóż mi czary Sudetów, gdy dom gdzieś za mgłami?
Gdy samotnie i w smutku mijają godziny?
Myśli wzlatują w przestrzeń nasiąknięte łzami
Pragnień bijących w nieba seledyny.
Co dzień nadzieją wzbiera serce podniecone
Możliwością powrotu w upragnione strony.
Kłębią się w mózgu wizje, zmienne i szalone,
Szarpiące nerwy, jak zębate brony.
Ptak śpiewa gdzieś nad głową… Ty cieszysz się, ptaku
Twoje gniazdo jest bliskie, burza go nie zniosła.
Nasze losy niepewne… Na mych pragnień szlaku
Rzeczywistość marzenia jeszcze nie przerosła
Sudety – Poschicau, 17 maja 1945 r.
Więźniarka kilku obozów dotarła do Jeleniej Góry. Pisała dalej:
Ślady wojny
Ziemio ma wytęskniona! Jakie straszne rany
Obnażasz dziś przede mną? Maj zielenią kwitnie,
Lecz kwiatem nie zasłonisz domu, co strzaskany
Gruzami straszy – znacząc ślad po bitwie.
Lejami po pociskach punktowane drogi,
Nagie kikuty drzew, miasta – w niebycie.
Anioł zniszczenia wypełniał tu testament wojny srogi…
Czy na tym rumowisku zakiełkuje życie?
Ludzi nigdzie nie ujrzysz. Nawet ptaków nie ma.
Pola nie cieszą ruiną, zdeptane, jałowe.
Odarta z siejby, pustką straszy ziemia,
Nawet niebo jest bez lazuru, ciemne i surowe.
Hirschberg, 27 maja 1945 r.
Już następnego dnia, 28 maja, dotarła do Lubania. Bo tu, zaczynała się ta nowa, oczekiwana i wytęskniona Polska. W Biurze Pełnomocnika Rządu na Obwód Lubań, bo taką nazwę nosiło późniejsze starostwo powiatowe, podjęła pracę w Referacie Pracy i Opieki Społecznej. Pracując w Lubaniu rozpoczęła poszukiwania męża – Karola. Tu powstała „Tęsknota”. Jest to prawdopodobnie pierwszy polski wiersz w powojennym Lubaniu (jeszcze wtedy Lauban). Szczęśliwie odnalazł się i z Krakowa przyjechał za Marią do Lubania. Orliczowie zamieszkali na Mickiewicza 5. Mąż Karol zatrudnił się w tym samym urzędzie jako referent powiatowy w Referacie Kultury i Sztuki. Przez wiele miesięcy inwentaryzował skarby kultury Lubania i okolic. Potem na wiele lat zapłacił za to więzieniem.
Tęsknota
Przesuwam w myślach mej drogi etapy:
Turyngia i Sudety, Saksonia, Śląsk Dolny.
Dwie różne okupacje i różne flag płaty,
Niemiecka pięść strzaskana, człowiek wreszcie wolny.
Ale ból dziwny wciąż w duszy nurtuje
I samotności brzemię na serce się kładzie.
Dalszej drogi już nawet nikt nie projektuje.
Przyszłość jeszcze niepewna, wszystko jest w rozkładzie.
Sady zielenią wabią wśród strzaskanych murów,
Na rumowiskach wojny zakwitają kwiaty
Flag narodowych. Czapki z orłami i khaki mundury
Widnieją wokół. Dźwięki mowy polskiej – śpiewane poematy.
Krążą po nieznanych ulicach, po ogrodach starych,
Po gruzach zasypanych, zniszczonych gazonach…
Odtwarzają chwile minionych straszliwych zwid-marę
I marzą o dalekich tak jeszcze mych stronach.
Och! Chcę już tam się znaleźć. Lato znów upływa
W rozłące i samotności drugi miesiąc schodzi.
Kazety już poza mną. Lecz będę szczęśliwa
Dopiero, gdy znajdę się w domu mego łodzi.
Lauban, 8 czerwca 1945 r.
Maria Orliczowa opuściła Lubań na początku stycznia 1946 roku. Wyjechała do Krakowa. Tam podjęła pracę. Zaczęły odzywać się lata wojny, podupadła na zdrowiu. Konieczna była zmiana klimatu. W latach pięćdziesiątych Orliczowie trafili do Gdyni, gdzie mieszkali do końca życia. Maria w 1995 roku.
– Niech pan weźmie te wiersze i coś z nimi zrobi. Może gdzieś to wydrukuje? – córka Antonina trzydzieści lat temu podała mi obozowe dzienniczki matce, będące najcenniejszą pamiątką.
Przyrzekłem jej wówczas, że kiedyś ujrzą światło dzienne. Najpierw wspomniałem o nich w „Tajemnicach Lubania”. Teraz pomogłem wydać. Tytułowy wiersz z wydanego tomiku
Na spotkaniu Dolnośląskiej Grupy Literackiej „Nurt” tomiki rozdałem miejscowym twórcom. Jedna z poetek, Grażyna Kmita, pod wpływem tej lektury popełniła własny wiersz („Maria Orlicz”). Myślę, że warto zachować w pamięci osobę, która kiedyś miała tyle sił, by po trudach wojny trafić do Lubania. I w sposób szczególny to udokumentować.
Tomiki wierszy Marii Orlicz zostaną przekazane do lubańskiej biblioteki. Zaś dla pierwszych trzech osób, które do mnie napiszą (loginfo@go2.pl) tomik będzie w prezencie.
Janusz Skowroński
wiersze czyta Bogdan Dmowski (DGL „Nurt)

Komentarze
Historia na weekend. Pierwszy powojenny wiersz w Lubaniu – Maria Orlicz — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>