Woda gasi płonący ogień, a jałmużna gładzi grzechy – trwa czas Wielkiego Postu
Trwa czas Wielkiego Postu. Jakie on ma znaczenia z głównymi swoimi założeniami – modlitwą, postem i jałmużną? O ile modlitwa i post są dla katolików oczywiste, o tyle jałmużna budzi kontrowersje. Czy rzeczywiście powinniśmy dzielić się tym co mamy z każdym żebrzącym? Czy jeśli zignorujemy jednak wyciągnięte ręce to grzeszymy poprzez zaniechanie?
Samo słowo jałmużna (eleemosyne) wywodzi się z greki i oznacza powodowaną współczuciem ofiarę dla ubogich składaną w obecności Boga. Jałmużna, podobnie jak modlitwa i post, jest jednym z filarów naszej wiary. Czymś, co koniecznie powinno być obecne w naszym życiu. Zwróćmy uwagę na dwie kwestie. Dawanie jałmużny wynika ze współczucia. Czynię to z miłości do człowieka. Jeśli ją daję i płynie z serca, przy tym obecny jest sam Bóg.
Z jałmużną wiąże się obietnica Boga. Zajrzyjmy do Starego Testamentu, a dokładnie do Księgi Syracha: „Woda gasi płonący ogień, a jałmużna gładzi grzechy. Kto dobrodziejstwami za dobrodziejstwa odpłaca, pamięta o przyszłości, a w chwili potknięcia się znajdzie podporę”(Syr 3). W oczach Boga jałmużna ma ogromne znaczenie. Bóg szczerze dającemu oferuje zgładzenie grzechów. To wielka łaska. Warto jeszcze przeczytać kilka linijek dalej: „Nie dręcz duszy głodnego i nie pobudzaj do gniewu człowieka w jego niedostatku! Serca rozgniewanego w większy zamęt nie wprowadzaj i nie zwlekaj z datkiem dla potrzebującego! Nie odpychaj żebrzącego w strapieniu, a od ubogiego nie odwracaj swej twarzy! Nie odwracaj oka od proszącego i nie dawaj człowiekowi sposobności, aby cię przeklinał”. Jest w Biblii wiele innych fragmentów o jałmużnie, ale niech wystarczy ten fragment z Księgi Syracha.
Spójrzmy jeszcze do dzieła z wczesnych lat chrześcijaństwa. Ono wyjaśnia pewien dylemat: komu dawać, a komu nie? W „Pasterzu” Hermasa czytamy: „Czyń dobrze i dawaj wszystkim potrzebującym z prostotą, nie roztrząsając komu masz dawać, a komu nie dawać. (…) Ci, którzy brali, zdadzą sprawę Bogu, dlaczego wzięli i w jakim celu brali. Ci, (…) którzy oszukiwali po to, aby brać, poniosą karę”. To mądra podpowiedź. Do tego dodaje swoje zdanie św. Jan Maria Vianney: „Trzeba się cieszyć, gdy ubodzy przychodzą prosić nas o pomoc. Gdyby sami nie przychodzili, musielibyśmy ich szukać, a na to nie zawsze mamy czas… Nigdy nie należy gardzić ubogimi, gdyż pogarda ta wymierzona jest przeciw samemu Bogu”.
Co jest ważne w jałmużnie? Najpierw chcieć dawać, „albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9,7). Gdy będę chciał, wówczas Bóg przyśle mi tych, którym należy dać i którzy teraz potrzebują. Ile dawać? Tyle, ile dyktuje serce. Najlepiej stara biblijna zasada: 10 proc. miesięcznych dochodów. Wróci o wiele więcej, ale nie wolno tego oczekiwać. Niech twoja prawa ręka nie wie, co robi lewa.
Autor: ks. dr Bogusław Wolański Dziekan Dekanatu Lubańskiego

