75 lat temu biało-czerwony sztandar załopotał nad gruzami Berlina
Rankiem 2 maja 1945 roku, żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego, z 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, którzy wraz z Rosjanami zdobywali Berlin, zawiesili polską flagę narodową na Kolumnie Zwycięstwa. Był to pierwszy zwycięski sztandar, jaki załopotał na gruzach stolicy „niezwyciężonej” III Rzeszy.Zrobili to blisko 6 lat po tym, jak uważający się za niezwyciężonych Niemcy, we wrześniu 1939 r. najechali Polskę i chełpiąc się przez kilka lat swoim zwycięstwem nad niewielkim krajem, zamordowali ponad 6 mln jego obywateli.
– Zobaczyłem, jak Berlin się pali. Baczność! Chłopcy! Przypadło nam w udziale, w imieniu narodu polskiego, zawiesić nasz nieśmiertelny sztandar na gruzach Berlina – powiedziałem, – wspominał w 1965 roku w Polskim Radiu porucznik Mikołaj Troicki, dowódca pododdziału, którego żołnierze zawiesili polską flagę na Kolumnie Zwycięstwa (Siegessäule na zdj. po lewej) w Berlinie, znajdującą się w parku Tiergarten.
Wywieszających na Siegessäule polską flagę żołnierzy, było w sumie pięciu – porucznik Mikołaj Troicki, plutonowy Kazimierz Otap, kapral Antonii Jabłoński, szeregowy Aleksander Karpowicz i szeregowy Eugeniusz Mierzejewski.
Zawieszenie flagi wymagało sporej odwagi, bowiem Niemcy nie złożyli jeszcze broni. Park Tiergarten, w którym stoi monumentalna kolumna Siegessäule, był nadal polem walki zacięcie bronionym przez wycofujących się do zachodnich dzielnic miasta Niemców.
– Flagi nie mieliśmy ze sobą. Zrobiliśmy ją z podartych niemieckich pierzyn. Spinaliśmy to czym kto miał. Umocowaliśmy mocno na Siegessäule i nasza biało czerwona powiewała nad gruzami hitlerowskiej stolicy – wspominał szeregowy Eugeniusz Mierzejewski.
Zwycięski biało – czerwony sztandar załopotał na najwyższej budowli zrujnowanej stolicy III Rzeszy, której zadaniem było przypominanie berlińczykom i wszystkim Niemcom o potędze ich państwa. Kilka dni później, kolejne flagi polskie zawieszono również na Bramie Brandenburskiej i na berlińskim dworcu głównym.
Było ich pięciu
Wywieszających na Siegessäule polską flagę żołnierzy było w sumie pięciu – porucznik Mikołaj Troicki, plutonowy Kazimierz Otap, kapral Antonii Jabłoński, szeregowy Aleksander Karpowicz i szeregowy Eugeniusz Mierzejewski. Ich losy odzwierciedlają tragiczną i skomplikowaną sytuację Polaków w czasie wojny. Wszyscy byli żołnierzami 7 Baterii Szturmowej, 3 Dywizjonu, 1 Płku Artylerii Lekkiej.
Porucznik Mikołaj Troicki pomysłodawca i dowódca akcji, we wrześniu 1939 roku walczył nad Bzurą. Po klęsce wrześniowej wstąpił do Związku Walki Zbrojnej. Został przypadkowo schwytany w łapance i wywieziony na roboty do okupowanej przez Niemców Jugosławii. Udało mu się uciec i wstąpić do partyzantki. Przez blisko 2 lata walczył w oddziałach późniejszego prezydenta tego kraju Josipa Broza Tito. Gdy Armia Czerwona zajęła Bałkany, Troicki wrócił do Polski i wstąpił do 1 Armii Wojska Polskiego, z którą walczył na Ukrainie, pod Chełmem, w Lublinie, pod Warszawą i na Wale Pomorskim a później sforsował Odrę i poszedł na Berlin. Po wojnie zwolniony z wojska i represjonowany w związku z wojenną służbą w armii jugosłowiańskiej. Odsiedział wyrok za szpiegostwo, po zarzutach sfabrykowanych przez kontrwywiad Informacji Wojskowej. Zdegradowano go do szeregowego i pozbawiono praw publicznych. Po 56 roku wyszedł z więzienia, został zrehabilitowany, przywrócono mu stopień oficerski i awansowano do stopnia majora.
Plutonowy Kazimierz Otap w 1941 roku został wywieziony przez Sowietów na Syberię, w czasie deportacji jakie miały miejsce na początku wojny. W 1943 roku w Sielcach nad Oką, wstąpił do 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki i przeszedł z nią cały szlak bojowy. Brał udział m.in w walkach o Warszawę, pod Dęblinem i na Wale Pomorskim.
Kapral Antoni Jabłoński w 1939 roku został przymusowo wcielony do Armii Czerwonej. Służył w batalionach robotniczych na Uralu. Następnie uzyskując zgodę Sowietów, został przeniesiony do 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, z którą pokonał cały szlak bojowy od Lenino aż do Berlina. Wyzwalał Chełm, Lublin i Warszawę. Walczył na Wale Pomorskim.
Szeregowy Eugeniusz Mierzejewski do 1944 roku walczył w Armii Krajowej. Po czym zaciągnął się do polskich jednostek, które wyzwalały Polskę. Poszedł z nimi na Berlin. walczył m.in pod Warszawą i na Wale Pomorskim.
Szeregowy Aleksander Karpowicz wstąpił do Kościuszkowców w 1944 roku. Walczył na Wale Pomorskim i w Berlinie. Nie ma jednak szczegółowych informacji na temat jego przeszłości bojowej, ani tym bardziej o tym co robił po wojnie (nie znaleźliśmy też zdjęcia bohatera, dlatego publikujemy tylko kawałek munduru z pagonem). Bohaterów uhonorowano dopiero po 1965 roku
Zdaniem historyków, wyczyn polskich żołnierzy odbił się szerokim echem na zachodzie. Doprowadził też do wściekłości Rosjan. Niektórzy twierdzą, że pięciu śmiałków miało zostać po całym fakcie aresztowanych i wypuszczonych z aresztu dopiero po kilku dniach. Jednak po wojnie żaden z nich nie potwierdził tej wersji, a ich dowódca Mikołaj Troicki, w 1965 podkreślał, że prosto z Kolumny Zwycięstwa udali się w pościg za uciekającymi w kierunku zachodnim hitlerowcami.
Powojenne losy żołnierzy
O Polakach którzy zatknęli jako pierwsi sztandar na gruzach Berlina (prawo do tego przez wiele lat uzurpowali sobie Rosjanie), w PRL zaczęto mówić dopiero w połowie lat 60. Wówczas władze, żeby nie drażnić Sowietów po cichu ich uhonorowali. Wszyscy dostali odznaczenia i symboliczne awanse.
Po wojnie Mikołaj Troicki (zm. w 1989 r.) mieszkał w Sochaczewie, gdzie był handlowcem i działaczem organizacji kombatanckich. Kazimierz Otap (zm. 2006 r.) osiadł w Płocku. Był konduktorem w PKP. Potem pracował w Petrochemii Płockiej. Antoni Jabłoński (zm. w 2015 r.) mieszkał w Surażu. Był sprzedawcą i listonoszem, działał w organizacjach kombatanckich. Eugeniusz Mierzejewski (zm. w 2015) zamieszkał w Nogawkach pod Ostrołęką, a później pod pod Działdowem. Zajął się rolnictwem i do emerytury prowadził gospodarstwo rolne. Powojenne losy Aleksandra Karpowicza nie są znane.
Autor: SP

Część i chwała bohaterom. Dziękuję za przypomnienie tego wydarzenia pomijanego w dzisiejszej Polsce i w ogóle umniejszaniu znaczenia i krwi przelanej przez żołnieży idących ze wschodu.