Śmierć szesnastolatka
Szesnastolatek, uczeń Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Kombatantów Ziemi Lubańskiej z Lubania popełnił samobójstwo w lesie, na terenie byłych poligonów Straży Granicznej. Nie wiadomo co było przyczyną tak dramatycznego czynu. Sprawę wyjaśnia lubańska prokuratura.
Szesnastoletni mężczyzna z Lubania powiesił się na drzewie w lesie nieopodal leśniczówki na terenie byłych poligonów Straży Granicznej. Szesnastolatek wyszedł z domu 18 lutego rano, i jak zwykle miał udać się do szkoły. Niestety jego koledzy z klasy i nauczyciele widzieli go w szkole trzy dni wcześniej. Damian, bo tak miał na imię samobójca w poniedziałek do szkoły nie przyszedł. Jego rodzina zgłosiła 19 lutego rano, chłopca zaginięcie. Policja szukała chłopca na terenie całego powiatu lubańskiego, jednak ciało znaleźli jego koledzy w środę po południu.
– Wyjaśniamy okoliczności śmierci szesnastolatka, którego ciało znaleziono w lesie, w sąsiedztwie drogi prowadzącej w kierunku Przylasku. Na chwilę obecną wykluczyliśmy działanie osób trzecich, które mogłyby przyczynić się do śmierci chłopca, jednak ostatecznie wyjaśni to sekcja zwłok – mówi podkomisarz Anna Włoszczyk, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Lubaniu.
Sekcja odbędzie się dzisiaj (21.02) w późnych godzinach popołudniowych. Dlaczego Damian odebrał sobie życie, tego na razie nie wiadomo. Chłopca wychowywali dziadkowie. Postępowanie, które prowadzi policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Lubaniu, ma na celu wyjaśnienie całej sprawy. Pod oknami domu chłopca, mieszkańcy miasta i sąsiedzi palą od dwóch dni znicze.
W Polsce codziennie odbiera sobie życie jeden młody człowiek. Tymczasem samobójstwa dzieci i młodzieży to zdaniem socjologów ostatnie społeczne tabu. Powszechna opinia głosi, że nie popełni samobójstwa ten, kto o nim mówi. A to niestety mit. Psychologowie są jednomyślni: większość samobójców zapowiada swój czyn.
Austriacki psychiatra Erwin Ringel zbadał 500 aktów samozagłady. Okazało się, że 80 procent z nich poprzedzają podobne zachowania i sygnały. Najpierw „zawęża się” świadomość. Człowiek traci możliwość spojrzenia z zewnątrz na swą sytuację. Ocenia ją jako matnię bez wyjścia. Czuje się osamotniony, osaczony, bezradny. Potem przychodzi lęk: przed działaniem i dalszym życiem. A jest to już etap, gdy instynkt samozachowawczy jest niszczony. A sam cierpiący nie zdoła już tego powstrzymać. To czas, gdy rozluźniają się związki z innymi ludźmi. A kontakty stają się powierzchowne i zdawkowe. Człowiek izoluje się. Czasem wybiera jedną osobę na deskę ratunku. Dewaluują się wtedy także wyznawane wartości. Stają się inne od powszechnie przyjętych. Rośnie napięcie i agresja. Kierowana najpierw ku najbliższym, potem zwraca się ku samemu sobie. Pojawiają się fantazje samobójcze. Najpierw niewinne wizje własnej śmierci, martwego ciała i pogrzebu pomagają rozładować napięcie, nasycić się wizją „opłakujących”. Potem pojawia sama idea odebrania sobie życia – „kiedyś”. Z czasem jednak przekształca się w myśli obezwładniające i natrętne oraz konkretne planowanie.
Red.

Szesnastolatek wyszedł z domu 188 lutego rano?
Dziękujemy za wnikliwość, już poprawiamy.