Jajecznica w Teatrze Wielkim
91 edycja Plebiscytu „Przeglądu Sportowego” na Najlepszego Sporowca Polski, przypadła w jego setne urodziny. Stąd zamysłem organizatorów było, by o podsumowującej wybór laureatów Gali oraz tradycyjnym, towarzyszącym uroczystości Balu było głośno jeszcze przez długi czas.
Zapewne wpływ na to miało mieć miejsce wydarzenia – Teatr Wielki. Tym razem partnerem „Przeglądu Sportowego” był nie – jak w ostatnich latach – Polsat, a Telewizja Polska. A to wskazuje na decyzję polityczną, bowiem kiedy władzę w kraju sprawowała prawica, TVP była u ustosunkowanej opozycji różnej maści na cenzurowanym. Kiedy rządy przeszły w ręce obecnej koalicji, „Przegląd Sportowego” („PS”) zrezygnował z mariażu z Polsatem, przenosząc miłość na firmę kierowaną przez Tomasza Syguta, w latach 2009-2015 prominentnego pracownika TVP, przed objęciem obecnej funkcji członka zarządu Miejskich Zakładów Autobusowych w Warszawie. Bo choć TVP jest w likwidacji, to to forsy na różne przedsięwzięcia ma niemal bez ograniczeń. Np. jako współfinansująca uroczystą Galę w Teatrze Wielkim.
Ogłoszenie Plebiscytu na Najlepszego Sportowca Polski 2025 zgromadziło wielu znamienitych gości. Nie wiem, według jakich kryteriów ich dobierano, podobnie jak zastanawiam się, skąd taki dobór kandydatów do grona laureatów Plebiscytu (kto decydował o 25 takich właśnie postaciach). Ale dopiero ustalenie premiowanej „dziesiątki” to powód do zastanowienia się nad filozofią, która przyświeca organizatorom. Każdego roku próbuje się wmówić przeciętnemu Kowalskiemu, że o kolejności na liście laureatów decydują głosy czytelników „Przeglądu Sportowego” oraz głosujących w formie SMS podczas samej Gali. Każdy przytomny domyśla się, że to pic na wodę – fotomontaż. Wszak gotowe są już koperty z nazwiskami wyróżnionych oraz znana lista ogłaszających wyniki i wręczających „Czempiony”. Bo nie można sobie pozwolić, by wcześniejsze ustalenia na skutek sms – owego głosowania legły w gruzach.
Kto zatem rozstrzygnął, komu należą się pamiątkowe statuetki? Wiem, że trudno porównać osiągnięcia w poszczególnych dyscyplinach, ale nikt mi nie wmówi, iż wyżej należy ocenić postawę czołowego zawodnika drużyny koszykówki, która wywalczyła szóste miejsce w mistrzostwach Europy od np. dwukrotnej mistrzyni świata w kajakarstwie (w konkurencjach olimpijskich). Także wyżej należy cenić złoto czempionatu globu i Starego Kontynentu w wioślarstwie, niż mistrzostwo Europy w rajdach samochodowych (to druga liga światowych rajdów).
Czyli jednak to plebiscyt na najpopularniejszego (na dodatek ustosunkowanego i umiejętnie dbającego o autopromocję), a nie najlepszego. Kolejny dowód? Mistrzyni świata w boksie uplasowała się niżej od dwóch swoich reprezentacyjnych koleżanek, które przywiozły z Liverpoolu srebrne medale. A cała trójka znalazła się poza czołową dziesiątką, podczas gdy statuetkę dla najlepszego trenera odebrał prowadzący kadrę narodową bokserek Tomasz Dylak. I gdzie tu logika?”.
Zapewne sponsorzy (spółki skarbu państwa, przede wszystkim Totalizator Sportowy) zadecydowali o tym, iż za Sportowe Wydarzenie Roku uznano „Wielką Warszawską” (uzasadnienie: to wydarzenie nie tylko sportowe, ale i towarzyskie, społeczne i takie tam…). Znalazłbym kilka lepszych kandydatur. Zastanawiające, że choć najwięcej sukcesów święciły kobiety, Czempionami obdarowano zaledwie cztery z nich. Za to wśród pozostałej piętnastki kandydatów aż jedenaście to przedstawicielki płci pięknej z wybitnymi osiągnięciami. Naprawdę tak głosowano?
Naczelny „PS” Paweł Wołosik nie krył satysfakcji ze słów, które do uczestników Gali skierowała przewodnicząca Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Kirsty Coventry: „Polska jest niezwykle cenionym i szanowanym członkiem naszej olimpijskiej społeczności. Świętując stulecie sportowej doskonałości bawicie się dobrze podczas tej wspaniałej uroczystości. Mam nadzieję, że wystarczy wam energii, by dotrwać do jajecznicy”. Skąd niby Coventry wiedziała, że plebiscytowa noc kończy się tradycyjną jajecznicą? Jajecznicą spożywaną przez najbardziej wytrwałych w lokalu o nazwie Teatr Narodowy? Jajecznica, a chciałoby się rzec: ale jaja! W przedsięwzięcie weszła po latach. o czym wspomniałem na wstępie, TVP (tyle, że w najdziwniejszej na świecie likwidacji).
Myliłby się jednak ten, który sądził, że „numery” znane ze stacji komercyjnej w telewizji publicznej nie przejdą. Mam na myśli wielominutowe bloki reklamowe w trakcie uroczystości. Nie zdziwiłbym się, gdyby niektórzy z telewidzów zrezygnowali wówczas z oglądania dalszej części Gali. I na koniec tych refleksji o osobistym zawodzie. Napisałem – z odpowiednim wyprzedzeniem – liścik do naczelnego „Przeglądu Sportowego” z propozycją uhonorowania Bożeny Karkut, znakomitej trenerki piłkarek ręcznych Zagłębia Lubin, od 2000 roku nieprzerwanie (!) z dużymi sukcesami prowadzącej drużynę ze stolicy Zagłębia Miedziowego. To ewenement chyba nie tylko w skali kraju. Red. Wołosik prośby nie uwzględnił, gorzej, nie raczył nawet odpisać, że ma to gdzieś. Gest godny stulecia.
Autor: Waldemar Niedźwiecki
Tekst ukazał się w „Słowie Polskim” 19 stycznia 2026 roku

Waldemar Niedźwiecki to dziennikarz sportowy z Wrocławia, znany z wieloletniej pracy w telewizji, radiu i prasie, m.in. w TVP, „Słowie Polskim” i „Słowie Sportowym”. Był wieloletnim przewodniczącym dolnośląskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP, zyskując uznanie za profesjonalizm i etykę. Otrzymał liczne nagrody, w tym Złoty Krzyż Zasługi i Nagrodę Październikową Wrocławia. Komentował m.in. pielgrzymki Jana Pawła II i angażował się w pomoc Monarowi Marka Kotańskiego.
Data publikacji 21.01.2026 r.
