Pilot z pancernika.Część I
Tak to już bywa, że czasami los ludzi z głębokiej prowincji potrafi rzucić w wir wydarzeń najwyższej wagi, wydarzeń na których skupia się oko całego świata. Taki właśnie los spotkał pilota Luftwaffe sierżanta Wernera Seeligera, mieszkańca lubańskich Księginek, które do 1945 roku były wsią o nazwie Kerzdorf – pisze znany lubański regionalista Jarosław Ludowski.
Pilot z pancernika.Część I
Pewnego dnia mój serdeczny znajomy znając moje zainteresowania historią Bitwy Lubańskiej, obdarował mnie kilkoma przedmiotami niewątpliwie związanymi z w wzmiankowanym wydarzeniem. Z zawodu jest budowlańcem i jak już zdążyłem się wielokrotnie przekonać, podczas prac w starych, poniemieckich budynkach na terenie Lubania i okolic niejednokrotnie natrafiał na przedmioty związane z wojenną przeszłością miasta.
Otóż spośród przywiezionych artefaktów jeden od razu przykuł moją uwagę. Była to pomalowana na żółto aluminiowa klamra z orłem i przewrotnym napisem „GOTT MIT UNS” od niemieckiego pasa wojskowego. Kolor żółty identyfikował ją jednoznacznie – była to klamra marynarska. Ciekawostka raczej rzadko spotykana bądź co bądź 500 km od najbliższego morza. Drugi przedmiot jeszcze bardziej spotęgował moją dociekliwość i pobudził wyobraźnię. Była to łuska kalibru 20 mm od niemieckiego działka przeciwlotniczego 2 cm FlaK (Fliegerabwehrkanone) 38. Nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak działko to stanowiło podstawowe uzbrojenie przeciwlotnicze wszystkich niemieckich rodzajów wojsk, gdyby nie to, iż sygnatura na spodzie zawierała charakterystyczne i jednoznaczne logo: niemiecki orzeł z dużą literą „M” od „Marine”, czyli marynarki.

Fot. 1a. Zestawienie sygnatur łusek Kriegsmarine kaliber 2cm: z lewej źr. internet, z prawej własność autora
Jak stwierdził mój znajomy, przedmioty pochodziły z jednego miejsca, więc mogły należeć do tej samej osoby (łuska jako pamiątka ze służby). Jak sądzę wytłumaczenia dla pobytu tych przedmiotów na terenie Lubania mogły być tylko dwa. W swojej książce pt.Tajemnice Lubania, Janusz Skowroński zacytował młodego w owym czasie członka Hitlerjugend, Helmuta Otte, który wspominał spotkanie z grupą marynarzy na terenie pałacu w Olszynie. Miało to się odbyć w trakcie ofensywy sowieckiej, a marynarze niemieccy rzekomo mieli testować na terenie zapory leśniańskiej nowy napęd do torped.
O ile sam powód pobytu służb niemieckiej Marynarki Wojennej nie został potwierdzony, o tyle ich obecność w Olszynie wydaje się być bezsporna. A zatem mamy pierwszą możliwość dla odnalezionych artefaktów. Druga jest taka, iż przedmioty owe mogły należeć do zamieszkałego w okolicy wojskowego odbywającego służbę w Kriegsmarine przebywającego na urlopie bądź odesłanego do domu wskutek inwalidztwa wojennego.
Załóżmy z pewną dozą prawdopodobieństwa drugi wariant i tym samym wzbogaćmy o w/wzmiankowane przedmioty krótką, ale jakże frapującą opowieść. Poprzez jedną osobę, mieszkańca dzisiaj już części Lubania, a dawniej odrębnej wsi pod nazwą Kerzdorf – Księginki, dzieje naszego miasta wzbogaciły się o wątek niebagatelny. O historię chluby niemieckiej marynarki wojennej, pancernika Bismarck, którego krótki, tragiczny los związał ze sobą skutecznie i nieodwracalnie postać młodego pilota Luftwaffe, sierżanta Wernera Seeligera.
Werner Seeliger urodził się 2 kwietnia 1917 roku jako drugi syn Frieda i Adolfa Seeliger w małej wiosce Kerzdorf, czyli w dzisiejszej dzielnicy Lubania – Księginkach. W Lauban-Kerzdorf dorastał wraz z bratem Pawłem. W dzieciństwie jak większość młodych chłopców interesował się sportem, jednak w miarę upływu czasu sportowe zacięcie zaczęło ustępować innej pasji – muzyce. Najwyraźniej posiadał ku temu przyrodzone zdolności gdyż z powodzeniem grał na fortepianie, organach i saksofonie. W Lauban uczęszczał do Gimnazjum, które ukończył maturą. Następnie rozpoczął dalsze kształcenie w kierunku pedagogicznym, gdyż chciał zostać nauczycielem.
Wraz z końcem 1938 roku został powołany do wojska, a w związku z zainteresowaniem lotnictwem, na początku 1939 roku trafił do szkoły Luftwaffe. Na początku wojny został przydzielony do 1. kompanii 16. zapasowego batalionu lotniczego w Neumunster. Po ukończeniu szkolenia trafił do bazy lotniczej Putnitz koło miasta Riebnitz, 20 km na północny-wschód od Rostoku. Tam, tuż obok malowniczego półwyspu Dars na zachodnim wybrzeżu Bałtyku poznał swoją przyszłą narzeczoną Liesbeth Richter.
Po ukończeniu szkoły pilotażu otrzymał rozkaz przydziału do 1. eskadry 196. dywizjonu lotnictwa pokładowego – Bordfliegergruppe 1./196. Baza i siedziba dowództwa Bordfliegergruppe 1./196 w okresie od 1 kwietnia 1936 roku do 10 stycznia 1942 roku mieściła się w porcie wojennym w Wilhelmshaven, skądinąd znanym nam z lokalizacji tam bazy niemieckich łodzi podwodnych. Seeliger zatem, typowy „szczur lądowy” pochodzący z przedgórza sudeckiego i zamieszkujący kilkaset kilometrów od morza, przekornie został przypisany do najtrudniejszej ze służb, jak się później okaże, na zawsze. Morze przyciągnęło go do siebie jak zazdrosna kochanka i nie wypuściło już nigdy ze swego miłosnego uścisku.

Fot. 4. Samolot Arado Ar 196 z Bordfliegergruppe 1./196 na pokładzie jednego z okrętów liniowych w bazie w Wilhelmshafen
Wszedł w skład personelu latającego lotnictwa pokładowego niemieckiej marynarki wojennej – Kriegsmarine. Jego służba rozwijała się bez większych przeszkód. W ciągu 3 lat awansował ze stopnia kaprala na sierżanta. W lotach nad morze, ćwiczeniach pokładowych i treningach towarzyszył mu obserwator sierżant, później podporucznik Martin Lange. Jak dotychczas załoga nie brała udziału w działaniach wojennych. Wielkie niemieckie okręty wojenne, które nie mogły mierzyć się z potęgą brytyjskiej Royal Navy, raczej rzadko wykorzystywano w bezpośredniej walce. Poza nielicznymi wyjątkami, gdy część z nich z pewnym powodzeniem brała udział w rajdach korsarskich na Atlantyku celem niszczenia alianckich konwojów, większość stacjonowała w portach podbitej przez Hitlera Europy pod bezpieczną osłoną baterii nadbrzeżnych, pól minowych i własnego lotnictwa.
Niebawem jednak sytuacja ta miała ulec zmianie. W dniu 15 marca 1941 roku los fałszywie uśmiechnął się do obydwu lotników przeznaczając im jedną z najbardziej zaszczytnych służb w niemieckiej marynarce wojennej. Pilot, feldfebel Werner Seeliger i obserwator, leutnant Martin Lange otrzymując przydział i do dyspozycji samolot bojowy Arado Ar 196 A3 z oznaczeniem T3+MK i numerem bocznym 1960150 zostali zaokrętowani na pokładzie bazującej w Porcie Gotów (Gotenhaven), w Gdyni, chluby Kriegsmarine, potężnego pancernika Bismarck. W chwili wodowania w sierpniu 1940 roku największego okrętu wojennego świata. Wkrótce dowództwo niemieckiej Marynarki Wojennej po raz ostatni postanowiło zaryzykować militarne wykorzystanie swoich najcięższych okrętów liniowych.
c.d.n.
Autor: Jarosław Ludowski

Jarosław Ludowski z zamiłowanie jest badaczem historii Lubania i regionu. Zawodowo pełni funkcję Kierownika Działu Sieci i Dystrybucji w PEC Lubań Sp. z o.o.
Fotografie:
1.Autor; w tle publikacja: Polowanie na „Bismarcka”, A, Marciniak, Amercom SA, Poznań 2011
1a. Autor.
2.https://www.kbismarck.com/crew/wseeliger.html
3.https://de.wikipedia.org/wiki/Arado_Ar_196#/media/Datei:Bundesarchiv_Bild_101II-MW-1949-03,_Kreuzer_”Admiral_Hipper”,_Bordflugzeug.jpg
5.https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Bundesarchiv_Bild_193-04-1-26,_Schlachtschiff_Bismarck.jpg




