Wacław Sławiński – powstaniec warszawski z Lubania.Część 1

Pan Wacław Sławiński, pseudonim „Suchy”, był jednym z kilku uczestników Powstania Warszawskiego, którzy po wojnie wybrali na swój dom Lubań. Tutaj osiadł, założył rodzinę i pracował. Nie szczędził też sił jako społecznik. To między innymi jemu Lubań zawdzięcza powstanie pierwszej w Polsce telewizji lokalnej – Studio S. Niestety Pana Wacława nie ma już wśród nas. Zmarł 23 maja 2016 roku. Oto jego historia.
Ojciec pana Wacława był zawodowym wojskowym. Wykładał w warszawskiej Szkole Uzbrojenia 21. Pułku piechoty. Już na samym początku wojny wraz z rodziną został ewakuowany do Tarnopola, niedaleko Lwowa. 17 września, kiedy na Polskę napadła armia radziecka musiał uciekać. Dotarł przez Rumunię na Węgry i na wiele lat ślad po nim zaginął.
Pozostawiona rodzina, wkrótce także musiała uciekać z Tarnopola, ponieważ chodziły słuchy, że są na liście wywózki na Syberię. Wzięli tylko najpotrzebniejsze rzeczy i wsiedli do jakiegoś pociągu towarowego. Dotarli do Białej Podlaskiej, gdzie schwytali ich Rosjanie. Na szczęście udało się rodzinie uciec i przedrzeć na stronę niemiecką a stamtąd ruszyli do Warszawy. Dotarli do niej po kilku dniach. Zamieszkali w swoim starym mieszkaniu. Żyło im się bardzo ciężko. Pan Wacław miał wówczas zaledwie 12 lat.
Aby pomóc rodzinie Pan Wacław podjął pracę i jednocześnie naukę w szkole zawodowej, w której uczył się Uczył się elektromontażu.
Ale przede wszystkim był żołnierzem Armii Krajowej. Wraz z kolegami wyjeżdżał często do Puszczy Kampinoskiej na ćwiczenia wojskowe organizowane przez Armię Krajową. Młodzi chłopcy uczyli się tam między innymi posługiwania bronią, taktyki i innych potrzebnych w walce rzeczy.
Wkrótce zaczęło się mówić, że w Warszawie wybuchnie powstanie. Sygnałem do zbiórki miało być określone wycie syren. Z niepokojem, ale i nadzieją, pan Wacław czekał. Aż któregoś dnia syreny zawyły był to 1 sierpnia 1944. Zgodnie z wytycznymi natychmiast pobiegł do kina Palladium na ul. Złotą. Nasz bohater razem z kolegami trafił do jednostki pomocniczej zajmującej się transportem broni, lekarstw, żywności i amunicji. Jednostka podlegała komendzie dzielnicy Warszawa-Śródmieście. Wykonywali wiele prac na rzecz powstania, często przekraczających ich siły – budowali z płyt chodnikowych barykady, oświetlali miejsca zrzutu. O ile na początku może jeszcze towarzyszył im jakiś strach, to po kilku dniach już o nim nie myśleli. Wacław brał udział w kilku akcjach bojowych, w tym m.in w zaciętych trzytygodniowych walkach o budynek PAST-y, który ostatecznie został przez powstańców zdobyty i pozostał w ich rękach aż do upadku powstania.
W nocy z 10 na 11 września powstańcy szli tyralierą składającą się z około 60 osób od ulicy Złotej przez Marszałkowską na Sienną do Dworca Pocztowego, aby zanieść potrzebne w tym rejonie zaopatrzenie. Dla bezpieczeństwa wybrali noc. Niestety, nie uchroniło to powstańców przed atakiem Niemców. Pan Wacław został wówczas raniony granatem w nogi, co jak wspomina, uratowało mu życie. Wybuch bowiem wrzucił go do leja po bombie, a na górze trwała jatka. Z całego oddziału zostało niewielu.
Gdy Niemcy odeszli, rannymi powstańcami zajęły się polskie jednostki. Rannego szeregowego Sławińskiego na jakichś drzwiach piwnicami przetransportowano do szpitala polowego usytuowanego w jednej z nich przy ul. Złotej. Lekarz po obejrzeniu nóg machnął ręka i kazał wynieść go na korytarz. Nazajutrz rano inny lekarz zajął się ciężko rannym Wacławem. Miał szczęście. Medyk kazał usztywnić nogi deszczułkami powiązanymi drutami. W tym stanie pan Wacław doczekał kapitulacji powstania.
Kiedy Niemcy zaczęli rannych wyprowadzać z piwnicy, wszyscy się bali. Jednak jeden z niemieckich żołnierzy przed panem Wacławem zasalutował, pewnie doceniając bohaterstwo młodych ludzi. Zdziwiło go to, ale i napełniło nadzieją. Niemcy sanitarkami wywieźli rannych powstańców na dworzec i zapakowali do pociągu, który ruszył w nieznanym kierunku. Transport liczył ponad tysiąc osób. Gdy stanął w Poznaniu, ktoś zaintonował „Rotę”, którą natychmiast podchwyciło tysiąc powstańczych gardeł – ze wzruszeniem wspominał pan Wacław. Na przypadkowych ludziach i na Niemcach zrobiło to ogromne wrażenie.
Pan Wacław trafił do Stalagu XI A, w miejscowości Altengrabow, położonej między Magdeburgiem a Poczdamem, gdzie nadano mu numer 47453.
C.d.n.

Teresa Kraska, jest znaną w regionie dziennikarką i felietonistką. Pacuje jako sekretarz redakcji Ziemi Lubańskiej. Pełni również mandat radnej Rady Miejskiej Lubania.
Autor: Teresa Kraska
