Pilot z pancernika.Część II
Dzisiaj, w ramach naszego cyklu pn. „Weekend z historią”, zapraszamy na drugą część historii o wojennych losach mieszkańca dawnych lubańskich Księginek, pilota Luftwaffe sierżanta Wernera Seeligera, którą opisuje znany lubański regionalista Jarosław Ludowski.
Pilot z pancernika.Część II
Oprócz Seeligera i Langego przydział na Bismarcka otrzymały jeszcze 3 inne załogi wodnopłatowców. Łącznie Bordfliegerkommando Bismarck stanowiły 4 załogi samolotów oraz 9 osób personelu technicznego.
Napiszmy dwa słowa o przeznaczeniu samolotów na pokładach pancerników. Większość wielkich okrętów liniowych w tamtym czasie była wyposażona w wodnopłatowce służące do przeprowadzania lotów rozpoznawczych i patrolowych na większych odległościach. Z reguły okręt posiadał 4 samoloty, jednak największe pancerniki takie jak Bismarck mogły ich mieć nawet 6. Akurat podczas feralnego rejsu na pancerniku zaokrętowano 4 wodnopłatowce typu Arado Ar 196 A-3, umieszczone w hangarach pod pokładem i na obydwu burtach na śródokręciu. Okręt posiadał 32-metrową podwójną katapultę (z możliwością wydłużenia do 48 metrów), z której wystrzeliwano samolot. Po zakończeniu misji samolot lądował na wodzie, z której podnoszony był na pokład za pomocą dźwigu. Był to zawsze bardzo trudny i niebezpieczny manewr, możliwy do wykonania tylko wtedy gdy okręt stał unieruchomiony na spokojnym morzu.
Sam wodnopłatowiec Arado Ar 196 A-3 był ciężkim i solidnym samolotem bojowym posiadającym wzmocnioną konstrukcję płatowca. Wyposażony w dwa pływaki mógł startować i lądować na wodzie, a także mógł być wystrzeliwany z katapulty. Posiadał metalową konstrukcję dolnopłata, krytą 2 osobową kabinę i pojedynczy silnik gwiazdowy BMW 132K o mocy 960 KM. Uzbrojenie stanowiły 2 działka MG FF kal. 20 mm montowane w skrzydłach, 2 karabiny maszynowe MG 17 kal. 7,9 mm zabudowane tuż za silnikiem z przodu kadłuba i 1 karabin maszynowy MG 15 kal. 7,9 mm na wyposażeniu obserwatora. Mógł także zabierać na pokład 2 bomby o masie po 50 kg. Rozwijał prędkość do 320 km/h, pułap 7.000 m i zasięg 800 km. Załogę stanowili pilot i obserwator.
Przed rozpoczęciem ostatniego, tragicznego rejsu pancernika Bismarck, załogi wodnosamolotów ćwiczyły starty i lądowania z wody wykonując zarazem loty w obrębie wybrzeża bałtyckiego. Również sierżant Werner Seeliger wraz ze swoim obserwatorem wykonali kilka takich lotów. Było tego niewiele. W zapisach źródłowych odnalazłem tylko 3 meldunki o wykonanych przez niego startach i lądowaniach:
-
7 kwietnia 1941 roku start z Wilhelmshaven i lądowanie na redzie portu w Gdyni (gdzie jak wiadomo bazował Bismarck)
-
9 kwietnia 1941 roku start do Wielhelmshaven w celu przewiezienia dowódcy oddziału do bazy dywizjonu
W ramach Operacji „Rheinubung”
-
15 kwietnia 1941 roku start z Wilhelmshaven przez Nest do Pilawy.
Pancernik Bismarck i ciężki krążownik Prinz Eugen wyszły w morze z Gdyni w nocy z 18 na 19 maja 1941 roku. Okręty miały wziąć udział w operacji korsarskiej pod nazwą Rheinubung (Ćwiczenie Reńskie) polegającej na atakowaniu alianckich konwojów na wodach Atlantyku. Wcześniejsze sukcesy odniesione w podobnych tego typu wyprawach korsarskich przez niemieckie pancerniki kieszonkowe Scharnhorst i Gneisenau dawały Niemcom nadzieję na odcięcie, a przynajmniej znaczne zakłócenie dostaw na Wyspy Brytyjskie. Pogoń za szybkimi niemieckimi pancernikami na bezkresnych wodach Oceanu Atlantyckiego wiązała też znaczące siły alianckie, co było dodatkowym argumentem za.
Początek operacji był wyśmienity. Okręty bez przeszkód dotarły do Cieśniny Duńskiej gdzie wyśledzone przez zespół brytyjskich pancerników i krążowników, w starciu zatopiły chlubę brytyjskiej admiralicji, krążownik liniowy Hood. Dosłownie rozerwany na strzępy Hood, trafiony zaledwie dwoma pociskami – kal. 203 mm z krążownika Prinz Eugen w śródokręcie i kal. 380 mm z Bismarcka w pokład dziobowy – i do niedawna największy okręt wojenny świata zatonął w 5 minut pociągając ze sobą na dno 1.415 marynarzy i oficerów. Ocalało 3.
Jednak zatopienie Hooda skutkowało natychmiastową, niespotykaną reakcją brytyjskiej marynarki. Chodziło o zemstę i podrażnioną dumę, a w takich chwilach koszty się nie liczą. W pościg za zespołem niemieckim ruszyła większość dostępnych w tym rejonie okrętów wojennych Royal Navy w tym 2 pancerniki, 4 ciężkie krążowniki, 3 krążowniki liniowe, 2 lotniskowce, kilkadziesiąt lekkich krążowników i niszczycieli. Warto wspomnieć o polskim udziale w tej akcji. W grupie brytyjskich niszczycieli znalazł się również przekazany nam po zatopieniu ORP Grom pod Narvikiem i mający już utrwaloną dobrą opinię u Anglików kontrtorpedowiec ORP Piorun, którego wyczyn przeszedł do historii marynistyki. Otóż gdy w godzinach nocnych 26 maja, przy złej pogodzie, w deszczu pościg brytyjski utracił kontakt z niemieckim pancernikiem, Bismarcka odnalazł polski niszczyciel i przez godzinę skupił na sobie potężny ostrzał artyleryjski wroga uniemożliwiając mu zarazem ponowny unik. Sam równocześnie oddał trzy salwy, z których dwie były celne. Oto co pisze o tym pojedynku jeden z uczestników akcji:
Gdy rozpoznano, że to „Bismarck” przed nami – wypadki potoczyły się już z błyskawiczną szybkością. Z lewej burty ujrzałem złowrogi błysk i w parę chwil potem w miejsce, w którym przed chwilą był nasz okręt padały potężne pociski, piętrzące wodę w wulkany tryskające z morskich głębin. Była to pierwsza salwa „Bismarcka”, który widocznie nas obrał przede wszystkim za cel swoich pocisków.
Słyszę rozkaz: „Kąt kursowy – czerwone trzydzieści, seria wszerz, uwaga …”
Dalej już nic nie słyszałem – błysk ognia i huk naszych dział zagłuszył wszystko wokół mnie. Była to chwila właściwej wymiany salw naszych z salwami pancernika niemieckiego. Przyznam się, że z emocji zacząłem się trząść. […] Wtem słyszę słowa oficera artyleryjskiego, który najspokojniejszym tonem mówi: „Uwaga, pociski trafne, jak na ostatnim naszym strzelaniu”. Spokój i opanowanie bijące z tego głosu i mnie się udzieliło.
Gdy nazajutrz – wg relacji dowódcy okrętu komandora Pławskiego – Piorun zmuszony brakiem paliwa do powrotu wpływał do portu wojennego w Plymuth, był witany głośnymi wiwatami przez zgromadzone tam angielskie okręty.
Udział w pościgu lotniskowców okazał się zbawienny dla aliantów i tak naprawdę po raz pierwszy udowodnił przewagę lotnictwa nad najcięższymi nawet okrętami wojennymi świata. Kilkakrotnie ponawiane ataki torpedowe samolotów brytyjskich, będące ostatnią deską ratunku wobec braku możliwości doścignięcia umykającego do francuskiego Saint-Nazaire na wybrzeżu atlantyckim Francji Bismarcka wreszcie przyniosły skutek. Jedna z torped uszkodziła ster niemieckiego okrętu i zablokowała go w położeniu wychylonym, co wprowadziło go w ciągły ruch okrężny. Ucieczka stała się niemożliwa. Niedługo potem do niemieckiej jednostki zbliżyły się brytyjskie pancerniki Rodney i King George 5, które o godz. 8.47 w dniu 27 maja 1941 roku rozpoczęły ostrzał. Po 74 minutach wymiany ognia Bismarck zatonął. Z 2.200 osób załogi uratowano 115, chociaż okręt zdołało opuścić ponad 800 oficerów i marynarzy.
A co z personelem latającym i jego sprzętem? Co do samolotów rozbitkowie wspominali jak jeden z wodnopłatowców został zniesiony za burtę i rzucany falami odpłynął od tonącego okrętu. Piloci, w tym Seeliger, przypuszczalnie dwukrotnie mieli możliwość uratowania życia o ile nie zginęli wcześniej podczas wymiany ognia z brytyjskimi pancernikami. Pierwsza próba miała miejsce we wczesnych godzinach porannych 27 maja 1941 roku. Otóż w tym czasie próbowano wystrzelić z katapulty jeden z samolotów z dziennikiem wojennym Bismarcka, jednak wskutek awarii wyrzutni próba się nie powiodła. Drugi raz być może mogli znaleźć ocalenie w grupie rozbitków oczekujących w wodach Atlantyku na jakąkolwiek pomoc. Jednak zachowanie Brytyjczyków w czasie akcji ratunkowej stało się później tematem wielu domysłów i nasunęło szereg wątpliwości. Polecenie podniesienia ocalałych Niemców otrzymał krążownik Dorsetshire, a potem również niszczyciel Maori. Ale nagle akcję ratunkową przerwano po usłyszeniu alarmu przeciwpodwodnego. Brytyjskie jednostki gwałtownie przyspieszyły jeszcze przez chwilę ciągnąc za sobą uczepionych zbawczych lin rozbitków. W katastrofie okrętu zginęły wszystkie 4 załogi wodnopłatowców oraz wszyscy z personelu pokładowego – 9 osób.
W chwili śmierci sierżant Werner Seeliger miał 24 lata. Jego narzeczona i rodzice przez długi czas po zatopieniu okrętu oczekiwali na jakiekolwiek wiadomości o ocaleniu. Na próżno.
PS. Gdy ponad rok temu przeprowadzałem serię wywiadów z lubańskim pionierem p. Florianem Lewandowskim, w pewnym momencie mój rozmówca wtrącił, iż w pracach związanych z naprawami i wymianą instalacji energetycznych w mieście pomagał mu pewien stary Niemiec, który mieszkał niedaleko Zakładu Energetycznego. A nazywał się – podaję oczywiście brzmienie – …. Seliger !!! Na dźwięk nazwiska drgnąłem odruchowo. Dla pewności poprosiłem o powtórzenie, z tym samym skutkiem. Natychmiast próbowałem dopytać, coś tam jeszcze wydobyć. Ale nic, dosłownie nic więcej nie usłyszałem. Trochę szkoda, choć mnie to nie dziwi, nikogo zapewne nie dziwi.
Autor: Jarosław Ludowski

Jarosław Ludowski z zamiłowanie jest badaczem historii Lubania i regionu. Zawodowo pełni funkcję Kierownika Działu Sieci i Dystrybucji w PEC Lubań Sp. z o.o.
Bibliografia:
-
M. Gaack-Schlachtschiff Bismarck Teil 3 Das Wachre Geschicht; ISBN 13: 9783844801798; 2012 r.
-
A. Marciniak, Polowanie na „Bismarcka”; Amercom SA, Poznań 2011
-
J. Pertek, Wielkie dni małej floty; Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1976
Fotografie:
-
https://www.reddit.com/r/HistoryPorn/comments/6dobl7/the_bismarck_viewed_from_the_prinz_eugen_the/
-
http://rykoszet.info/2016/05/17/dawid-i-goliat-czyli-jak-orp-piorun-dopadl-bismarcka/
-
https://dzieje.pl/aktualnosci/trzy-salwy-na-czesc-polski-zwyciestwo-nad-bismarckiem
-
https://histmag.org/Oscar-niezatapialny-kot-z-Bismarcka-16408
-
Autor







