Hazard jak hydra
Snuje się po Lubaniu dwudziestoparoletni chłopak, który przy wzroście metr osiemdziesiąt waży około 40 kilogramów. Nie, nie pije, i nie zażywa narkotyków. On tylko… gra na automatach. I nie jest jakimś wyjątkiem. Uzależnionych od hazardu przybywa w zastraszającym tempie. I co najgorsze, grają coraz młodsi. Winę za to ponosi głównie łatwy dostęp do automatów, których od tego roku miało już nie być.
Automaty do gier hazardowych to istna plaga nękająca od lat nasze miasto. Teoretycznie salony gier powinny zniknąć z Lubania już dawno, ale na razie nic nie zapowiada, by miało tak się stać. Przepisy o grach hazardowych zakładały, że wszystkie koncesje na prowadzenie gier hazardowych o niskich wygranych wygasły z końcem ubiegłego roku. Co oznacza, że w chwili obecnej takie gry mogą być prowadzone jedynie w kasynach i salonach, których na terenie Dolnego Śląska jest w sumie pięć. Są one zlokalizowane we Wrocławiu i Głogowie. Wszystkie inne miejsca, w których ustawione się automaty działają nielegalnie. A co gorsza, pomimo wielu akcji celników rekwirujących maszyny, na ich miejsce pojawiają się nowe a często jeszcze więcej. Są jak hydra, której obcina się głowę a na jej miejsce wyrastają nowe.
– W ubiegłym roku nasi celnicy zajęli ich ponad 2000 – mówi komisarz celny Arkadiusz Barędziak. – W bieżącym już blisko 400 a mamy zdiagnozowanych kolejne 1200. W powiecie lubańskim jest ich około 40. Diagnozowanie lokalizacji jest dosyć utrudnione, ponieważ nawet jeśli mamy już wytypowaną jakąś dziuplę, czyli miejsce, gdzie nielegalnie prowadzi się taką działalność, celnicy zabierają automaty a organizatorzy nielegalnego hazardu już tego samego dnia lub następnego wstawiają w to miejsce nowe. Zabawa w kotka i myszkę jest możliwa dzięki temu, że my nie możemy pojawić się następnego dnia w tym samym miejscu, ponieważ nasze czynności kontrolne musi zatwierdzić prokurator a to trochę trwa. I tę lukę wykorzystują organizatorzy tego nielegalnego procederu. Jest to działalność całkowicie nielegalna, a przy tym nieopodatkowana. Kary wynoszą po 12 tysięcy zł za każdy automat, zarówno dla właściciela urządzenia, jak i właściciela lokalu. Po postępowaniu administracyjnym kierujemy taką sprawę na drogę karno-skarbową, które dodatkowo wymierza wysoką karę grzywny i orzeka przepadek tego urządzenia. Na terenie Dolnego Śląska jest grupa około 40 funkcjonariuszy, którzy zajmują się tylko tymi automatami. Magazyny wypełnione są po brzegi maszynami. Ale ponieważ mamy świadomość trudnej sytuacji, możliwe jest wzmocnienie ich liczby i dopóki nie dostaniemy sygnału, że sytuacja jest opanowana, będziemy walczyć z tym nielegalnym procederem.
Dyrektorzy szkół piszą prośby do urzędów celnych o likwidację miejsc z grami hazardowymi, wskazując na to, ze po lekcjach zamiast do domu, uczniowie trafiają do takiego saloniku i tracą pieniądze. Zdarzają się też dramatyczne apele żon, jak np. jedna z nich pisze, że mąż wieczorem wychodzi na spacer z psem, po czym przywiązuje go a sam idzie na maszyny i traci pieniądze dziecka, wykradzione z jego skarbonki. To są prawdziwe dramaty ludzkie.
– Warto wiedzieć, że o wysokości wygranej nie decyduje przypadek – mówi z naciskiem Arkadiusz Barędziak. – Najczęściej to właściciel lokalu lub urządzenia za pomocą pilota zdalnie może zadecydować o tym, kiedy i w jakiej wysokości wypłaci komuś nagrodę. I na tym polega nielegalność tych automatów.
Dla organizatorów tego nielegalnego procederu są to poważne i do tego nieopodatkowane zyski, sięgające kilkudziesięciu tysięcy złotych. A dla ludzi, dramaty osobiste i rodzinne, nierzadko kończące się tragedią.


No to pytanie – te wszystkie Lucky7 zlokalizowane na stacjach benzynowych itp. są legalne czy nielegalne?
Jeśli nielegalne, to przecież to nie są żadne tajne „dziuple”. Każdy zna ich lokalizację… Czy tak ciężko się tym zająć?