Olszyna w pierwszych miesiącach po zakończeniu II wojny światowej. Polskie osadnictwo a losy niemieckich mieszkańców. Część II

Ludność niemiecka w czasie zajmowania miejsc w pociągu dla niemieckich przesiedleńców. Foto: domena publiczna
Zapraszamy na drugą część historii Niemców którzy od 1945 r. opuszczali swoją rodziną wielopokoleniową ziemię olszyńską, oraz Polaków którzy w wyniku ustaleń Wielkiej Trójki – Związku Radzieckiego, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, ją zasiedlali.
Kantor Werner, który opuścił Olszynę dość późno przez wczesne lata powojenne udzielał
nauki gry na fortepianie. Dobrze wspominał polskiego chłopca, którego rodzina zajęła dom
Bohmsów. Był wybitnie uzdolniony muzycznie i szybko też nauczył się niemieckiego. Jedna
z uczennic kantora odprowadzała go w drodze na dworzec kolejowy, podczas jednej z
ostatnich ewakuacji i po kryjomu, ze łzami w oczach, jak wspominał kantor, wręczyła mu na
drogę 2,5 kg mięsa.
Z przekazów Salmy Schubert wiadomo, że 20.12.1946 roku w samej Olszynie pozostało
tylko około 800 osób narodowości niemieckiej. Kolejne transporty do Niemiec odjechały 3
lipca, 10 października, 30 listopada i 13 grudnia 1946 roku. W ostatnim transporcie liczącym
450 osób wyjechali dr Wernicke – miejscowy lekarz i dr Jakob – dentysta. Ciekawostką było,
że Polacy którzy zasiedlali Olszynę i Powiat Lubański, chętniej leczyli się u niemieckich lekarzy niż u polskich.
Dwa ostatnie transporty odjechały z Olszyny w czerwcu i lipcu 1947 roku i w ten sposób praktycznie zakończyła się kwestia przesiedlenia ludności narodowości niemieckiej. W Olszynie pozostali nieliczni, niezbędni do funkcjonowania zakładów. Od sierpnia 1947 roku do 1950 roku zameldowanych było ok. 90 Niemców, a do 1956 roku pozostało 20 osób.

Olszyńskie Fabryki Mebli. Do 1956 roku w zakładzie pracowało sporo Niemców. Foto: SMGŁ
Ci, którzy pozostali najdłużej, to jak wspomniałem, byli niezbędni do zabezpieczenia
prawidłowego funkcjonowania fabryk mebli, cegielni, zakładu ceramicznego A.
Chwieralskiego – zamordowanego w bandycki sposób, a także osoby wchodzące w mieszane
związki małżeńskie. Z bólem serca, jak wspominali, patrzyli na dewastację swojej rodzinnej
wsi. Rozbierano płoty i ścinano drzewa na opał. Podobnie postępowano z poniemieckimi
meblami. W Olszynie leżały rozkładające się zwierzęta, a majątki ziemskie i częściowo
ziemia gospodarcza leżały odłogiem.
W budynku Schlossbrauerei urządzono szkołę, podobnie uruchomiono nauczanie w byłej
szkole głównej i szkole dębowej z tym, że tylko dla polskich dzieci. Przestała funkcjonować
Sportbaude (później zresztą rozebrana) jak i sam basen. Opuszczający Olszynę jako ostatni
wspominają również masową wycinkę drzew na cmentarzu, a także handel poniemieckimi
tablicami nagrobnymi.
Dotarłem wcześniej do pewnej „ciekawostki” związanej z kościołem katolickim, o której
pisałem wcześniej przy innej okazji. Otóż 24 sierpnia 1945 roku ostatni niemiecki proboszcz
katolicki w Gryfowie Śląskim pisze do Starosty Lubańskiego list, w którym wyraża swoje
niezadowolenie z faktu dewastacji wnętrza kościoła i usunięcia płyty z grobowca rodzinnego
z lat 1820-23, znajdującego się w skrytce sklepienia chóru. Ksiądz Heinrich Glatzer pisze
dalej: „(…) kościół w Olszynie stoi pod ochroną kulturalną. Wiadomym mi jest, że zabytki
sztuki mają być nienaruszone, dlatego zawiadamiam Pana Starostę o tej sprawie i proszę by
wydał zlecenie, aby w przyszłości podobne wypadki nie zdarzały się”.

Urząd Miejski w Olszynie. To tutaj pracował Burmistrz Jan Kamrowski który zniszczenia w kościele nazywał walką z zewnętrznymi śladami niemczyzny (lata 30 XX w.) Foto: domena publiczna
W ślad za skargą Pełnomocnik Rządu RP na obwód Lubań – Edward Zakrzewski, wysłał do ówczesnego Burmistrza Olszyny Jana Kamrowskiego pismo przypominające i dyscyplinujące. Pełną arogancji odpowiedź Kamrowskiego przytaczam w wersji oryginalnej:
„W odpowiedzi na pismo z dnia 11.09.1945, Lp.1173/45 wyjaśniam, że usunięcie napisów z
grobowca w kościele katolickim w Olszynie nie było samowolną robotą, a usunięciem
zewnętrznego śladu niemczyzny…” O wspomnianej korespondencji rozmawiałem z ś.p. ks.
prałatem Rudolfem Ujdą z Gryfowa Śląskiego, który znał osobiście i bardzo ciepło wspominał ks.
Glatzera. Podczas jednej z późniejszych wizyt w Gryfowie były niemiecki proboszcz
wspominał też o dziwnym nagłym zniknięciu olszyńskiego organisty, które nastąpiło
bezpośrednio po profanacji kościoła. Niedługo po organiście zniknęły z kościoła organy z
tym, że w przeciwieństwie do tego pierwszego odnalazły się w Warszawie, gdzie zresztą grają
do dzisiaj.
P.S. Bardzo dziękuję panu Indece, polskiemu robotnikowi przymusowemu który spędził cztery lata wojny w Olszynie, a także żyjącym i nie żyjącym już byłym niemieckim mieszkańcom i ich rodzinom za wiedzę o ostatnich latach w Olszynie, a szczególnie za to, że zaufali Polakowi. Z góry zaznaczam, że nie pisałem o samej goryczy towarzyszącej ich wypowiedziom i niejednokrotnie drastycznych wspomnieniach, gdyż moim celem jest poszerzenie wiedzy o ludziach i lokalnych zdarzeniach historycznych, a nie rewizjonizm. Zresztą Polacy cierpieli i to okrutnie przez poprzedzające pięć lat wojny.
Część pierwsza artykułu: KLIKNIJ TUTAJ
Autor: Zbigniew Madurowicz

Zbigniew Madurowicz jest pasjonatem historii, publicystą i regionalistą związanym ze Stowarzyszeniem Miłośników Górnych Łużyc oraz Gazetą Olszyńską a także Przeglądem Lubańskim, w których jest szefem działów historycznych. Z wykształcenia jest cenionym farmaceutą i Wiceprezesem Zarządu Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej.
