Weekend z historią. Karłowice – letnisko na miarę czasów

Jeziora zalewowe na Kwisie, powstały w wyniku zakrojonej na szeroką skalę działalności Sejmu Śląskiego zmierzającej do ochrony przeciwpowodziowej niżej położonych terenów. W XIX wieku obszary te zalewane były wielokrotnie, czasem rokrocznie, powodując śmierć ludzi i olbrzymie straty. Podstawą funkcją tych zbiorników jest retencja, dzięki spadkowi wody produkuje się przy okazji energię elektryczną.
Z czasem, nad jeziorami złotnickim i leśniańskim powstało wiele ośrodków wypoczynkowych i pól namiotowych, z wypożyczalniami sprzętu pływającego oraz kąpieliskami. Rozwinęło się tam również wędkarstwo.

Plaża po drugiej stronie Jeziora Leśniańskiego. Obecnie w miejscowości Wieża (zdjęcie z lat 40)
Niżej położone Jezioro Leśniańskie powstało po wybudowaniu w 1905 roku zapory powyżej Leśnej, jego powierzchnia wynosi 140 ha, a pojemność o 11 mln m3 wody. Prace przy wznoszeniu zapory wyżej położonego Jeziora Złotnickiego (nad którym położone są m.in. Karłowice) rozpoczęto w 1919 roku, a kończono w 1924 roku, wypełniając wodą powierzchnię 120 ha, w przełomowym odcinku Kwisy pomiędzy Gryfowem Śl. a Leśną.
Warto przy okazji wspomnieć, że w dawnych czasach w Kwisie żyła skójka perłorodna. Niestety jej mateczniki zostały mocno zniszczone, przetrzebili je kłusownicy i nieświadomi wieśniacy, którzy w latach głodu z powodu kryzysu i wojen używali małży, w tym perłorodnych, do skarmiania trzody chlewnej. Ze względu na rosnące kłusownictwo August II Mocny wydał w 1729 roku zakaz połowu pereł w rzece. Nie uchroniło to jednak perłorodnego zwierzątka od wyginięcia. Od 1913 roku skójka definitywnie zniknęła z Krainy Kwisy.


Most łączący Karłowice z miejscowością Wieża w Gminie Gryfów Śląski. Do 1945 r. była to część Karłowic. (zdjęcia sprzed roku 1940)
Wróćmy jednak do historii Karłowic (obecnie w Gminie Olszyna). Strasznym ciosem dla Biedrzychowic i okolicy były ostatnie lata wojny trzydziestoletniej (1618-1648). Abraham Krzysztof von Nostitz, ówczesny właściciel wsi, żalił się samemu elektorowi saskiemu, że majątek biedrzychowicki został doszczętnie zdewastowany. Na mocy traktatu zawartego 30 maja 1635 roku w Pradze pomiędzy elektorem saskim a cesarzem Ferdynandem II, nastąpiło włączenie Górnych Łużyc do Saksonii. Biedrzychowice w 1651 roku stały się własnością chorążego Johanna Ernsta von Warnsdorfa, któremu notabene zawdzięczamy powstanie w roku 1652 dzisiejszych Karłowic (Neu-Warnsdorf), wsi założonej dla wygnańców religijnych, którzy uciekali z Czech i Śląska przed prześladowaniami.

Karłowice. Widok ogólny wsi (zdjęcie sprzed roku 1940)
Same Karłowice nigdy nie rozwinęły się z braku gruntów, ale zyskały samodzielność, choć zawsze powiązane były z właścicielami Biedrzychowic. Większość mieszkańców jeszcze do połowy XIX wieku trudniła się tkactwem, zresztą pierwotne zabudowania posiadały charakterystyczną zabudowę przysłupową gwarantującą stabilność budynkowi podczas pracy zawieszonych u powały krosień. Do 1815 roku Karłowice terytorialnie leżały na Górnych Łużycach w Saksonii, a następnie w Prusach, w Powiecie Zgorzeleckim, a później w Powiecie Lubańskim. Według spisów z 1825 i 1840 roku, osada liczyła 38 domów. Ilość mieszkańców również była w tym czasie stała i wynosiła 215 osób. Z czasem liczba ich malała – 160 w 1905 roku, 140 w 1920. W 1941 roku stałych mieszkańców było tylko 99.
Wierni z Karłowic oczywiście uczęszczali do kościoła „U Studni Jezusa” w Biedrzychowicach i czynnie uczestniczyli w jego życiu. W kronice pastora Dehmela zachował się zapisek, iż na dzień obchodów święta 200-lecia kościoła każda z czterech okolicznych wsi doposażyła świątynię, w tym mieszkańcy Karłowic za 18 talarów ufundowali obraz dr Marcina Lutra, który notabene wisiał w kościele do czasów II wojny światowej.

Boksy dla plażowiczów
Jeszcze na długo przed utworzeniem Jeziora Złotnickiego, przy drodze schodzącej do wody, istniała gospoda z obszernym ogródkiem z rozstawionymi wokół stołami i ławami. Na parterze znajdowały się pomieszczenia szynku, natomiast na piętrze pomieszczenia mieszkalne rodziny właściciela. Budynek pokryty był trzcinowym dachem. Na przełomie XIX i XX wieku właścicielem był Hermann Siegert.
Mniej więcej na terenie dzisiejszego kąpieliska (od strony dzisiejszej Wieży), posadzono przy brzegu żywopłot i uformowano go w kształcie boksów dla plażowiczów. Na brzegi nawieziono piasek, a w latach trzydziestych wybudowano drewniany pomost z wieżą do skoków. Na łące, za boksami stał samotny budynek, którego właściciel serwował napoje mleczne i sery. W Karłowicach, przed dzisiejszym ośrodkiem Kościoła Zielonoświątkowego stał biedrzychowicki dom ludowy – budynek istnieje do dnia dzisiejszego i jest doskonale zachowanym przykładem budownictwa przysłupowego. Vis a vis, po drugiej stronie drogi stoi dzisiaj charakterystyczny piętrowy budynek murowany, ze stojącą przed wejściem ponad stuletnią lipą, serce rozbudowywanej dzisiaj posiadłości „Vinora” – Marka Węglińskiego, biznesmena i mecenasa sztuki. Warto też wspomnieć o dwóch kładkach łączących przeciwne brzegi. A tak przy okazji warto też wspomnieć, że już za czasów von Warnsdorfa karłowicka kolonia posiadała drewnianą kładkę przez Kwisę.

Nieistniejąca gospoda w Karłowicach (zdjęcie z początku XX w.)
Kąpielisko w Karłowicach znane było szerzej. Dotarłem do wspomnień Margarety Machner z przedwojennego Lubania, która tak oto wspomina to miejsce:
„Nasz chłopiec w czasie wolnym często jeździł na rowerze do Karłowic. Wcześniej nie wiedzieliśmy wiele o pięknie położonym otwartym basenie za żywopłotem. Pewnego dnia wsiedliśmy do pociągu w Lubaniu, aby po kilkunastu minutach wysiąść na peronie w Uboczu. Stamtąd już pieszo dotarliśmy do kąpieliska. Było tak przyjemnie, że takie wyjazdy stały się tradycją. Jeździliśmy rowerami w wolne letnie dni i wakacje. Już wcześnie rano pakowaliśmy do słoika sałatkę kartoflaną, poziomki z własnego ogrodu, flaszkę z herbatą z cukrem i cytryną oraz bułeczki. To wszystko wraz z płaszczami i bielizną pakowaliśmy na bagażnik i w drogę. Oczywiście za kąpieliskiem stała buda z wymalowaną na ścianie sympatyczną krówką, w której to wszystko można było kupić, ale po co, skoro własne było tańsze i lepsze. Na kąpielisku byliśmy przez cały dzień. Po wodzie pływały żaglówki i motorówki, graliśmy na piasku, gimnastykowaliśmy się i opalaliśmy. Skutki mocnego słońca pojawiały się wieczorem, już w domu w Lubaniu, kiedy tato okładał mi plecy lodem”.

Plaża w Karłowicach w czasach obecnych. Na zdjęciu zespół ludowy „Amazonka” z Olszyny (czerwiec 2024 r.)

Uczestnicy rajdu pieszego Wiosna na Łużycach na moście w Karłowicach (maj 2025 r.)
Osada, która stała się początkowo azylem dla uchodźców religijnych, a następnie zapleczem dla Biedrzychowic, z czasem nabrała charakteru letniska i choć nie przewinęła się szczególnie w zapiskach historycznych, warta jest uwagi, co z przyjemnością czynię. Stanowiła ciąg miejsc rekreacyjnych od gryfowskiego Kienbergu, leżącego na łuku Kwisy przed Karłowicami, aż po Stankowice i oczywiście Bożkowice. Dzisiaj jest podobnie, z tym że po pięknie położonej restauracji nie ma już śladu.

Zbigniew Madurowicz jest pasjonatem historii, publicystą i regionalistą związanym ze Stowarzyszeniem Miłośników Górnych Łużyc. Z wykształcenia jest farmaceutą. Pełni również funkcję Wiceprezesa Zarządu Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej
Autor: Zbigniew Madurowicz
Data publikacji 15.06.2025 r.

Żal serce ściska,gdy patrzy się teraz na to jezioro,które sukcesywnie ulega degradacji i zamuleniu,przez co zbiornik stracił swoją pojemność na wypadek powodzi.O plażowaniu również można zapomnieć przez wzgląd na to,że nikt o to nie dba,aby te plaże tam istniały.Tereny będące tzw państwowymi,sprzedaje się w prywatne ręce,które to ręce odgradzają dostęp ogółowi społeczeństwa.
Woda,na skutek zrzutów ścieków do Kwisy w Świeradowie,zbiera brudy po drodze jeszcze i z Mirska i z Gryfowa,co nie zachęca do kąpieli. Puentując, urodziłem się 12 lat po wojnie w Gryfowie i miałem to szczęście jako nastolatek korzystać z dobrodziejstw Jeziora Złotnickiego,które pozostały po Niemcach. Niestety obecnemu pokoleniu nie będzie dane przeżywanie tak pięknych chwil nad nim,jakie było mi dane przeżywać. Ślepota władz tego regionu jest tak wielka,że niestety niczego nie dostrzegają i nic nie czynią,aby przywrócić temu miejscu dawną świetność…🥲🫣
Bardzo dobra diagnoza obecnej rzeczywistości.